08-07-2016, 13:51
Ucieczka
08.07.2016
Skądś przyszliśmy ja i dwóch nieznajomych. Trafiliśmy do szarych podziemi budynku. Przed czymś uciekaliśmy, goniły nas złe stwory, było ich dużo. Zatrzymaliśmy się przed malutkim otworem skierowanym do góry, można tam było wejść metalowymi drabinkami. Chciałem iść pierwszy, bo wiedziałem, że najdłużej będę tam wchodził. Niestety nijak nie mogłem się tam przecisnąć. Im, nie wiem jak, udało się przejść. Stwory były już tuż tuż. Przeszedłem za róg i tam znalazłem inne przejście, udało mi się uciec. Trafiłem na jakieś dziwne konstrukcje między ścianami, coś jak rusztowania, jednakże nic nie widziałem, tylko zarysy, bo tam nie było światła. Okazało się, że tam jest pełno pajęczyn i mieszka jeszcze więcej pająków. Było tam gęsto od tych pająków. Przez całą drogę czułem jak one chodziły po mnie i wchodziły do rękawów o nogawek. Kilka razy musiałem przeskakiwać. W końcu wyszedłem z tej ciemności. Chyba już na górze spotkałem tamtych dwóch. Pomogli mi z tymi pająkami, jakoś przytrzymali mi bluzę i te pająki wylazły z rękawów. To były takie zwykłe pająki z cienkimi nóżkami. Później przeszliśmy do innego pomieszczenie, jakby jaskini. Prowadziła tam wąska ścieżka, poniżej której była łąka z trawą. W tej jaskini było wycięte wielkie okno bez szyby. Mieliśmy tam jakieś zadanie do wykonania, coś trzeba było uruchomić i znaleźć. Chyba nawet było coś związane z kartami i czarami. Niektórzy ludzie z tej jaskini nam przeszkadzali, oszukiwali. Był z nami młodszy chłopiec, książę czy inny ktoś ważny. Mieliśmy go chronić. Przyleciał wielki statek kosmiczny (podobny do gwiazdy śmierci tylko trochę miał inny kształt) i strzelał w nas z broni laserowej. Chłopiec używał swojej mocy, aby się ochronić i zniszczyć statek, ale był za słaby i musieliśmy uciekać. Próbowałem zrobić kamehameha, ale się niestety nie udało. Potem znowu wróciliśmy tam czegoś szukać, chyba znaleźliśmy i to zabraliśmy. Ktoś dostał z tej broni laserowej i upadł. Chwilę przy nim posiedziałem. Chyba jednak nic mu się nie stało. On był jakby z innej rzeczywistości, do której się szło tą wąską ścieżką. Pobiegł, a my za nim. Na łące poniżej był jakiś festyn czy coś. Była scena i ktoś śpiewał. Jasno, słoneczny dzień. Myśleliśmy, że tam była Angela Merkel, była Merkel, ale to był ktoś inny o takim nazwisku. Tych dwoje wbiegło na scenę i się wygłupiało. Tańczyli jak Michael Jackson. Nie chciałem robić z siebie głupka, więc się zatrzymałem w tłumie i stamtąd obserwowałem scenę.
Coś tam było z zeszytem, ćwiczeniami, czy książką, powiedzmy, że od matematyki. Później nasz wuefista zabrał nas na przejażdżkę rowerową. Okolice niby znajome, ale jednak zupełnie inaczej wyglądające. Po jakimś czasie została nas piątka, dziewczyn nie było w ogóle. Były przy chodniku, którym jechaliśmy, dwie reklamy jakiegoś filmu, ale nie wiem o co chodziło. Chyba kilka razy się tam wracaliśmy.
08.07.2016
Skądś przyszliśmy ja i dwóch nieznajomych. Trafiliśmy do szarych podziemi budynku. Przed czymś uciekaliśmy, goniły nas złe stwory, było ich dużo. Zatrzymaliśmy się przed malutkim otworem skierowanym do góry, można tam było wejść metalowymi drabinkami. Chciałem iść pierwszy, bo wiedziałem, że najdłużej będę tam wchodził. Niestety nijak nie mogłem się tam przecisnąć. Im, nie wiem jak, udało się przejść. Stwory były już tuż tuż. Przeszedłem za róg i tam znalazłem inne przejście, udało mi się uciec. Trafiłem na jakieś dziwne konstrukcje między ścianami, coś jak rusztowania, jednakże nic nie widziałem, tylko zarysy, bo tam nie było światła. Okazało się, że tam jest pełno pajęczyn i mieszka jeszcze więcej pająków. Było tam gęsto od tych pająków. Przez całą drogę czułem jak one chodziły po mnie i wchodziły do rękawów o nogawek. Kilka razy musiałem przeskakiwać. W końcu wyszedłem z tej ciemności. Chyba już na górze spotkałem tamtych dwóch. Pomogli mi z tymi pająkami, jakoś przytrzymali mi bluzę i te pająki wylazły z rękawów. To były takie zwykłe pająki z cienkimi nóżkami. Później przeszliśmy do innego pomieszczenie, jakby jaskini. Prowadziła tam wąska ścieżka, poniżej której była łąka z trawą. W tej jaskini było wycięte wielkie okno bez szyby. Mieliśmy tam jakieś zadanie do wykonania, coś trzeba było uruchomić i znaleźć. Chyba nawet było coś związane z kartami i czarami. Niektórzy ludzie z tej jaskini nam przeszkadzali, oszukiwali. Był z nami młodszy chłopiec, książę czy inny ktoś ważny. Mieliśmy go chronić. Przyleciał wielki statek kosmiczny (podobny do gwiazdy śmierci tylko trochę miał inny kształt) i strzelał w nas z broni laserowej. Chłopiec używał swojej mocy, aby się ochronić i zniszczyć statek, ale był za słaby i musieliśmy uciekać. Próbowałem zrobić kamehameha, ale się niestety nie udało. Potem znowu wróciliśmy tam czegoś szukać, chyba znaleźliśmy i to zabraliśmy. Ktoś dostał z tej broni laserowej i upadł. Chwilę przy nim posiedziałem. Chyba jednak nic mu się nie stało. On był jakby z innej rzeczywistości, do której się szło tą wąską ścieżką. Pobiegł, a my za nim. Na łące poniżej był jakiś festyn czy coś. Była scena i ktoś śpiewał. Jasno, słoneczny dzień. Myśleliśmy, że tam była Angela Merkel, była Merkel, ale to był ktoś inny o takim nazwisku. Tych dwoje wbiegło na scenę i się wygłupiało. Tańczyli jak Michael Jackson. Nie chciałem robić z siebie głupka, więc się zatrzymałem w tłumie i stamtąd obserwowałem scenę.
Coś tam było z zeszytem, ćwiczeniami, czy książką, powiedzmy, że od matematyki. Później nasz wuefista zabrał nas na przejażdżkę rowerową. Okolice niby znajome, ale jednak zupełnie inaczej wyglądające. Po jakimś czasie została nas piątka, dziewczyn nie było w ogóle. Były przy chodniku, którym jechaliśmy, dwie reklamy jakiegoś filmu, ale nie wiem o co chodziło. Chyba kilka razy się tam wracaliśmy.





