14-06-2016, 12:23
Roztrzaskany krasnal ogrodowy
14.06.2016
Krótkie omamy słuchowe w hipnagogach. Słychać wiercenie. Zapewne spowodowane tym, że od rana remontują u kogoś łazienkę.
Słoneczny dzień. Na trawniku ląduje, a raczej spada, balon. Wychodzę oknem i wchodzę do kwadratowego siedziska. Były tam czyjeś rzeczy. Chciałem, żeby to się uniosło w powietrze. Zawirowało, ale się obudziłem.
Na zewnątrz budynku dzieją się dziwne rzeczy. Chodzimy i patrzymy przez okna. Zatrzymaliśmy się przy szklanych drzwiach, a tam leży na trawie figurka krasnala ogrodowego, roztrzaskana na kilka części. Było więcej takich dziwnych zdarzeń, ale pamiętam tylko to. Ktoś tam chyba szedł tym ogrodem. Idę z kimś, na któreś wyższe piętro. Są tam ruiny, jest szaro, kurz, pył. Wygląda to jak jaskinia. Wchodzimy na wyższą półkę. Już wcześniej widzieliśmy to miejsce z daleka, jak płynęliśmy wodą. Z zewnątrz przypominało to przypominało to małą szarą wysepkę z ruinami budynków, unoszącą się w powietrzu. Czegoś tam szukaliśmy, albo się ukrywaliśmy. Przyszło jakieś zwierzę, zszedłem niżej, aby sprawdzić. Był to mały biały buldog. Kręcił się, dziwnie zachowywał, wiedziałem, że jest upity. Poszedł sobie, a ja znowu wszedłem na tą skalną półkę. Później pamiętam jak wracałem z kilkoma osobami do szkoły. Byli koledzy z liceum i podstawówki. Wszedłem na poręcz i miałem, gdzieś się wspiąć. Niestety jeden mnie chwycił za nogę i ściągnął na dół. Inni się na mnie dziwnie patrzyli, dziwili się co ja takiego strasznego chciałem zrobić. Przeszedłem na drugą stronę tego korytarza drogi i przez barierki, jakby to była ulica w środku tego budynku. Stało tam kilka osób. Możliwe, że to był przystanek autobusowy. Nikt mi nie przeszkadzał. Cieszyłem się, że udało mi się uciec z tego nieprzyjaznego miejsca. Wspinałem się teraz stromą, prawie pionową, leśną ścieżką, drzewa naokoło. Sznurem po obu stronach leżały dzieci, znałem je. Wyciągały do mnie ręce z obu stron i przeciągały wyżej. W ten sposób mi pomagały się wspinać. Miałem dojść do miejsca, czy raczej czasu oznaczonego rokiem moich urodzin. W pewnym momencie zaczęło mi się robić coraz ciężej. Przytrzymałem się czyichś rąk i tak zawisłem. Wtedy się obudziłem.
14.06.2016
Krótkie omamy słuchowe w hipnagogach. Słychać wiercenie. Zapewne spowodowane tym, że od rana remontują u kogoś łazienkę.
Słoneczny dzień. Na trawniku ląduje, a raczej spada, balon. Wychodzę oknem i wchodzę do kwadratowego siedziska. Były tam czyjeś rzeczy. Chciałem, żeby to się uniosło w powietrze. Zawirowało, ale się obudziłem.
Na zewnątrz budynku dzieją się dziwne rzeczy. Chodzimy i patrzymy przez okna. Zatrzymaliśmy się przy szklanych drzwiach, a tam leży na trawie figurka krasnala ogrodowego, roztrzaskana na kilka części. Było więcej takich dziwnych zdarzeń, ale pamiętam tylko to. Ktoś tam chyba szedł tym ogrodem. Idę z kimś, na któreś wyższe piętro. Są tam ruiny, jest szaro, kurz, pył. Wygląda to jak jaskinia. Wchodzimy na wyższą półkę. Już wcześniej widzieliśmy to miejsce z daleka, jak płynęliśmy wodą. Z zewnątrz przypominało to przypominało to małą szarą wysepkę z ruinami budynków, unoszącą się w powietrzu. Czegoś tam szukaliśmy, albo się ukrywaliśmy. Przyszło jakieś zwierzę, zszedłem niżej, aby sprawdzić. Był to mały biały buldog. Kręcił się, dziwnie zachowywał, wiedziałem, że jest upity. Poszedł sobie, a ja znowu wszedłem na tą skalną półkę. Później pamiętam jak wracałem z kilkoma osobami do szkoły. Byli koledzy z liceum i podstawówki. Wszedłem na poręcz i miałem, gdzieś się wspiąć. Niestety jeden mnie chwycił za nogę i ściągnął na dół. Inni się na mnie dziwnie patrzyli, dziwili się co ja takiego strasznego chciałem zrobić. Przeszedłem na drugą stronę tego korytarza drogi i przez barierki, jakby to była ulica w środku tego budynku. Stało tam kilka osób. Możliwe, że to był przystanek autobusowy. Nikt mi nie przeszkadzał. Cieszyłem się, że udało mi się uciec z tego nieprzyjaznego miejsca. Wspinałem się teraz stromą, prawie pionową, leśną ścieżką, drzewa naokoło. Sznurem po obu stronach leżały dzieci, znałem je. Wyciągały do mnie ręce z obu stron i przeciągały wyżej. W ten sposób mi pomagały się wspinać. Miałem dojść do miejsca, czy raczej czasu oznaczonego rokiem moich urodzin. W pewnym momencie zaczęło mi się robić coraz ciężej. Przytrzymałem się czyichś rąk i tak zawisłem. Wtedy się obudziłem.





