11-06-2016, 19:49
CosmicKid, planeta
11.06.2016
Z nocy nic nie pamiętam, ale dzisiaj zasnąłem po południu i miałem sen. Przez okno świeciło słońce. Nie wiem jaka była kolejność.
Najpierw z mojej wyobraźni do snu (chyba bardziej do hipnagogu) dostała się dziewczyna, Japonka. Była w łóżku ze mną i wiadomo co... Potem ktoś siedział na krześle przed moim biurkiem. Zinterpretowałem go jako CosmicKida. Włączył laptopa i uruchomił aplikację encyklopedii, której tak na prawdę nie mam. Pokazywał wyniki wyszukiwania jakiegoś terminu. Później tło się ściemniło. Pokazał się poruszający się, animowany fraktal, składający się z okręgów i płynących strumieni. Zaczął się lot poprzez przestrzeń kosmiczną. Statkami kosmicznymi lecieli jacyś kobieta i mężczyzna. Możliwe, że byli z wojska, bo mieli broń, ale nie wiem. Dolecieli do jakiejś planety. Wylądowali mniejszymi pojazdami na wodzie. Kłócili się ze sobą, ale nie na poważnie. Kobieta strzeliła kilka razy w jego kierunku, było słychać strzały i widać jak trafiają obok niego w wodzie. Odpowiedział, że dobrze już dobrze, ale nie wiadomo czy tamto dziecko jest z rodziny czy nie (cokolwiek miało by to znaczyć) i popłynęli dalej. Znaleźli się wysoko, była tam górska wioska. Najpierw pokazało się takie jakby nagranie o jakimś mężczyźnie. Wiadomo było, że zaginął i poszukują go. Teraz w miejscu jego zamieszkania, gdzie była jego chatka, pojawiła się telewizja. Dzień był szary, mgła, lekko kropił deszczyk. Ta kobieta (a może jednak to ja) przebiegła ścieżką i zawołała, że to pewnie on. Po chwili jednak stwierdziła, że jednak nie. To był tylko ktoś podobny, starszy, miał dłuższe włosy, pewnie jeden z kamerzystów.
11.06.2016
Z nocy nic nie pamiętam, ale dzisiaj zasnąłem po południu i miałem sen. Przez okno świeciło słońce. Nie wiem jaka była kolejność.
Najpierw z mojej wyobraźni do snu (chyba bardziej do hipnagogu) dostała się dziewczyna, Japonka. Była w łóżku ze mną i wiadomo co... Potem ktoś siedział na krześle przed moim biurkiem. Zinterpretowałem go jako CosmicKida. Włączył laptopa i uruchomił aplikację encyklopedii, której tak na prawdę nie mam. Pokazywał wyniki wyszukiwania jakiegoś terminu. Później tło się ściemniło. Pokazał się poruszający się, animowany fraktal, składający się z okręgów i płynących strumieni. Zaczął się lot poprzez przestrzeń kosmiczną. Statkami kosmicznymi lecieli jacyś kobieta i mężczyzna. Możliwe, że byli z wojska, bo mieli broń, ale nie wiem. Dolecieli do jakiejś planety. Wylądowali mniejszymi pojazdami na wodzie. Kłócili się ze sobą, ale nie na poważnie. Kobieta strzeliła kilka razy w jego kierunku, było słychać strzały i widać jak trafiają obok niego w wodzie. Odpowiedział, że dobrze już dobrze, ale nie wiadomo czy tamto dziecko jest z rodziny czy nie (cokolwiek miało by to znaczyć) i popłynęli dalej. Znaleźli się wysoko, była tam górska wioska. Najpierw pokazało się takie jakby nagranie o jakimś mężczyźnie. Wiadomo było, że zaginął i poszukują go. Teraz w miejscu jego zamieszkania, gdzie była jego chatka, pojawiła się telewizja. Dzień był szary, mgła, lekko kropił deszczyk. Ta kobieta (a może jednak to ja) przebiegła ścieżką i zawołała, że to pewnie on. Po chwili jednak stwierdziła, że jednak nie. To był tylko ktoś podobny, starszy, miał dłuższe włosy, pewnie jeden z kamerzystów.





