07-06-2016, 20:00
Odcinek III
Drzwi siedziby Ruchu Oneironautycznego zamknęły się z impetem, a towarzyszący temu huk jeszcze przez pewien czas powracał do nas echem. Gdy dźwięk umilkł, nastała głęboka cisza, przerywana jedynie od czasu do czasu przez wichurę. Przed nami rozpościerała się pusta, jałowa ziemia, która ciągnęła się aż po horyzont, uginając się ostatecznie pod letnim, czystym niebem. Gdzieniegdzie wyrastały uschnięte drzewa. Oto Senne Pustkowia.
Opuściwszy Mariusza, byliśmy zdani wyłącznie na siebie. Początkowo każdy czuł się zdezorientowany, jednak z czasem ogarnęła nas chęć zemsty. Wszyscy zgodnie poparliśmy pomysł powrotu na I-Sen, w celu podjęcia walki przeciwko Sennym Podróżnikom.
Niektóre osoby słusznie zauważyły, że, podobnie jak I-Sen, Senne Podróże są partnerem Ruchu Oneironautycznego. Dlaczego zatem nie wykorzystaliśmy odpowiedniego tunelu, aby dostać się do serca potwornej twierdzy i uwolnić Incestusa? Odpowiedź jest prosta - takie przejście nie istnieje. Żadna ze stron nie dysponowała odpowiednimi środkami do budowy tunelu łączącego ich strony. Ani Mariusz, ani Senni Podróżnicy nie mogli znaleźć sponsora.
I-Sen jest jedną z nielicznych stron, która mogła zapewnić sobie połączenie do Ruchu Oneironautycznego. Użytkownicy zorganizowali zbiórkę na budowę tunelu, która odniosła sukces w niedługim czasie. Plan został zrealizowany, a kontrakt między stronami - podpisany. Administracja I-Senu postawiła jednak warunek, który niemal wyrwał Mariusza z jego sennych kapci wyściełanych miękkim, lecz tanim futerkiem - tunel miał być utrzymywany przez Ruch Oneironautyczny. Oneironauta został postawiony pod ścianą, ale sprytnie wybrnął z tej sytuacji, umieszczając w niej dziesiątki reklam.
Nieopodal budynku znajdowała się stara, przykurzona droga, pokryta popękanym asfaltem. Niegdyś gęsto uczęszczana przez użytkowników, podróżujących do rozmaitych lokacji w Świecie Snu. Teraz leżała odłogiem, opustoszała od wielu lat. Spojrzeliśmy na pobliski znak wskazujący drogę do I-Senu i podążyliśmy za wytyczonym przez niego kierunkiem.
Nieopodal budynku znajdowała się stara, przykurzona droga, pokryta popękanym asfaltem. Niegdyś gęsto uczęszczana przez użytkowników, podróżujących do rozmaitych lokacji w Świecie Snu. Teraz leżała odłogiem, opustoszała od wielu lat. Spojrzeliśmy na pobliski znak wskazujący drogę do I-Senu i podążyliśmy za wytyczonym przez niego kierunkiem.
Wędrówkę utrudniał silny wiatr, wiejący od chwili opuszczenia przez nas budynku. Powietrze wyraźnie trąciło chlorem, co wywoływało w nas wrażenie przebywania na basenie. Wystawieni na długoterminowe działanie nieznanej substancji moi kompani zaczęli tracić zmysły. Badbull odpiął skórzany pasek od spodni, a następnie zsunął spodnie z nóg i przygotował się do skoku. Stale zarzekał się, że w pobliżu znajduje się rozległy zbiornik wodny, wypełniony krystalicznie czystą wodą. Slavia ostatkami zdrowego rozsądku starał się odwieść swojego towarzysza od tego pomysłu, ale jego próby okazały się bezskuteczne. Nasz przyjaciel wykonał obiecany skok i w bolesny sposób upadł głową na twardy grunt, tracąc przytomność. Lajkonik westchnął, po czym uniósł kompana i ułożył go na swoich ramionach. Na pierwszy rzut oka wyglądał na zmęczonego, jednak jego wrodzona duma nie pozwalała mu narzekać.
Im dłużej trwała nasza podróż, tym bardziej moi towarzysze odczuwali szkodliwe skutki tutejszego powietrza. Jednocześnie zauważyłem, że tak jak w przypadku gazu Sennych Podróżników oraz wytrawnego wina, jakie serwował nam Mariusz, również tajemnicza substancja nie wywierała na mnie żadnego wpływu. Biernie obserwowałem Slavię ściskającego wyimaginowanego worma i Solnika radośnie goniącego za niewidzialnymi łaniami. Próbowałem przemówić im do rozsądku, jednak halucynacje w pełni pochłonęły uwagę użytkowników. Ostrożnie przyglądałem się każdemu z nich upewniając się, że są bezpieczni. Na szczęście z czasem wiatr stopniowo tracił na sile, powodując widoczne osłabienie działania gazu halucynogennego. Kompani powoli odzyskiwali zmysły i dochodzili do siebie.
Wędrowaliśmy przez długie godziny, aż w końcu na horyzoncie ujrzeliśmy rozwidlenie dróg. Zbliżywszy się na odpowiednią odległość dostrzegłem słup graniczny, znajdujący się przy skrzyżowaniu. Tuż pod nim siedział młody, brodaty mężczyzna ubrany w łachmany oraz słomiany kapelusz. Leniwie obracał znakiem, myląc ewentualnych podróżników. Dostrzegłszy, że powoli zmierzamy w jego kierunku, nieznajomy przywitał nas chrypliwym głosem.
Wędrowaliśmy przez długie godziny, aż w końcu na horyzoncie ujrzeliśmy rozwidlenie dróg. Zbliżywszy się na odpowiednią odległość dostrzegłem słup graniczny, znajdujący się przy skrzyżowaniu. Tuż pod nim siedział młody, brodaty mężczyzna ubrany w łachmany oraz słomiany kapelusz. Leniwie obracał znakiem, myląc ewentualnych podróżników. Dostrzegłszy, że powoli zmierzamy w jego kierunku, nieznajomy przywitał nas chrypliwym głosem.
- Co ty tu robisz? - zapytałem zdziwiony.
Nie doczekałem się odpowiedzi. Zamiast tego, mężczyzna wstał i oddalił się od nas na odległość kilku metrów. Ku naszemu zdziwieniu zaczął się obracać wokół własnej osi, zrzucając jednocześnie brodę, łachmany oraz kapelusz. Wokół niego wzbiły się tumany kurzu, zasłaniając nam widok. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom, gdy obraz się wyklarował. To był Artur Wójtowicz!
- Czy uważnie obserwowaliście moje ruchy? To właśnie tak możecie przedłużyć świadomy sen, w przypadku gdy czujecie, że tracicie kontrolę - powiedział, szeroko się uśmiechając.
Moi towarzysze stali jak wryci, wlepiając swój mętny wzrok w postać Wójtowicza. Wyszedłem przed moją grupę i obróciłem się na chwilę w ich stronę, rzucając porozumiewawcze spojrzenie. Byłem pewien, że to zapowiedziany fałszywy oneironauta.
- Musicie być wyczerpani po długiej podróży pełnej intensywnych doświadczeń. Co powiecie na odprężającą i całkowicie bezpieczną rozrywkę w świecie snów? Posłuchajcie - za pomocą kilku, prostych wskazówek zwiększycie częstotliwość występowania świadomych snów, a co za tym idzie, polepszycie komfort waszego życia na jawie!
W tym momencie Wójtowicz wyciągnął zza pleców kolorowe pudełko, na którym widniało jego imię i nazwisko oraz ozdobny napis: “Generator świadomych snów”.
- Mój kurs oferuje trzydzieści lekcji, dzięki którym opanujesz trudną sztukę świadomego śnienia i w pełni zrozumiesz prawa rządzące sennym światem. Ponadto, znajdziesz tutaj bonusowe nagrania MP3, instruktażowe materiały wideo w jakości HD, podręcznik świadomego śnienia, gratisowe kubki i koszulki, oneironautyczne maskotki, breloczki do kluczy z moją podobizną, a także…
Lista nie kończyła się. Solnik wyraźnie zniecierpliwiony odłączył się od grupy w geście zachęcenia towarzyszy do dalszej drogi. Wójtowicz zareagował natychmiastowo, podbiegając do uciekiniera. Następnie przykucnął i spojrzał mu radośnie w oczy.
- Dla najmłodszych - kontynuował Wójtowicz - mamy coś specjalnego. Za niewielką opłatą otrzymasz całą serię gier planszowych poświęconych świadomym snom.
Solniczek zaczął przeszukiwać kieszenie. Wyciągnął z nich kilka monet, jednak na widok niewielkiej kwoty, Artur przecząco pokiwał głową. Do oczu młodego oneironauty napłynęły łzy. Na ten widok Lajkonik wpadł w szał. Zrzuciwszy z ramion nieprzytomnego Badbulla, podbiegł do Wójtowicza i wymierzył mu potężny cios w twarz. Oszust upadł na ziemię, wypuszczając z rąk pudełko. Kartonowe opakowanie uderzyło o asfalt i rozpadło się, obnażając swoje puste wnętrze.
- Tak jak myślałem - skwitował Lajkonik, spluwając z pogardą na leżącego.
Wymierzywszy sprawiedliwość, podniósł z powrotem Badbulla i ogłosił gotowość do drogi.
Wyruszyliśmy w dalszą wędrówkę, próbując zapomnieć o nieprzyjemnym incydencie. Podróż dłużyła się, gdy po przebyciu kolejnych kilometrów oglądaliśmy ponownie ten sam krajobraz. Towarzyszyło nam poczucie bezsensu. Odnosiliśmy wrażenie, że od dłuższego czasu nie poczyniliśmy żadnego postępu. Ulgę przynosiła nam jednak świadomość, że kolejne godziny upływały w spokoju i bez zbędnych niespodzianek.
Wkrótce zaczął zapadać zmrok, więc wspólnie zadecydowaliśmy o przerwaniu wędrówki i rozpaleniu ogniska. Wyczuwając kolejną okazję do pokazania siły, Solniczek zaoferował zebranie drewna na opał. Obserwowałem, jak z młodzieńczym zapałem podbiegł do najbliższego drzewa. Roślina okazała się być uschnięta, więc chłopak z łatwością łamał jej gałęzie. Wampia z udawanym zachwytem pochwaliła malca. Zebrawszy odpowiednią ilość drwa, Solnik pragnął dodatkowo zaimponować koleżance, rozpalając ognisko za pomocą znalezionego krzesiwa. Niestety, jego mozolne próby zakończyły się niepowodzeniem, wywołując rumieniec wstydu na twarzy chłopaka.
Slavia z trudem opanowując śmiech podszedł do ogniska i z pomocą zapalniczki, podarowanej przez Incestusa, wzniecił momentalnie płomień. Blask metalowego przedmiotu zwrócił moją uwagę. Spojrzałem zaciekawiony na jego posiadacza, który w tym samym momencie obrócił się w moją stronę i przekazał mi zapalniczkę. Widniał na niej obraz brodatego mężczyzny trzymającego piwo w butelce o szkarłatnej barwie. Jego postura sugerowała zadumę, chwilę kontemplacji nad smakiem trunku. Malowidło zaskoczyło mnie swoją dokładnością i starannością wykonania. Przypominało miniaturą wizję, która pomimo swoich niewielkich rozmiarów przykuwała wzrok i wypełniała serce ciepłem oraz niezmąconym spokojem.
Zapadła noc, a blask ogniska powoli przyciągał do siebie wszystkich moich towarzyszy. Po raz pierwszy od chwili opuszczenia siedziby Ruchu Oneironautycznego, mieliśmy szansę na chwilę odpoczynku. Stopniowo ogarniał nas głód, więc zajrzeliśmy do plecaków, w poszukiwaniu pożywienia. Wyciągnęliśmy z nich pękate, papierowe torby, podarowane nam przez Roberta. Ku uciesze starszych użytkowników, każda zawierała po kilka kanapek ze smalcem oraz słoniną. Bez zbędnych ceregieli przystąpiliśmy do spożywania kolacji.
Zapadła noc, a blask ogniska powoli przyciągał do siebie wszystkich moich towarzyszy. Po raz pierwszy od chwili opuszczenia siedziby Ruchu Oneironautycznego, mieliśmy szansę na chwilę odpoczynku. Stopniowo ogarniał nas głód, więc zajrzeliśmy do plecaków, w poszukiwaniu pożywienia. Wyciągnęliśmy z nich pękate, papierowe torby, podarowane nam przez Roberta. Ku uciesze starszych użytkowników, każda zawierała po kilka kanapek ze smalcem oraz słoniną. Bez zbędnych ceregieli przystąpiliśmy do spożywania kolacji.
Nagle wszyscy skierowali wzrok na Madzik, przyglądającą się badawczo swojej kanapce. Pod warstwą słoniny dostrzegliśmy ozdobną kartkę w kształcie serca. Otworzywszy wiadomość, ujrzeliśmy krótki napis stworzony za pomocą dobrze znanej czcionki “Cosmic Sans”:
Najlepsze prezenty ukryte są w sercu.
Wasz kochany Mariusz.
Po przeczytaniu Slavia wybuchnął śmiechem, omal nie dławiąc się swoją kanapką. Ja natomiast uśmiechnąłem się na myśl, że na świecie wciąż żyją dobrzy i uczciwi ludzie, tacy jak Mariusz i jego poczciwy ministrant.
W międzyczasie Nalewa dumnie wyciągnął ze swojego plecaka lśniący, aluminiowy termos. Długa wędrówka wywołała w nas pragnienie, więc bez zastanowienia przystaliśmy na propozycję poczęstunku gorącą herbatą. Technik podał każdemu z nas równą porcję pysznego napoju, który roztaczał wokół silny zapach, przynoszący na myśl wakacje w babcinym domu. Moją uwagę przykuł dziwny dźwięk, dochodzący od strony naszego rannego towarzysza. Badbull pociągnął głośno nosem, a następnie otworzył oczy. Niezdarnie podniósł się z ziemi, trzymając się za głowę. Chwyciłem plastikowy kubek, dołączony w zestawie do termosu, nalałem do niego aromatycznej herbaty i podałem Badbullowi. Uraczony gorącym napojem, podziękował, po czym zapytał:
W międzyczasie Nalewa dumnie wyciągnął ze swojego plecaka lśniący, aluminiowy termos. Długa wędrówka wywołała w nas pragnienie, więc bez zastanowienia przystaliśmy na propozycję poczęstunku gorącą herbatą. Technik podał każdemu z nas równą porcję pysznego napoju, który roztaczał wokół silny zapach, przynoszący na myśl wakacje w babcinym domu. Moją uwagę przykuł dziwny dźwięk, dochodzący od strony naszego rannego towarzysza. Badbull pociągnął głośno nosem, a następnie otworzył oczy. Niezdarnie podniósł się z ziemi, trzymając się za głowę. Chwyciłem plastikowy kubek, dołączony w zestawie do termosu, nalałem do niego aromatycznej herbaty i podałem Badbullowi. Uraczony gorącym napojem, podziękował, po czym zapytał:
- Co się stało?
Do pytania dołączyli się pozostali członkowie grupy. Zadziwił mnie fakt, że żaden z nich nie pamiętał dziwnych wydarzeń, jakie przytrafiły się nam na początku podróży. Postanowiłem opowiedzieć kompanom o ich ekscesach pod wpływem gazu. Widziałem zdziwione wyrazy twarzy towarzyszy, gdy szczegółowo opisywałem te niezwykłe wyczyny. Mimo tego nikt nie zakwestionował prawdziwości moich relacji. Jedynie Slavia, wyraźnie zażenowany, próbował wyprzeć się wstydliwego czynu.
Opowieść przerwał dotąd nieobecny Lajkonik, który trzymał w rękach niewielką, kolczastą kulkę. Solnik trafnie rozpoznał znalezisko:
- Masz jeża!
- Co to, jakaś nowa choroba? - zapytał zdezorientowany Pytka.
- Nalewa, podrzuć patelnię, upieczemy tego zwierzaka - zaproponował Lajkonik, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
- Nie! - pisnął przerażony Solnik.
W wyrazie sprzeciwu wobec brutalności Lajkonika, malec skoczył do bezbronnego jeżyka i wyrwał go z rąk silniejszego kolegi. Rzucił mu gniewne spojrzenie i oddalił się w stronę Wampii.
W wyrazie sprzeciwu wobec brutalności Lajkonika, malec skoczył do bezbronnego jeżyka i wyrwał go z rąk silniejszego kolegi. Rzucił mu gniewne spojrzenie i oddalił się w stronę Wampii.
- Nazwę go Stefan! - oznajmił dumnie.
- Idź się z nim pobaw. Tylko go nie zamęcz - powiedział pobłażliwie Slavia.
Solnik zasiadł na kolanach starszej koleżanki. Dziewczyna czule pogładziła chłopca po głowie, gdy ten bawił się ze swoim nowym towarzyszem. Korzystając z okazji, dokończyłem swoją opowieść. Zhańbiony Solnik słysząc o rozpaczliwej pogoni za łanią, wtulił twarz w miękki biust urodziwej opiekunki. Opowieść pobudziła wyobraźnię moich towarzyszy, którzy dyskutowali nad możliwym pochodzeniem szkodliwego gazu.
Robiło się już naprawdę późno i młodszych użytkowników powoli ogarniała senność. Fielx z konspiracyjnym wyrazem twarzy spojrzał na Slavię, po czym dyskretnie wyjął z plecaka butelkę wytrawnego wina.
- Mariusz nie zostawił nas z pustymi rękoma - szepnął.
Upewniwszy się, że młodsza gwardia zapadła w sen, sięgnął do plecaka chrapiącego Nalewy i wyciągnął czyste kubki. Pospiesznie nalał trunek do każdego z nich i podał pozostałym kompanom. Atmosfera stopniowo się rozluźniła. Obecnych przy ognisku towarzyszy ogarnął wesoły nastrój oraz chęć do śpiewania. Utalentowany muzycznie Fallen zaczął nucić znaną przez starszych użytkowników melodię. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Slavia załapał chwytliwą nutę i zaczął śpiewać słowa legendarnej pieśni. Chwilę później do chóru przyłączyli się pozostali zebrani.
- Mariusz nie zostawił nas z pustymi rękoma - szepnął.
Upewniwszy się, że młodsza gwardia zapadła w sen, sięgnął do plecaka chrapiącego Nalewy i wyciągnął czyste kubki. Pospiesznie nalał trunek do każdego z nich i podał pozostałym kompanom. Atmosfera stopniowo się rozluźniła. Obecnych przy ognisku towarzyszy ogarnął wesoły nastrój oraz chęć do śpiewania. Utalentowany muzycznie Fallen zaczął nucić znaną przez starszych użytkowników melodię. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Slavia załapał chwytliwą nutę i zaczął śpiewać słowa legendarnej pieśni. Chwilę później do chóru przyłączyli się pozostali zebrani.
Tam gdzie chłód i gdzie zamglona iglica
Skarb naszego forum się ukrywa
Dalej niż nadmorska Pogorzelica
Czuję, jak Incest po Zolpidem się zrywa
Przysłuchiwałem się z zaciekawieniem obcej mi ballady. Nie mogłem ukryć podziwu dla zapału, z jakim biesiadnicy oddali się śpiewaniu. Wczułem się w klimat pieśni, a po pewnym czasie zacząłem nucić słowa refrenu.
Z transu wyrwał nas grzmot, którego głośne echo niosło się przez zimną równinę Sennych Pustkowi. Śpiący towarzysze zbudzili się z głębokiego snu, rozglądając się w zdezorientowaniu. Spojrzeliśmy w stronę źródła dźwięku i dostrzegliśmy w oddali snop światła, w szybkim tempie zbliżający się do naszego obozowiska. Rykowi silnika akompaniował odgłos przytłumionej muzyki trance. Z podekscytowaniem oczekiwaliśmy dalszego rozwoju wydarzeń.
Gdy tajemniczy obiekt zbliżył się na odpowiednią odległość, Fielx rozpoznał w nim busa swojego ojca. Pojazd zahamował gwałtownie z piskiem opon tuż przy ognisku. Ciemna szyba opuszczając się powoli, odsłoniła przed nami twarz kierowcy.
- No co tam, lamusy? Podwieźć was gdzieś? - zapytał High Contrast.
Pióra CosmicKida i Travelera





