04-06-2016, 15:07
Incestus napisał(a):Podstawowy ludzki wolnopłynący lęk, że jest się w tyle, że jest się nieważnym, że życie ucieka itd. Tego lęku nie da się uśmierzyć działaniami, utrzymuje się on więc nawet po osiągnięciu sukcesu, ciągle motywując do dalszej gonitwy. Wydawałoby się, że jest to przekleństwo prostego człowieka, ale jestem przekonany, że to jemu zawdzięczamy rozwój ludzkości. Bo po co do czegoś dążyć, kiedy wszystko jest w porządku lub przyjemność jest w teraźniejszości?
High Contrast napisał(a):Wiem o co Ci chodzi, mnie ten lęk strasznie denerwuje, wkurza i demotywuje, jest to moja pięta achillesowa, bo zamiast jak każdy normalny człowiek ogarnąć się i jechać dalej to przez ten lęk daję sobie spokój z wszystkim - paradoksalnie odwrotny skutek.Moim zdaniem to co opisałeś HC bardziej pasuje do potrzeby kontroli. Boisz się iść do przodu bo wiesz, że coś po drodze może nie wyjść i wylądujesz w gorszym miejscu niż jesteś obecnie. Lęk o którym pisze Incestus w obu przypadkach (stania w miejscu z powodu obaw i brnięcia przed siebie) może być na podobnym poziomie. Różnica leży w interpretacji, czyli zetknięcia się z innymi motywacjami. W pierwszym przypadku pcha człowieka do demotywowania się, wkurzania na siebie, że nie potrafi ruszyć do przodu i wewnętrznej walki, a w drugim do spełniania celów w obawie, że coś przegapi.
High Contrast napisał(a):Czemu oddalać od celów? Dla mnie ciekawe życie, adrenalinka, ciągle nowe doświadczenia już same w sobie są celem, nie mam żadnych większych planów na osiągnięcie sukcesu w przyszłości, jak przyjdzie sukces to będzie jedynie efektem ubocznym, nie mam nic przeciwkoSkąd to wiesz? Nie da się tak wyprzedzać siebie. Priorytety zmieniają się z każdą chwilą. Będziesz to dopiero wiedział jak osiągniesz już cel

Ogółem to czuć lekką spinę z Twojej strony. Zarzucasz Incestusowi oszukiwanie siebie, choć za każdym razem wyprowadza (moim zdaniem przynajmniej) sensowną argumentację. Każdy kto ma odmienne zdanie, nie doświadczył tego co Ty? Po co więc ten temat? Czekasz tylko na kogoś kto przyzna Ci całkowitą rację?

Załóżmy, że jest człowiek, który jest przekonany, że korzystanie z życia to obraza siebie, czy Boga. Taki asceta XXI w. Te same bodźce, ale nie powiesz, że dostarczy to mu tyle samo szczęścia, że będzie chciał do tego wracać

Osobiście owe korzystanie z życia nie rajcuje mnie szczególnie. Odczuwam, że takie chwile mają dla mnie wartość głównie dlatego bo mogę szczerze przed sobą przyznać, że pod kątem widzenia społeczeństwa "żyję". Z drugiej strony jak ma się świadomość, że chwile te mają jakieś znaczenie dla Ciebie tylko w chwilach gdy wracasz myślami do przeszłości, to automatycznie tracą na wartości. Czyli czysty system przekonań. Odwrotną sytuacją będzie jeśli ktoś uważa, że wartość człowieka zależy od ilości przeżytych intensywnych chwil. Oczywiście możesz powiedzieć, że ogarnę to dopiero przy totalnym puszczeniu hamulców. Że gdy raz poczuję życie to nie będę chciał wracać. Prawda przebije się przez fałszywy ograniczający światopogląd
let's worship cats






