02-06-2016, 22:24
Uwaga, wchodzimy na grząskie tereny. Łatwo się można tu zagubić, ludzka psychika jest dosyć skomplikowana. Postaram się wyciągnąć jakieś użyteczne wnioski.
Więc... całe życie jesteśmy w pogoni za dopaminą. Jesteśmy jak ćpuny na wiecznym haju, cały czas chcemy więcej. Nie ma w tym nic złego, tak jest to już skonstruowane i jest to naturalne. Jakiś system motywacyjny natura wymyślić musiała. Sęk w tym jak sobie z tym radzimy. Bez dopaminy bylibyśmy warzywkami; przeprowadzono eksperyment w którym biologicznie usunięto szczurom receptory dopaminergiczne. Nastąpiła całkowita apatia, szczury nie robiły nic, nie jadły, nie chodziły, nie piły, jedyne co robiły to leżały w bezruchu, nawet jak naukowcy siłą wpychali jedzenie do ust to nie przeżuwały go. Szczury umierały z głodu, czuły ból związany z uczuciem głodu, jednak nie mogły nic z tym zrobić, po prostu się nie ruszały chociaż jedzenie (ulga) była tuż obok. Szczury nie były w stanie podjąć jakiegokolwiek działania. Dlaczego? Bo nie czuły przyjemności, więc nie wiedziały, że muszą jeść, przeżuwać itp żeby przestać odczuwać cierpienie związane z głodem.
Posłużę się tutaj modelem Freud'a, bo tak mi akurat pasuje. Na samym początku mamy ID, czyli podstawowe podniety, jedzonko, poczucie bezpieczeństwa, seks - wszystko co bezpośrednio wyzwala dopaminę. Oczywiście, aby to zdobyć trzeba się trochę nagłówkować, nie ma nic za darmo, a tutaj przychodzi nam z pomocą...
Ego, czyli logika. Dla przykładu: Leżymy sobie na polance, piękny dzionek, słonko świeci, ale co to? Burczy nam w brzuszku? Jesteśmy głodni, więc trzeba upolować jakiegoś chicken'a na obiadek. Ego decyduje kiedy, gdzie i jaką potrzebę spełnić. Co jest ważniejsze, a co mniej ważne. Przy czym ważna jest jedna sprawa, za dobre decyzje jesteśmy wynagradzani dopaminą (spełnienie potrzeby), a za złe - karani (cierpienie, bo nie ma chicken'a i brzusio boli), ALE jest jeszcze jedna kwestia. Dopamina, przyjemność pojawia się już wcześniej, przed nagrodą. Dobre decyzje stają się mini nagrodą.
Ale człowiek z biegiem lat się wycwanił. Człowiek jako jedyny z wszystkich gatunków wykształcił sobie wyobraźnię i myślenie abstrakcyjne. A co jeśli połączę ten ostry kamień i prosty kij? Powstanie włócznia i będę mógł efektywniej polować. Oczywiście jest tu ten sam schemat - za dobre pomysły jesteśmy wynagradzani dopaminą. Powstaje superego - duma i wstyd. Swoją drogą zadziwiające, tylko człowiek potrafi opierać swoje działania o całkowicie wyimaginowane wnioski.
Dobra, dobra robi się z tego za długi post więc skracam do wniosków. Problem jest taki, że dla umysłu nie ma różnicy czy coś jest tylko w naszej głowie czy jest realne, dla podświadomości i nieświadomości to wszystko to samo - wyobraźnia i rzeczywistość istnieje na równi. Jak już mówiłem, nie musimy spełniać potrzeb (podniet), aby uwolnić dopaminę. Już samo działanie, czy nawet myśli ją wyzwalają. Problem jest taki, że ludzie uzależniają się od samej dopaminy uwalnianej w ten sposób nie zaspokajając potrzeb. Dla przykładu ludzie masturbują się uczuciem dumy (pychą) bez jakiegokolwiek odwzorowania w rzeczywistości.
CIĄG DALSZY NASTĄPI (MAM DOŚĆ MYŚLENIA NA DZIŚ)
Więc... całe życie jesteśmy w pogoni za dopaminą. Jesteśmy jak ćpuny na wiecznym haju, cały czas chcemy więcej. Nie ma w tym nic złego, tak jest to już skonstruowane i jest to naturalne. Jakiś system motywacyjny natura wymyślić musiała. Sęk w tym jak sobie z tym radzimy. Bez dopaminy bylibyśmy warzywkami; przeprowadzono eksperyment w którym biologicznie usunięto szczurom receptory dopaminergiczne. Nastąpiła całkowita apatia, szczury nie robiły nic, nie jadły, nie chodziły, nie piły, jedyne co robiły to leżały w bezruchu, nawet jak naukowcy siłą wpychali jedzenie do ust to nie przeżuwały go. Szczury umierały z głodu, czuły ból związany z uczuciem głodu, jednak nie mogły nic z tym zrobić, po prostu się nie ruszały chociaż jedzenie (ulga) była tuż obok. Szczury nie były w stanie podjąć jakiegokolwiek działania. Dlaczego? Bo nie czuły przyjemności, więc nie wiedziały, że muszą jeść, przeżuwać itp żeby przestać odczuwać cierpienie związane z głodem.
Posłużę się tutaj modelem Freud'a, bo tak mi akurat pasuje. Na samym początku mamy ID, czyli podstawowe podniety, jedzonko, poczucie bezpieczeństwa, seks - wszystko co bezpośrednio wyzwala dopaminę. Oczywiście, aby to zdobyć trzeba się trochę nagłówkować, nie ma nic za darmo, a tutaj przychodzi nam z pomocą...
Ego, czyli logika. Dla przykładu: Leżymy sobie na polance, piękny dzionek, słonko świeci, ale co to? Burczy nam w brzuszku? Jesteśmy głodni, więc trzeba upolować jakiegoś chicken'a na obiadek. Ego decyduje kiedy, gdzie i jaką potrzebę spełnić. Co jest ważniejsze, a co mniej ważne. Przy czym ważna jest jedna sprawa, za dobre decyzje jesteśmy wynagradzani dopaminą (spełnienie potrzeby), a za złe - karani (cierpienie, bo nie ma chicken'a i brzusio boli), ALE jest jeszcze jedna kwestia. Dopamina, przyjemność pojawia się już wcześniej, przed nagrodą. Dobre decyzje stają się mini nagrodą.
Ale człowiek z biegiem lat się wycwanił. Człowiek jako jedyny z wszystkich gatunków wykształcił sobie wyobraźnię i myślenie abstrakcyjne. A co jeśli połączę ten ostry kamień i prosty kij? Powstanie włócznia i będę mógł efektywniej polować. Oczywiście jest tu ten sam schemat - za dobre pomysły jesteśmy wynagradzani dopaminą. Powstaje superego - duma i wstyd. Swoją drogą zadziwiające, tylko człowiek potrafi opierać swoje działania o całkowicie wyimaginowane wnioski.
Dobra, dobra robi się z tego za długi post więc skracam do wniosków. Problem jest taki, że dla umysłu nie ma różnicy czy coś jest tylko w naszej głowie czy jest realne, dla podświadomości i nieświadomości to wszystko to samo - wyobraźnia i rzeczywistość istnieje na równi. Jak już mówiłem, nie musimy spełniać potrzeb (podniet), aby uwolnić dopaminę. Już samo działanie, czy nawet myśli ją wyzwalają. Problem jest taki, że ludzie uzależniają się od samej dopaminy uwalnianej w ten sposób nie zaspokajając potrzeb. Dla przykładu ludzie masturbują się uczuciem dumy (pychą) bez jakiegokolwiek odwzorowania w rzeczywistości.
CIĄG DALSZY NASTĄPI (MAM DOŚĆ MYŚLENIA NA DZIŚ)





