31-05-2016, 00:01
Odcinek II
Obudziłem się z potwornym bólem głowy, w ciasnej, ciemnej celi. Wokół mnie leżały sterty starych pudełek i zakrwawionych szmat. Zza obskurnej ściany dobiegały przymulone głosy, brzmiące wyjątkowo znajomo:
- Jesteś pewien?
- Znam Mietka nie od dziś. Może okazać się cennym sprzymierzeńcem.
Naprawdę? Jeśli Senni Podróżnicy traktują w ten sposób swoich partnerów, to wolałbym zostać z tą bandą dzieciaków, uwijającą się po ruinach tego zapchlonego forum.
Naprawdę? Jeśli Senni Podróżnicy traktują w ten sposób swoich partnerów, to wolałbym zostać z tą bandą dzieciaków, uwijającą się po ruinach tego zapchlonego forum.
- Wypuśćcie mnie, śmiecie - krzyknąłem.
Długo nie musiałem czekać. Drzwi otworzyły się gwałtownie, a huk metalu uderzającego o betonową ścianę prawie rozerwał mi głowę. Do pokoju wdarło się oślepiające światło. Odruchowo zasłoniłem oczy, jednak moje ręce okazały się być przezroczyste. Z irytacją zerwałem się z miejsca, chwyciłem najbliższy karton i założyłem go na głowę, osłaniając się przed uciążliwym blaskiem. Komfort nie potrwał jednak zbyt długo, gdyż po chwili ktoś gwałtownie go ze mnie zerwał. Od razu poznałem jego zakapturzoną mordę. To był nikt inny jak Traveler.
- Co to ma, do cholery, znaczyć? - zapytałem sfrustrowany.
W odpowiedzi usłyszałem jedynie szelest kostki Rubika, którą spokojnie układał Cosmic. Wyglądał na niewzruszonego i w skupieniu obserwował szybkie ruchy swoich rąk.
- Co, będziesz układał sobie kostkę?
Cosmic momentalnie przerwał wykonywaną czynność i spojrzał na mnie podkrążonymi oczami. Zdziwiłem się, kiedy nagle wziął zamach i rzucił swoją zabawką prosto w moją głowę. Upadłem na stertę szmat, co wykorzystał Traveler, żeby zakleić moje usta taśmą izolacyjną. Po chwili pojawiły się boty, które wywlekły mnie na korytarz. Szarpałem się, próbując się oswobodzić z potężnego chwytu. Nie spodobało się to jednemu z botów, który przybliżył się do mnie groźnie. Poczułem chłód i ogarniające mnie wrażenie pustki. Chwilę potem straciłem przytomność.
Ocknąłem się wpatrzony w mocne światło lampy rtęciowej. Zostałem przykuty skórzanymi pasami do szpitalnego łóżka. Gdy skierowałem głowę w stronę sufitu, ujrzałem dziesiątki mechanicznym ramion wychodzących z metalowego koła, przypominającego ogromny czujnik dymu. Każde z nich trzymało ostre narzędzie - skalpele, szczypce, wiertła.
Obserwacje przerwali mi Traveler i CosmicKid, którzy pochyli się nade mną, bacznie się przyglądając. Obaj byli ubrani w medyczne kitle, a ich twarze zasłaniały częściowo chirurgiczne maski. Śledziłem ze znużeniem ich poczynania.
- Cosmic, podaj mi 5 miligramów Paraliżu Sennego.
Traveler sięgnął po strzykawkę wypełnioną niebieską cieczą i stuknął ją kilkakrotnie. Bez zastanowienia chwycił moją rękę i wbił igłę w jedną z wystających żył. Chwilę po podaniu leku poczułem, jak moje ciało powoli drętwieje. Minutę później całkowicie straciłem czucie. Cosmic spojrzał na ekran komputera i kiwnął porozumiewawczo głową w stronę kolegi.
- Możemy zaczynać - powiedział Traveler, a następnie obaj opuścili salę operacyjną.
Mechaniczne ramiona drgnęły i przystąpiły do zabiegu. Piły tarczowe pocięły mnie na plasterki, którymi prawdopodobnie Senni Podróżnicy planowali nakarmić swoje ciężarne koty. Wkrótce miały urodzić, a jeden z nich potrzebował specjalnego rodzaju mięsa, które znajdowało się w moich kończynach. Nadszedł dzień, a ja wciąż cieszyłem się brakiem ciała. Czułem się jak zbłąkana dusza, która przemierza nieskończone otchłanie sennego wąwozu. Mógłbym trwać w tym stanie wiecznie, zawieszony pomiędzy jawą a snem. Towarzyszyła mi błogość, której nie dane było doświadczyć żadnemu zwykłemu śmiertelnikowi...
Otworzyłem oczy. W mojej głowie pozostało mgliste wspomnienie ostatnich wydarzeń. Wszystko wokół było rozmazane. W moich uszach utrzymywało się dokuczliwe brzęczenie.
Nagle przeszył mnie impuls, który na chwilę pozbawił mnie tchu. Obraz wyostrzył się i poczułem ciało… jednak wydawało się zupełnie obce. Podniosłem ręce i zastygłem w przerażeniu. Moje kończyny zostały zastąpione ich mechanicznymi odpowiednikami. Ze zdumieniem oglądałem, jak każdy staw zgina się z niezwykłą płynnością. Spojrzałem na resztę ciała i zrozumiałem, że przestałem już być człowiekiem. Senni Podróżnicy przekształcili mnie w jednego z ich botów.
Nagle w oddali ujrzałem źródło jasnego światła. W moich uszach rozbrzmiewał rap. Choć nie znałem autora piosenki, utwór wydawał się być najwspanialszym, jaki dotąd słyszałem. Niezwykły flow nakazywał mi bliższą obserwację tajemniczego obiektu. Podszedłem miarowym, mechanicznym krokiem. To był Kreator Snów. Mityczny twór, odnaleziony w wieży Incestusa znajdował się ponownie przed moimi oczami. Było w nim coś hipnotyzującego. Z całych sił pragnąłem go dotknąć. Powoli zatopiłem rękę w nieznanej mi sennej materii. Kreator Snów błyskawicznie wciągnął mnie do środka. Przed oczami jawiły mi się znajome, migające obrazy, którymi niegdyś drażniłem użytkowników I-Senu. Wypełniały całe dostępne pole widzenia, promieniując niezliczonymi, kolorowymi seriami. Każda kolejna wizja wydawała się być ciemniejsza od poprzedniej. To co widziałem, stanowiło odwzorowanie sytuacji w mojej głowie. Z czasem myśli stawały się coraz bardziej ulotne. Schwytanie jednej z nich kończyło się natychmiastowym rozpadem zdobyczy. Moja świadomość przypominała balon, który stopniowo kurczył się aż do pojedynczego punktu. W pewnym momencie ucichły wszelkie myśli i ogarnęła mnie pustka.
Mieczysław przestał istnieć.
- Procedura zakończona - oznajmił chłodno Traveler, spoglądając po raz ostatni na ekran monitora.
- To… co teraz robimy? - odparłem zmieszany.
- To samo, co zwykle Cosmic… wymierzamy sprawiedliwość.





