22-05-2016, 13:18
Problemy z balkonem, leśna górka
22.05.2015
Słoneczny dzień. Balkon nagle pochylił się na jedną stronę. Przeszedłem na drugi koniec. I wtedy spadł. Stykał się z jedną tują na trawniku. Na płotek balkonu wskoczył rudo biały kot. Mama go głaskała. Ja się cofnąłem do progu, bo może miał pchły. Zeskoczył na trawę i pobiegł na lewo. Widziałem, że miał fryzurę w kształcie pirackiego kapelusza. Wiedziałem dzięki temu, że był czyjś i pewnie jednak nie miał pcheł. Mama, jakoś z łatwością, podniosła balkon razem ze mną na nim stojącym i wsadziła go w zaczepy (których w rzeczywistości nie ma, bo balkon jest na stałe). Przyszła siostra i balkon znowu się przechylił i wypadł. Mama ponownie go poprawiła.
Forum i-Senu było wyłączone. Czat pusty i zablokowany.
Ciemno, chyba wieczór. Byłem z kimś na leśnej ścieżce. Przybiegł tata. Był cały opalony. Wyglądał na mocno opalonego. Na statku, gdzie właśnie byliśmy, mają taką górkę z lasem. Tata właśnie po niej biega dla kondycji, dlatego tak dobrze wygląda.
Idę leśną ścieżką pod górkę. Trawa, drzewa, plamy światła na około, ponieważ to dzień. Na lewej krawędzi stromej ścieżki leżą dzik z lisem. Wchodzę do łazienki, znajdującej się na samej górze, wśród drzew. Lis wbiega razem ze mną. Muszę jednak zamknąć drzwi przed dzikiem. Przytrzymuję, nie udaje się. Dzik wchodzi. Chcę się ukryć. Wchodzę w głąb łazienki. Po lewej stronie ubikacja. Jest jakoś dziwnie wąsko, więc przechodzę przez drzwi znajdujące się wewnątrz łazienki. Okazuje się, że to czyjeś mieszkanie, chyba, że to szpital. Wracam, są tam drugie drzwi. Wchodzę. Widzę stół chirurgiczny i różne rzeczy nie do opisania. Słyszę głos kogoś mówiącego, że pacjent jest przygotowywany do operacji. Wchodzi kilku ludzi. Uciekam. Przechodzę przez inne drzwi (dużo ich tam było). Gabinet z lekarzami. Udaję, że tam pracuję i wychodzę. Tam mnie znajduje jakaś pani, pewnie lekarka. Coś do mnie mówi z uśmiechem. Chce skierować mnie do jakiegoś miejsca, prawdopodobnie do wyjścia. W końcu nie znalazłem prawdziwej łazienki.
Nie wiem jak, ale w końcu jestem na zewnątrz tego ukrytego leśnego budynku. Jakiś chłopak leży na ziemi. Ściana jest oblepiona śniegiem. On rysuje w nim jakieś dziwne znaki w nieznanym języku. Potem (nie wiem czy to nie senna wyobraźnia) biorę go na ręce i lecimy, by uciec przed dzikiem. Oblatujemy na około tej leśnej górki. Wracamy jednak w to samo miejsce. Dzika nigdzie nie widać. Chłopiec dopisuje jeszcze jeden znak. Dodaje do niego i pozostałych opis. Miała to być chyba wiadomość dla kogoś, prawdopodobnie o pomoc.
22.05.2015
Słoneczny dzień. Balkon nagle pochylił się na jedną stronę. Przeszedłem na drugi koniec. I wtedy spadł. Stykał się z jedną tują na trawniku. Na płotek balkonu wskoczył rudo biały kot. Mama go głaskała. Ja się cofnąłem do progu, bo może miał pchły. Zeskoczył na trawę i pobiegł na lewo. Widziałem, że miał fryzurę w kształcie pirackiego kapelusza. Wiedziałem dzięki temu, że był czyjś i pewnie jednak nie miał pcheł. Mama, jakoś z łatwością, podniosła balkon razem ze mną na nim stojącym i wsadziła go w zaczepy (których w rzeczywistości nie ma, bo balkon jest na stałe). Przyszła siostra i balkon znowu się przechylił i wypadł. Mama ponownie go poprawiła.
Forum i-Senu było wyłączone. Czat pusty i zablokowany.
Ciemno, chyba wieczór. Byłem z kimś na leśnej ścieżce. Przybiegł tata. Był cały opalony. Wyglądał na mocno opalonego. Na statku, gdzie właśnie byliśmy, mają taką górkę z lasem. Tata właśnie po niej biega dla kondycji, dlatego tak dobrze wygląda.
Idę leśną ścieżką pod górkę. Trawa, drzewa, plamy światła na około, ponieważ to dzień. Na lewej krawędzi stromej ścieżki leżą dzik z lisem. Wchodzę do łazienki, znajdującej się na samej górze, wśród drzew. Lis wbiega razem ze mną. Muszę jednak zamknąć drzwi przed dzikiem. Przytrzymuję, nie udaje się. Dzik wchodzi. Chcę się ukryć. Wchodzę w głąb łazienki. Po lewej stronie ubikacja. Jest jakoś dziwnie wąsko, więc przechodzę przez drzwi znajdujące się wewnątrz łazienki. Okazuje się, że to czyjeś mieszkanie, chyba, że to szpital. Wracam, są tam drugie drzwi. Wchodzę. Widzę stół chirurgiczny i różne rzeczy nie do opisania. Słyszę głos kogoś mówiącego, że pacjent jest przygotowywany do operacji. Wchodzi kilku ludzi. Uciekam. Przechodzę przez inne drzwi (dużo ich tam było). Gabinet z lekarzami. Udaję, że tam pracuję i wychodzę. Tam mnie znajduje jakaś pani, pewnie lekarka. Coś do mnie mówi z uśmiechem. Chce skierować mnie do jakiegoś miejsca, prawdopodobnie do wyjścia. W końcu nie znalazłem prawdziwej łazienki.
Nie wiem jak, ale w końcu jestem na zewnątrz tego ukrytego leśnego budynku. Jakiś chłopak leży na ziemi. Ściana jest oblepiona śniegiem. On rysuje w nim jakieś dziwne znaki w nieznanym języku. Potem (nie wiem czy to nie senna wyobraźnia) biorę go na ręce i lecimy, by uciec przed dzikiem. Oblatujemy na około tej leśnej górki. Wracamy jednak w to samo miejsce. Dzika nigdzie nie widać. Chłopiec dopisuje jeszcze jeden znak. Dodaje do niego i pozostałych opis. Miała to być chyba wiadomość dla kogoś, prawdopodobnie o pomoc.





