Z dziennika Wolffrazesona
#53
Autorstwa CosmicKida i Travelera.


Sezon II

Odcinek I


Obudziłem się na zimnej podłodze. Z trudem podniosłem obolałe ciało i rozejrzałem się wokoło. Na jednej z odrapanych ścian widniał wyblakły napis "Partnerzy". Dlaczego CosmicKid i Traveler umieścili nas właśnie w tym miejscu?
Uniosłem się, podpierając betonowej ściany i ruszyłem powoli w kierunku korytarza. Rozległy hol prowadził do wielu innych pomieszczeń. Wstąpiłem do sąsiedniego licząc, że odnajdę tam swoich towarzyszy. Instynkt mnie nie zawiódł. W kącie, obok starych kartonów leżał Slavia. Usłyszawszy moje kroki, podniósł się i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. Nie dając po sobie znać skutków wyczerpującej podróży, stanął na równe nogi, poprawił okulary i szorstkim głosem oznajmił gotowość.
Wyszliśmy na korytarz, gdzie spostrzegliśmy Pytkę opierającego się o ścianę. Podeszliśmy do niego. Gdy podniósł swoją głowę, mierząc nas wzrokiem od stóp do głów, zapytałem:
- Wszystko w porządku?
- Tak… chyba tak... - odparł próbując złapać oddech.
- Widziałeś resztę? - zapytał Slavia, nie odrywając wzroku od wystającego ze ściany kabla.
- Nie, ale powinni być gdzieś w pobliżu - oznajmił Pytka, dołączając do naszej dwójki.
Podążyliśmy za odbijającym w lewo korytarzem. Zza zakrętu wyłoniły się drzwi do kolejnych pomieszczeń. Przekopywaliśmy się przez stertę starych, kartonowych pudeł, które zastawiały przejście do następnego pokoju. W jednym z nich znaleźliśmy znajomą postać. To był Solnik ssący własnego kciuka. Podniosłem karton i wywróciłem go do góry nogami. Slavia parsknął śmiechem. Gdy Solnik doszedł do siebie, pomógł nam z uprzątnięciem reszty pudeł. Po oczyszczeniu drogi weszliśmy do następnego pokoju.
W mroku dostrzegliśmy Wampię, która siedziała skulona na przetartej, dziurawej sofie. Nie mogła wstać o własnych siłach, więc solnik ochoczo zaoferował jej pomoc. Korzystając z niepowtarzalnej okazji, naprężył swoje znikome muskuły, chcąc zaimponować starszej koleżance. Wampia z trudem utrzymywała się na nogach, mamrotała coś pod nosem na wpół przytomna. Gdy próbowaliśmy dojść do przyczyny jej złego samopoczucia, zadając kolejne pytania, odparła:
- Słońce świeci, ptaszek kwili, może byśmy się zabili.
Slavia wysunął przekonujące stwierdzenie, iż Wampia wciąż była pod wpływem działania gazu użytego przez sennych podróżników. Pytka zaoferował jej pomoc w dalszej wędrówce i ruszyliśmy dalej.
Przedzierając się przez sterty śmieci i odwiedzając kolejne pomieszczenia, odnaleźliśmy pozostałych towarzyszy. Byli to m.in. Fielx, Badbull, Lajkonik i Madzik.
Spojrzałem wgłąb korytarza i ujrzałem kogoś w ciemności. Była to długowłosa, wysoka postać, wpatrzona ze stagnacją w ziemię. Zbliżyłem się i ujrzałem znajomą twarz - to był Fallen. Zapytałem go, dlaczego do nas jeszcze nie dołączył. Po chwili zadumy zakrył dłońmi twarz i wyszeptał załamany:
- to... to moja wina...
- Ale jak to? Nie rozumiem? Przecież nic nie zrobiłeś, zostaliśmy zaatakowani bez powodu.
- Nie, to nie tak. Siądź koło mnie, opowiem ci prawdziwą historię.
Fallen podniósł głowę i ciężko westchnął. Na pierwszy rzut oka mogłem stwierdzić, że trudno mu jest wydusić z siebie słowa.
- Zaczęło się tak... tak niewinnie... Kiedy Senne Podróże powstawały po raz pierwszy, z ciekawości przeczytałem tamtejsze artykuły. Stwierdziłem, że Traveler pisze trochę gorzej... - w tym momencie Fallen zatrzymał się i zrobił dziwny, krzywy grymas na swojej twarzy. Po chwili wrócił do opowieści. - Mogłem się powstrzymać, jednak napisałem swoją opinię na psajko... Nie zdawałem sobie sprawy, do czego jest zdolny Traveler. Zapewne tłumił swój gniew, aż do tego momentu. Cosmic natomiast wykorzystał tą okazję, pragnąc ostatecznie przejąć stery forum i dołączył do towarzysza.
Opowieść Fallena wstrząsnęła każdym z nas. Chwilę ciszy przerwała jednak Madzik, słusznie zauważając, że wciąż brakowało wśród nas Mieczysława. Slavia bez zastanowienia zaproponował podział grupy, w celu odnalezienia zaginionego kompana.
Poszukiwania przeciągały się, gdy po przeczesaniu najbliższych pokoi nie udało nam się natrafić na żaden ślad, który świadczyłby o obecności Mieczysława. Powoli traciliśmy wiarę, gdy korytarz za korytarzem odkrywaliśmy puste pomieszczenia. Nadzieję przywróciło nam jednak inne znalezisko. Z drugiego końca działu odezwał się Badbull. Czym prędzej zebraliśmy się u jego boku w celu zbadania odkrycia. Naszym oczom ukazała się drewniana barykada. Tuż za nią znajdował się tunel. Na szczęście deski okazały się spróchniałe i Solnik z łatwością rozbił je w pył.
W przeciwieństwie do samego działu, przejście okazało się czyste i zadbane. Gładkie, pomarańczowe ściany przeplatały bambusowe segmenty. Miłym dla oka dodatkiem były również okazjonalnie porozstawiane doniczki z egzotycznymi paprociami oraz podświetlane progi. Pozytywne wrażenie szybko jednak przeminęło, gdyż każdy po chwili odczuwał unoszącą się w powietrzu nutkę tandety. Podróż wgłąb tunelu utwierdzała nas w przekonaniu, że architekt chciał zaoszczędzić na jego budowie, mamiąc wędrowców tanim wystrojem. W tle słychać było monotonną melodię, która po dłuższym czasie stała się wyjątkowo uciążliwa.
Nagle ze ścian wysunęły się masywne ekrany, wyświetlające dziwne reklamy. Ich motywem przewodnim był niedbale przycięty tekst na białym tle, okraszony grafiką ze znakiem wodnym, przedstawiającym jej źródło. Przekaz był prosty, choć chwytliwy. Szczególnie dwie reklamy pojawiały się nagminnie często:
Naukowcy w szoku! Znaleźli prosty sposób na wydłużenie LD nawet do godziny!
Ma 10 LD dziennie, nie wychodząc z łóżka. Poznaj jego sekret!

Niektóre reklamy okazały się szczególnie namolne, prezentując proste, migający animacje. Niestety, ominięcie ich okazało się niemożliwe - od czasu do czasu naszą wędrówkę przerywał szeroki hologram, który blokował drogę i nie ustępował, dopóki nie zapoznaliśmy się z jego treścią. Dręczyło nas nieustające przeczucie ciągłej obserwacji, jakby tunel był świadomy naszej obecności.
Po długiej, męczącej wędrówce dotarliśmy ostatecznie na skraj tunelu. Stanęliśmy przed całkiem zwykłymi, drewnianymi drzwiami z tabliczką. Widniał na niej swoisty napis, jednak niekończący się ciąg liter S utrudniał jego odczytanie. Tylko Slavia potrafił go z łatwością rozszyfrować.
- Wiedziałem od początku. To strona oneirosociety - z dumą wyjaśnił pozostałym towarzyszom.
- Jak mogłem się nie domyślić! Przecież wszystko na to wskazywało - dodał Nalewa.
Dla większości jednak, nazwy te wciąż brzmiały obco i bez sensu. Fallen wyjaśnił, że zbliżają się do Ruchu Oneironautycznego. Wyciągnął ze swojego portfela legitymację i przedstawił reszcie.
Po przekroczeniu progu skrzypiących drzwi, znaleźliśmy się w ciasnym, staromodnie urządzonym holu. Z sufitu zwisała pozbawiona klosza żarówka, a ściany straszyły odpadającym tynkiem. Dobiegał do nas przytłumiony głos, ale z tej odległości trudno było wychwycić pojedyncze słowa. Slavia pewnym krokiem ruszył w stronę schodów, do których prowadził wytarty, turecki dywan. Stopnie skrzypiały przy każdym kroku, sprawiając wrażenie niestabilnych. Lajkonik łapiąc się za poręcz, omal jej nie wyrwał. Po wielu perypetiach, niebezpieczna wyprawa zakończyła się sukcesem i w końcu dotarliśmy na piętro.
Spoglądając w prawo, rzucił mi się w oczy szyld z napisem: Gorzowski Klub Miłośników Kotów, Wina i LD. Tuż przy nim znajdowały się szerokie, oszklone drzwi z dykty. Pytka, próbując je otworzyć, przypadkiem urwał klamkę. Jak można się było domyśleć, ona też okazała się być atrapą, a drzwi uchyliły się za sprawą lekkiego popchnięcia.
Gdy weszliśmy do środka, ujrzeliśmy niewielką salę, w której stały ustawione w równe rzędy taborety, zajmowane przez nieliczną publiczność. Ściany zostały wyłożone płytami paździerzowymi, z których tuż przy suficie wychodziły rury zmierzające do kaloryfera pokrytego złuszczoną farbą. Na samym końcu pomieszczenia, na starym, wysłużonym telewizorze kineskopowym została wyświetlona prezentacja. Tuż przy nim stała drewniana ambona, z której przemawiał charyzmatyczny mówca z bródką.
- Mariusz! - śmiało krzyknął Nalewa.
Mariusz przerwał swoją przemowę. Uśmiechnął się życzliwie i miłym gestem wskazał nam wolne miejsca na widowni. Skorzystaliśmy z zaproszenia, zajmując wyznaczone taborety.
- Teraz pojawia się pytanie: skąd to się bierze? - kontynuował Mariusz - Jak to się dzieje, że zwykły sen, w którym nie zdajemy sobie sprawy z tego, że śnimy, może stać się snem świadomym? Jak możemy aktywować naszą świadomość w czasie snu? Jak to działa z biologicznego, neurofizjologicznego punktu widzenia? Aktywność naszego mózgu we śnie jest znacząco różna od aktywności, jaką przejawiamy w fazie czuwania.
Zerknąłem na moich towarzyszy. Fallen mimowolnie spuścił głowę i zapadł w sen.
- Pewne elementy, takie jak układ limbiczny, są bardziej aktywne. Układ limbiczny odpowiada za emocje, sny są bardzo emocjonalne, bardzo przeżywamy sen. Inne części naszego mózgu jak kora przedczołowa, odpowiadająca za refleksje i za wyższe myślenie, jest nieaktywna. Przez to we śnie nie zastanawiamy się nad tym, co się dzieje. We śnie działamy. We śnie bierzemy aktywny udział w wydarzeniach, tak? Wydarzenia płyną, a my razem z nimi.
Próby szturchania Fallena okazały się nieskuteczne.
- Dlatego jeśli dochodzi nawet do czegoś dziwnego, absurdalnego… gdyby Pan Edward zaczął nagle latać tutaj, we śnie byłoby to dla nas czymś normalnym, zwyczajnym. Nie poddalibyśmy tego refleksji.
Ku naszemu zdziwieniu mężczyzna wspomniany przez Mariusza uniósł się na krześle pod sam sufit. Reszta słuchaczy zareagowała obojętnie.
Wykład był długi i obejmował większość podstawowych zagadnień oneironautycznych. Żywa gestykulacja i nieukrywana pasja Mariusza przyciągały uwagę słuchaczy. Swymi słowami zmusił nas do refleksji nad tym, jak piękne i fantazyjne potrafią być marzenia senne. Natychmiast w mojej głowie pojawiła się wizja rodzinnego i-Senu i Notatnika, którego przyszłość stała obecnie pod znakiem zapytania.
Po skończonej prelekcji Mariusz zgarnął swoje notatki, zszedł z ambony i rzucił nam pogodne spojrzenie. Po chwili dodał:
- Kochani! Na pewno jesteście głodni! Zapraszam was do jadalni.
Mariusz zaprowadził nas przez korytarz do sąsiedniej sali, której wnętrze zakrywały luskfery. Poczuliśmy zapach, który trafnie rozpoznał Slavia.
- Czujecie to? Schabowe z rosołem.
Po wejściu do środka dostrzegliśmy kilka kwadratowych drewnianych stołów, których lakierowane blaty odbijały światło starych kinkietów. Czekały tam na nas rozstawione kubki i talerzyki, wyjęte żywcem ze szkolnej stołówki. Nostalgię wzmagał wypolerowany parkiet, przywołujący obraz starej sali gimnastycznej.
Z okienka kuchennego wyłonił się kucharz ubrany w strój ministranta. Życzył wszystkim smacznego i powrócił do swoich zajęć. Zasiedliśmy wszyscy do swojskiej uczty. Przy moim stole znaleźli się Mariusz, Fielx oraz Slavia, który wciągał właśnie makaron do ust.
Po skończonym posiłku ponownie zjawił się kucharz. Tym razem trzymał srebrną tacę z lampkami wina i raczył gości krwistoczerwonym trunkiem. Przy ostatnim stole, zajmowanym przez najmłodszych użytkowników, kucharz zawahał się i sięgnął po uprzednio przygotowaną butelkę soku truskawkowego. Uradowany Solnik klasnął w ręce na widok przysmaku.
Po degustacji wina przez naszą czwórkę, nie mogłem dłużej ukrywać zaskoczenia gościnnością Mariusza.
- Skąd wiedziałeś o naszym przybyciu? - zapytałem.
- Moi kochani, to bardzo proste. Administrator tunelu w zamian za umieszczanie w nim reklam, umożliwił mi jego monitorowanie.
- Chcesz przez to powiedzieć, że dobrowolnie zgodziłeś się na te paskudne reklamy? - wtrącił się Fielx.
- Wszak musimy się z czegoś utrzymywać - wytłumaczył Mariusz.
Mimo, że odpowiedź gospodarza nie usatysfakcjonowała nas w pełni, to gościna przez niego zaoferowana w pełni wynagrodziła nam męczącą przeprawę przez tunel.
Posiłek dobiegał końca, więc Mariusz wstał od stołu i zwrócił się do wszystkich zebranych.
- Kochani, na pewno jesteście znużeni długą podróżą. Robert zaprowadzi was na górę, gdzie czekają na was wygodne posłania.
Znany już każdemu kucharz w stroju ministranta wskazał nam drogę do sypialni. Powoli odchodziliśmy w kierunku drzwi, gdy Mariusz wstał i zatrzymał Slavię, łapiąc go za ramię.
- W gabinecie mam więcej tego znakomitego trunku. Mam nadzieję, że nie odmówisz.
Następnie spojrzał na nas i dodał z uśmiechem:
- Myślę, że was też tam nie zabraknie.
Nie mogąc oprzeć się propozycji gospodarza, podążyliśmy za nim. Droga do gabinetu wiodła przez kuchnię, wyposażoną w pomalowany na biało kredens. W większości szafek brakowało uchwytów, a kuchenkę zżerała od spodu rdza. Nad skorodowaną płytą kuchenną prezentowały się osmolone kafelki oraz akcesoria kuchenne, zawieszone na plastikowych haczykach. W kącie dostrzegłem również prodiż ze sparciałym kablem.
Wychodząc z kuchni, trafiliśmy do równoległego korytarza, który był węższy od poprzedniego. Naprzeciwko nas stały pikowane drzwi, zdobione bogatą futryną, ukazującą sceny z historii Ruchu Oneironautycznego. Mariusz otworzył je i zaprosił wszystkich do środka. Uderzył nas powiew ciepła i zapach starych książek.
Prywatny pokój oneironauty nie należał do największych, jednak mały rozmiar rekompensował wyjątkową przytulnością. W panującym wewnątrz półmroku widniało pokaźne, dębowe biurko, częściowo oświetlone przez znajdujący się za nim kominek. Dookoła nas stały regały wypełnione po brzegi literaturą. Zaskoczył mnie fakt, że gabinet był pedantycznie czysty. Skłoniło mnie to do przekonania, że Mariusz spędza tutaj większość czasu.
- Rozgośćcie się - powiedział, wskazując na elegancką jak na tutejsze standardy kanapę. Sam natomiast zanurzył się w obszernym, skórzanym fotelu.
Po krótkiej ciszy Mariusz zmarszczył brwi, dając do zrozumienia, że zapomniał o czymś istotnym. Nagle zerwał się z miejsca i podszedł do jednego z regałów. Wyjął z niej obszerną księgę. Ku naszemu zaskoczeniu, Mariusz wyciągnął z niej butelkę wina. Widząc nasze spojrzenie zaśmiał się.
- Rozumiecie, muszę chować je przed członkami, którzy nierzadko buszują w moich zbiorach.
Obrócił butelkę w dłoniach i przyjrzał się dokładnie jej etykiecie.
- 1969 - znakomity rocznik - ocenił, przyjmując niemal ekspercką manierę.
Mariusz wyciągnął kieliszki z szafki, ustawił je naprzeciwko nas i nalał do nich starannie odmierzoną ilość trunku.
- Kochani, a teraz powiedzcie, co was sprowadza w skromne progi Ruchu Oneironautycznego.
- To długa historia - odparłem.
- Nie martwcie się, alkoholu starczy dla wszystkich - uspokoił wszystkich, wskazując na znajdujący się za nim regał.
Wspólnymi siłami udało nam się szczegółowo opowiedzieć o wydarzeniach z ostatnich dni. Wino pomagało rozwiązać języki moim towarzyszom, jednak sam nie czułem jego wpływu. Obserwowałem, jak rozmówcy zbaczali na błahsze tematy, oddalając wspomnienia o tragedii, która dotknęła i-Sen. Godzinę później rozmowa zeszła na zupełnie inne tory. Mariusz śmiejąc się, opowiadał genezę powstania Ruchu Oneironautycznego. Nie szczędził nam również szczegółów ze swojego życia prywatnego. Wspomniał nawet o Cosmicu, który złożył mu życzenia miesiąc po dniu jego urodzin. Nawiązanie do drażliwego tematu zaowocowało jednak przejmującą ciszą. Nikt nie odważył się na wypowiedzenie choćby jednego słowa. Milczenie przerwało wtargnięcie Roberta, który wciąż miał na sobie strój ministranta.
- Mariusz, za godzinę mamy zebranie Ruchu!
Gospodarz siedział rozłożony w fotelu ze spuszczoną głową. Na dźwięk swojego imienia, machnął ręką, dorzucając niedbale:
- Przekładaaamy…
Robert, przeczuwając brak możliwości porozumienia się z zebranymi, opuścił pospiesznie gabinet. Wkrótce trójkę biesiadników zaczęło ogarniać zmęczenie. Jako pierwszy poddał się Fielx, który po usilnych próbach utrzymania się w pionie, opuścił głowę na blat i zasnął. Mariusz również ułożył się wygodnie w fotelu i po chwili zamarł w dziwnej pozycji. Slavia, korzystając z niedyspozycji gospodarza, złapał jego kieliszek i przyjrzał się badawczo zawartości. Po kilku zawahaniach dopił resztkę wina i podzielił los kompanów.
Alkohol nie wpływał jednak na mój organizm, co pozwoliło mi wykorzystać niepowtarzalną okazję do zbadania okazałego księgozbioru Mariusza. Głośne chrapanie moich towarzyszy przerywały trzaski dopalających się polan w kominku. Zbliżyłem się do jednego z dębowych regałów i rozwarłem przeszklone drzwi. Czując się zagubionym wobec ogromu kolekcji rozmaitej literatury, sięgnąłem po pierwszą z brzegu pozycję. Była to książka podręcznych rozmiarów, autorstwa samego Mariusza. Na dwukolorowej okładce widniał niewyraźny, zlewający się z tłem napis: Nasze drugie życie. Przewodnik po fascynującym świecie snu.
Po jej otwarciu, z wnętrza wyleciało barwne zdjęcie. Podniosłem je i zdumiałem, gdy ujrzałem Mariusza uśmiechniętego od ucha do ucha, wpatrzonego we mnie wielkimi, wytrzeszczonymi oczami. Na odwrocie spostrzegłem kawałek tekstu, który brzmiał znajomo:
Cześć! Rozpiera mnie energia, bo właśnie obudziłem się ze świadomego snu! W tym przypływie pozytywnych emocji postanowiłem podzielić się z Tobą pewną niezwykłą historią.
Obejrzawszy fotografię, włożyłem ją pomiędzy pierwsze strony. Przekartkowałem książkę, natykając się na coś szczególnie godnego uwagi - Legendę o Kreatorze Snów.


Za górami, za lasami
Żył se inces z browarami.

Aż razu pewnego
Dnia bardzo pięknego
Walnął se tatrę

Czując niedosyt wyraźny
Sięgał jednak już po drugą

Jak to zwykle tutaj bywa
Piwosz śliskie łapska miewa
Radość już mu w oczach błysła
Gdy butelka na ziemi wnet się rozprysła

Inces płacze, łza mu cieknie
"Co ja zrobię?! Już nie sieknie!"

Tęsknota straszna serce mu rozdarła
Tchnienie radości z serca wydarła

Tatrę ratować inces nasz chciał
Mocy na to wystarczająco miał
Już macha łapami, szkło w powietrzu lata
Miota się na wszystkie strony drewniana jego wiata

Coraz szybciej coraz szybciej
Już nadzieja odzyskana
Już na ustach smak browara

Nagle wszystko gaśnie
Inces już na ziemię praśnie
Dymu wszędzie, co to będzie
Dym opada, inces patrzy:

"Cóż to jest! To kreacja ze snów mych!"


Z wrażenia nie zwróciłem uwagi, że zacząłem czytać na głos. Zobaczyłem Slavię, który niemrawo podnosi się z kanapy i zmierza w moją stronę.
- ja… pamiętam to…
Nie dokończył. Próbując złapać się stołu, przewrócił go, zrzucając puste kieliszki. Sam Slavia runął na podłogę i momentalnie zapadł ponownie w sen. Patrząc na pijanego towarzysza, ogarnęło mnie nagłe zmęczenie. Ułożyłem się wygodnie na kanapie obok Fielxa, który nucił powoli jedną z piosenek Myslovitz. Z pojedynczych dźwięków udało mi się wychwycić spójną melodię. Zaśpiewałem cicho:

Gdy tłum murarzy się upije
Dzień ciężkiej pracy kończąc tak
Alkohol zwróci przeszłe chwile…


W mojej głowie kołatały się myśli dotyczące niedawno przeczytanej legendy. Świat zaczął zwalniać, a przede mną ukazał się Kreator Snów. Jego hipnotyzujący blask oślepiał moje oczy. Pragnąłem z bliska obejrzeć ten legendarny obiekt. Kiedy wyciągnąłem rękę w jego stronę, usłyszałem znajomy głos:
- Nie dotykaj się tego, żeby cię to ratowało!
Błyskawicznie się wycofałem i dostrzegłem Incestusa, stojącego obok mnie. Ze stoickim spokojem wyciągnął z kieszeni papierosa i włożył go do ust. Po chwili zaczął przeszukiwać kieszenie obszernych spodni.
- Powoli, gdzie jest mój ogień...
Wyjąwszy zapalniczkę, podpalił papierosa i głęboko zaciągnął się dymem. Pogładził się po majestatycznej brodzie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Mój synu, obaj wiemy, że wszyscy brniemy w tym samym gównie. Nie możesz tracić cennego czasu. Zbierz swoich towarzyszy i wyruszajcie jutro na Senne Pustkowia. Spotkacie tam pielgrzyma, który wam pomoże. Nie ufajcie fałszywym oneironautom i wystrzegajcie się zgubnych pokus. To niebezpieczne miejsce, w którym łatwo zboczyć z właściwej ścieżki. Pamiętajcie jednak, że nie jesteście sami - będę nad wami czuwał, dopóki pozwolą mi na to siły.
Dopowiadając ostatnie słowo, Incestus rzucił papierosa na ziemię i zgasił go klapkiem kupionym na targu, brudząc nieco swoje śnieżnobiałe skarpety. Niedbale strzepnął popiół i odszedł w dal. Mętna przepowiednia Incestusa nie wyjaśniała zbyt wiele. Zapragnąłem go dogonić i spytać o więcej szczegółów. Nagle zza moich pleców wyłoniły się dwie ręce, które mocno chwyciły mnie za ramiona i zaczęły ciągnąć w przeciwną stronę. Wysiłek okazał się daremny - Incestus oddalał się coraz szybciej, wkrótce znikając za horyzontem. Sfrustrowany niepowodzeniem, odwróciłem się, chcąc zobaczyć nieznajomą osobę.
Ocknąłem się na kanapie, widząc nad sobą twarz Mariusza.
- O, kochany. Ładnie wczoraj zabalowaliśmy.
- Przepraszam, która godzina? - zapytałem zdezorientowany.
- Wszakże jest już ósma rano! - zaśmiał się gospodarz.
- Musimy się natychmiast zbierać!
Wybiegłem z gabinetu, trafiając do jadalni. Towarzysze jedli właśnie śniadanie. Zbliżyłem się do naszego wczorajszego stolika, przy którym Slavia i Fielx sączyli mocną kawę. Obaj mieli zmarnowany wyraz twarzy.
- Mówiłem ci, że po winie jest największy kac. - stwierdził Slavia, trzymając się za głowę.
- Odłóżcie filiżanki, wyruszamy za dziesięć minut - powiedziałem.
- Skąd ten pośpiech? - zapytał Fielx.
Opowiedziałem pokrótce sen, którzy przyśnił mi się minionej nocy.
- Ale jak to, Incestus? W twoim śnie? - nie dowierzał Fielx.
Slavia spojrzał na mnie, marszcząc czoło i odparł:
- Muszę ci uwierzyć na słowo. Znam incesa nie od dziś i jest to bardzo prawdopodobne.
Następnie wstał od stołu i zwrócił się do wszystkich zebranych w jadalni:
- Słuchajcie, musimy wyruszać w drogę! Spotykamy się za dziesięć minut przed gabinetem.
Na sali zawrzało, ale nikt nie raczył kwestionować słów Slavii. Wychodząc z jadalni, natknęliśmy się na Mariusza.
- Co się stało, kochani?
- To długa historia. Miejmy nadzieję, że opowiemy ci ją następnym razem. Musimy natychmiast opuścić twoją siedzibę - wyjaśniłem.
- Nie będę was więc dłużej zatrzymywał. Pozwólcie jednak, że Robert przygotuje wam pyszne kanapki na drogę.
Podziękowaliśmy  Mariuszowi za jego troskę i rozpoczęliśmy przygotowania do drogi. Gdy znaleźliśmy się na korytarzu, podbiegł do nas Robert, rozdając każdemu po papierowej torbie z obiecanymi kanapkami. Następnie gospodarz pokazał nam służbowe drzwi, prowadzące na Senne Pustkowia. Pożegnaliśmy się z osobliwymi mieszkańcami strony, po czym opuściliśmy budynek, zmierzając ku nieznanemu…
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 13-03-2016, 15:04
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 13-03-2016, 15:17
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 13-03-2016, 16:42
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Madzik - 13-03-2016, 16:48
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 13-03-2016, 16:49
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 14-03-2016, 00:05
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 14-03-2016, 15:00
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 14-03-2016, 15:13
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez SpecialEffect - 14-03-2016, 15:57
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 14-03-2016, 16:13
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 15-03-2016, 09:12
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 15-03-2016, 13:05
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 15-03-2016, 18:05
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 16-03-2016, 16:16
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 16-03-2016, 16:24
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 17-03-2016, 08:34
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 17-03-2016, 12:28
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 19-03-2016, 15:09
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 19-03-2016, 16:25
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 19-03-2016, 16:32
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 19-03-2016, 16:43
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 19-03-2016, 16:45
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 19-03-2016, 16:46
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 20-03-2016, 16:32
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 20-03-2016, 23:16
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 21-03-2016, 18:17
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 21-03-2016, 20:04
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Nalewa - 21-03-2016, 22:03
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 21-03-2016, 22:31
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 22-03-2016, 18:19
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 22-03-2016, 22:31
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 23-03-2016, 22:07
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 23-03-2016, 22:15
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 25-03-2016, 02:04
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 25-03-2016, 12:33
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 26-03-2016, 12:47
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez incestus - 26-03-2016, 17:59
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez SpecialEffect - 28-03-2016, 00:21
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 28-03-2016, 00:39
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 28-03-2016, 17:29
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez PYTKA - 28-03-2016, 18:58
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 28-03-2016, 21:00
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 03-04-2016, 20:15
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 03-04-2016, 20:52
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Nalewa - 03-04-2016, 21:26
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Milekmag - 03-04-2016, 22:11
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez PYTKA - 04-04-2016, 15:45
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Madzik - 04-04-2016, 18:48
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 04-04-2016, 21:30
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Mieczysław - 04-04-2016, 21:45
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez PYTKA - 29-04-2016, 20:39
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 29-04-2016, 22:21
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 18-05-2016, 20:00
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez incestus - 19-05-2016, 23:15
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez PYTKA - 20-05-2016, 17:46
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 31-05-2016, 00:01
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Mieczysław - 31-05-2016, 01:17
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 07-06-2016, 20:00
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez wampia - 07-06-2016, 22:39
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 28-06-2016, 20:00
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 09-07-2016, 23:16
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Traveler - 11-07-2016, 21:30
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 04-08-2016, 20:00
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Traveler - 14-08-2016, 20:00
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Slavia - 15-08-2016, 02:02
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 15-08-2016, 14:05
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Mieczysław - 15-08-2016, 17:38
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez incestus - 16-08-2016, 16:37
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez SpecialEffect - 19-08-2016, 11:01
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Traveler - 19-01-2017, 00:50
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 07-10-2020, 23:12
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez incestus - 08-10-2020, 16:53
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Atalanta - 09-10-2020, 07:54
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez incestus - 09-10-2020, 12:57
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Traveler - 09-10-2020, 14:23
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 28-04-2021, 00:03
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez incestus - 28-04-2021, 18:33
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Traveler - 29-04-2021, 01:00
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 12-05-2021, 01:15
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez cosmic. - 26-12-2021, 01:40
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez Slavia - 26-12-2021, 03:13
RE: Z dziennika Wolffrazesona - przez incestus - 27-12-2021, 00:08

Skocz do:

UA-88656808-1