14-05-2016, 11:50
Dom, rower, las
14.05.2016
Pamiętam, że się działo bardzo dużo i ciekawie, ale tylko tyle niestety. Obudziłem się, zasnąłem i z dalszej części już trochę zapamiętałem.
Jestem w jakimś domu, w ciemnym pokoju w kształcie sześcianu, w którym ledwo mieszczą się dwie osoby. Ja siedzę na podłodze. Przede mną kopia mnie samego. Kręci się w tę i we wte. Różni się tym ode mnie, że ma dwa razy tyle rąk i nóg niż ja. Potem nie wiem co się dokładnie dzieje, ale wychodzę z tego domu. Siedzę w samochodzie w przednim siedzeniu, nie widzę kto prowadzi. Jedziemy cichymi uliczkami nieznanej mi dzielnicy w nie wiadomo jakim mieście. Mam wrażenie, że znam to miasto z moich snów. Co chwila widać podobne białe domki, dach chyba też miały biały. Zatrzymujemy się obok jednego. Wychodzi jakaś nauczycielka z córką. Wiem, że zostało postanowione (sądownie?), że nie wolno mi się z nimi spotykać, ani nawet przebywać w pobliżu ich domu. Odjeżdżamy. Kilka chwil później wysiadam. Chcę wejść do tego domu, z którego wyszedłem, może nawet wspiąć się na dach, ale sen się kończy. Budzę się lub przenoszę się do innego snu.
Jadę rowerem po chodniku. Dojeżdżam do niewielkiego wzniesienia. Cofa mnie na sam początek i znowu jadę. Kilka razy tak mnie cofa. Znowu jadę chodnikiem, po jakichś wertepach. Ściąga mnie na lewą stronę, na trawę. Udaję mi się przejechać przez krawężnik i znowu jadę chodnikiem. Chodnik się kończy, jadę drogą z ubitej ziemi. Znowu zwiewa mnie na lewo. Chodnik od trawnika oddziela niski płotek. Chcę w niego wjechać, ale chyba go objeżdżam. Kilka razy jeszcze mnie tak spycha na lewą stronę. Wreszcie wjeżdżam na tą górkę. Przede mną trzy drogi. Mogę jechać prosto, w głąb lasu, w lewo na dół i w prawo, trochę pod górkę. Ziemia wszędzie jest wyżłobiona jakby woda tam spływała, albo było po trzęsieniu ziemi. Pytam się snu, w którą stronę najlepiej jechać. Odpowiada mi ktoś niewidzialny głosem z czatu "Smacznego". Wnioskuję z tego, że lepiej kierować się na lewo. To był błąd. Jadę niby szybko. Z lewej widzę, że dwóch typów stoi na jakimś podwyższeniu czy moście. Zbiegają po schodach. Wydaje mi się, że to ci z balkonu z wcześniejszego snu. Chwytają za mój rower i mnie zatrzymują. Budzę się.
14.05.2016
Pamiętam, że się działo bardzo dużo i ciekawie, ale tylko tyle niestety. Obudziłem się, zasnąłem i z dalszej części już trochę zapamiętałem.
Jestem w jakimś domu, w ciemnym pokoju w kształcie sześcianu, w którym ledwo mieszczą się dwie osoby. Ja siedzę na podłodze. Przede mną kopia mnie samego. Kręci się w tę i we wte. Różni się tym ode mnie, że ma dwa razy tyle rąk i nóg niż ja. Potem nie wiem co się dokładnie dzieje, ale wychodzę z tego domu. Siedzę w samochodzie w przednim siedzeniu, nie widzę kto prowadzi. Jedziemy cichymi uliczkami nieznanej mi dzielnicy w nie wiadomo jakim mieście. Mam wrażenie, że znam to miasto z moich snów. Co chwila widać podobne białe domki, dach chyba też miały biały. Zatrzymujemy się obok jednego. Wychodzi jakaś nauczycielka z córką. Wiem, że zostało postanowione (sądownie?), że nie wolno mi się z nimi spotykać, ani nawet przebywać w pobliżu ich domu. Odjeżdżamy. Kilka chwil później wysiadam. Chcę wejść do tego domu, z którego wyszedłem, może nawet wspiąć się na dach, ale sen się kończy. Budzę się lub przenoszę się do innego snu.
Jadę rowerem po chodniku. Dojeżdżam do niewielkiego wzniesienia. Cofa mnie na sam początek i znowu jadę. Kilka razy tak mnie cofa. Znowu jadę chodnikiem, po jakichś wertepach. Ściąga mnie na lewą stronę, na trawę. Udaję mi się przejechać przez krawężnik i znowu jadę chodnikiem. Chodnik się kończy, jadę drogą z ubitej ziemi. Znowu zwiewa mnie na lewo. Chodnik od trawnika oddziela niski płotek. Chcę w niego wjechać, ale chyba go objeżdżam. Kilka razy jeszcze mnie tak spycha na lewą stronę. Wreszcie wjeżdżam na tą górkę. Przede mną trzy drogi. Mogę jechać prosto, w głąb lasu, w lewo na dół i w prawo, trochę pod górkę. Ziemia wszędzie jest wyżłobiona jakby woda tam spływała, albo było po trzęsieniu ziemi. Pytam się snu, w którą stronę najlepiej jechać. Odpowiada mi ktoś niewidzialny głosem z czatu "Smacznego". Wnioskuję z tego, że lepiej kierować się na lewo. To był błąd. Jadę niby szybko. Z lewej widzę, że dwóch typów stoi na jakimś podwyższeniu czy moście. Zbiegają po schodach. Wydaje mi się, że to ci z balkonu z wcześniejszego snu. Chwytają za mój rower i mnie zatrzymują. Budzę się.





