22-04-2016, 13:47
Spanie na korytarzu, rury, kartki
22.04.2016
Znalazłem się na korytarzu (prawdopodobnie szkolnym) z wystawionymi podłużnymi ławkami. Wybrałem sobie podwójną ławkę z przodu przy ścianie. Przygotowałem się tam do spania. Postawiłem plecak pod ławką, miałem też ze sobą koc. Musiałem, gdzieś pójść. W przychodni czy jakimś innym urzędzie miałem coś do załatwienia. Jak odszedłem od okienka przyszedł kolega. Pomyślałem, że poczekam razem z nim. Za nami stało dwóch starszych panów. Jeden, ten po prawej stronie, był bardzo złośliwy. Chciał mnie kopnąć w krocze. Na szczęście był słaby i miał bardzo spowolnione ruchy, jego noga podnosiła się powoli. Mnie też jakoś spowolniło, jednak tamten nawet nie trafił prosto tylko chyba w ścianę. Po załatwieniu spraw wróciłem. Zastałem większość ławek zajęte, nawet moje miejsce. Usiadłem na małej, pojedynczej ławce. Chciałem zadzwonić do rodziny, że ktoś zajął mi miejsce, nie mam już nawet kocyka i zabrali mi mój plecak, nie wiem jak mam teraz przespać noc. Wstałem jednak, kręciły się tam takie dzieciaki, które pewnie chciały pieniędzy i kradły różne rzeczy. Znalazłem plecak, ale okazało się, że nie jest mój. Przeprosiłem i poszedłem na moje poprzednie miejsce. Tam był chyba mój plecak.
Dostałem od jakiejś kobiety urządzenie do komunikacji telepatycznej. Gdzieś się przeniosłem, na inną chyba planetę. Trafiłem do nieznanego mieszkania na piętrze. Z oddali widziałem, że skrył się tam kogoś agent. Ponoć widział nagiego mężczyznę z kobietą jak to robią. Ja ich nie widziałem. Potem szybko wyszedł. Lokator nie widział tamtego, ale zauważył mnie. Oskarżał mnie chyba o to, że ich podglądałem, była też mowa o zdradzie, a może jeszcze o czymś innym. Nie była to prawda, ale wyszło mu to z jakichś testów. Chciałem mu wytłumaczyć, że przede mną był tam ktoś inny, ale nie chciał mi uwierzyć. Szybko wyskoczyłem przez balkon. Tamten miał broń i jakieś kartki. Celował do mnie, nie trafił. Przeskakiwałem z balkonu na balkon i na sam dół. Wyskoczyłem potem wysoko. Na wysokości była zawieszona wielka rura. Widziałem jak na jej końcu siedział ten agent. Schwyciłem się za rurę obiema rękoma. Sunąłem bardzo szybko w odwrotną stronę. Rura zakręcała wiele razy. W ten sposób przeleciałem przez całe miasto, aż na ulicę przed mój blok. Było tam pełno dzieci i dorosłych. Tamten już na mnie im naskarżył. Pytali się dlaczego to zrobiłem. Mówiłem, że nic złego nie zrobiłem, to był ktoś inny. Nie wierzyli mi. Za pomocą telekinezy podnosiłem i obracałem w powietrzu jedną czy dwie osoby. Potem przylazł nagle jakiś stwór, maszyna, albo może tamten co mnie oskarżał nie wiadomo o co. Powiedział, że nasze życie jest zapisane na jakichś kolorowych, wzorzystych kartkach, które rzekomo posiadał i chce je pogryzmolić, porwać, zniszczyć, przez co większość z ludzi zginie. Wszyscy wpadli w panikę, biegali na około krzycząc, pobiegli do domu, aby położyć się na łóżka, przygotowując się na śmierć, na pustkę (?). Wiedziałem, że nie ważne jak daleko się ucieknie, to nic nie da, bo istnieje jakieś kwantowe splątanie pomiędzy tymi kartkami a nami, choć nie byłem tego taki pewny. Jeden szybko recytował różne buddyjskie teksty, które jakoby czyta się przed śmiercią umierającym ludziom. Byłem sceptyczny co do tego, nie była to na pewno prawda. Nikt raczej nie zginie od porwania jakich tam głupich karteczek. Nic się nie stało. Po chwili się obudziłem.
22.04.2016
Znalazłem się na korytarzu (prawdopodobnie szkolnym) z wystawionymi podłużnymi ławkami. Wybrałem sobie podwójną ławkę z przodu przy ścianie. Przygotowałem się tam do spania. Postawiłem plecak pod ławką, miałem też ze sobą koc. Musiałem, gdzieś pójść. W przychodni czy jakimś innym urzędzie miałem coś do załatwienia. Jak odszedłem od okienka przyszedł kolega. Pomyślałem, że poczekam razem z nim. Za nami stało dwóch starszych panów. Jeden, ten po prawej stronie, był bardzo złośliwy. Chciał mnie kopnąć w krocze. Na szczęście był słaby i miał bardzo spowolnione ruchy, jego noga podnosiła się powoli. Mnie też jakoś spowolniło, jednak tamten nawet nie trafił prosto tylko chyba w ścianę. Po załatwieniu spraw wróciłem. Zastałem większość ławek zajęte, nawet moje miejsce. Usiadłem na małej, pojedynczej ławce. Chciałem zadzwonić do rodziny, że ktoś zajął mi miejsce, nie mam już nawet kocyka i zabrali mi mój plecak, nie wiem jak mam teraz przespać noc. Wstałem jednak, kręciły się tam takie dzieciaki, które pewnie chciały pieniędzy i kradły różne rzeczy. Znalazłem plecak, ale okazało się, że nie jest mój. Przeprosiłem i poszedłem na moje poprzednie miejsce. Tam był chyba mój plecak.
Dostałem od jakiejś kobiety urządzenie do komunikacji telepatycznej. Gdzieś się przeniosłem, na inną chyba planetę. Trafiłem do nieznanego mieszkania na piętrze. Z oddali widziałem, że skrył się tam kogoś agent. Ponoć widział nagiego mężczyznę z kobietą jak to robią. Ja ich nie widziałem. Potem szybko wyszedł. Lokator nie widział tamtego, ale zauważył mnie. Oskarżał mnie chyba o to, że ich podglądałem, była też mowa o zdradzie, a może jeszcze o czymś innym. Nie była to prawda, ale wyszło mu to z jakichś testów. Chciałem mu wytłumaczyć, że przede mną był tam ktoś inny, ale nie chciał mi uwierzyć. Szybko wyskoczyłem przez balkon. Tamten miał broń i jakieś kartki. Celował do mnie, nie trafił. Przeskakiwałem z balkonu na balkon i na sam dół. Wyskoczyłem potem wysoko. Na wysokości była zawieszona wielka rura. Widziałem jak na jej końcu siedział ten agent. Schwyciłem się za rurę obiema rękoma. Sunąłem bardzo szybko w odwrotną stronę. Rura zakręcała wiele razy. W ten sposób przeleciałem przez całe miasto, aż na ulicę przed mój blok. Było tam pełno dzieci i dorosłych. Tamten już na mnie im naskarżył. Pytali się dlaczego to zrobiłem. Mówiłem, że nic złego nie zrobiłem, to był ktoś inny. Nie wierzyli mi. Za pomocą telekinezy podnosiłem i obracałem w powietrzu jedną czy dwie osoby. Potem przylazł nagle jakiś stwór, maszyna, albo może tamten co mnie oskarżał nie wiadomo o co. Powiedział, że nasze życie jest zapisane na jakichś kolorowych, wzorzystych kartkach, które rzekomo posiadał i chce je pogryzmolić, porwać, zniszczyć, przez co większość z ludzi zginie. Wszyscy wpadli w panikę, biegali na około krzycząc, pobiegli do domu, aby położyć się na łóżka, przygotowując się na śmierć, na pustkę (?). Wiedziałem, że nie ważne jak daleko się ucieknie, to nic nie da, bo istnieje jakieś kwantowe splątanie pomiędzy tymi kartkami a nami, choć nie byłem tego taki pewny. Jeden szybko recytował różne buddyjskie teksty, które jakoby czyta się przed śmiercią umierającym ludziom. Byłem sceptyczny co do tego, nie była to na pewno prawda. Nikt raczej nie zginie od porwania jakich tam głupich karteczek. Nic się nie stało. Po chwili się obudziłem.





