12-04-2016, 20:33
12 kwietnia 2016
Wstałem o piątej, po pięciu godzinach snu i zacząłem się uczyć i rozwiązywać zadania z matematyki do godziny szóstej i ponownie się położyć na na 1,5 godziny snu. Powstało idealne WBTB. Pierwszy sen jaki miałem przez te półtorej godziny(potem się przebudziłem) odbywał się w biurowcu na sali gdzie było dużo krzesełek i scena. Zgaduje, że przeprowadzili tam wykłady, czy coś w tym rodzaju. Panowała tam ciemność, a ja miałem lekką poświatę niebieskiego światła niczym osoba święta. Nagle do głowy wskoczyła mi myśl, że może to być sen. Zrobiłem TRa i nie mogłem oddychać i myślę sobie, że jak oddychać nie mogę, a wiem, że jestem we śnie to trzeba sprawdzić to na inny sposób. Wyszedłem z tego pomieszczenia na korytarz i udałem się w stronę okien i spróbowałem zmaterializować jetpack. Wyobraziłem go sobie za mną i, że gdy się obrócę będzie tam leżał. Udało się. Teraz miałem pewność, że to sen. Wziąłem go na plecak i wystrzeliłem z budynku wywijając szybę. Nagle obok mnie pojawił się kolejny jetpack'owiec i chciał się ze mną ścigać kto pierwszy wyląduje. Osiągnąłem niesamowitą prędkość i wyszedłem na prowadzenie. Niestety nie zdążyłem zahamować przed ziemią, i odbijając się od ziemi parę razy znalazłem się przy starym złomowisku.
Wtedy sen się urwał i nastąpiła krótka pobudka i ponowne zaśnięcie. Oczywiście jak ktoś jest już obeznany w tego typu moich snach, to wie, że LD to nie było tylko "wspaniały sen o nim

Kolejny sen zaczął się w domu rano. Wybierałem się na przystanek autobusowy. Otwierając drzwi zderzyłem się z tatą, który wchodził do domu. Zdziwiłem się, bo co robi tata wchodzący do domu o siódmej rano. Pomyślałem, że to sen i wykonam TR jak będę czekał na przystanku. Dotarłem na przystanek i zrobiłem TR, wynik negatywny, ale wiedziałam, że to sen i pewnie znów mózg zrobił mnie w ch**a, więc robiłem TR, aż wynik będzie pozytywny. Udało się, ale nie skutkowało to LDekiem.
Wysłane z mojego Commodore 64





