07-04-2016, 21:54
LDD: Ciemność. Z ciemności zaczęła wyłaniać się wyspa, samotna, unosząca się w przestrzeni kosmicznej. Zbliżyłem się do niej i stanąłem na jej złocistym piasku. W tym samym momencie wyspę otoczyły niezmierzone wody. Najprawdopodobniej wylądowałem na bezludnej wyspie zdala od cywilizacji. Rozejrzałem się wokoło i ujrzałem jakiegoś rozbitka. Podszedłem do niego, tyknęłęm go, a w tym samym momencie jakby teleportowało mnie, w kosmos. Naprzeciwko mnie była olbrzymia stacja kosmiczna, większa od ziemi. Próbowałem do niej popłynąć lecz się nie udało. Stałem w miejscu. Korzystając z nadarzającej się okazji, złapałem się samololotu lecącego tuż obok mnie. Po chwili byłem już znowu w atmosferze ziemskiej. Puściłem się samolotu i wylądowałem spowrotem na wyspie. Tam oto z frustracji wyczarowałem bazookę i z siłą działa atomowego zestrzeliłem stację kosmiczną. Buuum.
Po chwili spostrzegłem, że wokół plaży ktoś biega. Pobiegłem z nim, jednak osoba ta powiedziała "Zostaw". " Sam się zostaw" - wymamrotałem i rzuciłem włócznią w faceta. Ten jakby nigdy nic biegł dalej.
Nie chcąc tracić czasu wyczarowałem scenę koncertową i zaczęłem wraz z małymi dziewczynkami grać Katiuszę w stylu rockowym. Jedyną postacią jaką słuchała koncertu był jakiś facet. Walnąłem go gitarą, on mi oddał z pięści, poleciałem kilka metrów do tyłu. Momentalnie teleportowałem się za niego i zacząłem krajać go z pomocą moich wielgachnych szponów. Ataki nie skutkowały, więc wysadziłem mentalnie Ziemię, Słońce i okoliczne planety. Przed wysadzeniem przez kilka sekund zmieniałem kolor nieba z czerwonego, na zielony, na żółty, na biały etc.
I to by było na tyle.
Po chwili spostrzegłem, że wokół plaży ktoś biega. Pobiegłem z nim, jednak osoba ta powiedziała "Zostaw". " Sam się zostaw" - wymamrotałem i rzuciłem włócznią w faceta. Ten jakby nigdy nic biegł dalej.
Nie chcąc tracić czasu wyczarowałem scenę koncertową i zaczęłem wraz z małymi dziewczynkami grać Katiuszę w stylu rockowym. Jedyną postacią jaką słuchała koncertu był jakiś facet. Walnąłem go gitarą, on mi oddał z pięści, poleciałem kilka metrów do tyłu. Momentalnie teleportowałem się za niego i zacząłem krajać go z pomocą moich wielgachnych szponów. Ataki nie skutkowały, więc wysadziłem mentalnie Ziemię, Słońce i okoliczne planety. Przed wysadzeniem przez kilka sekund zmieniałem kolor nieba z czerwonego, na zielony, na żółty, na biały etc.
I to by było na tyle.





