29-03-2016, 19:45
1. Nie jestem w stanie tego stwierdzić na podstawie moich doświadczeń, ale można odwołać się do spotkania Ruchu Oneironautycznego z Bytofem, który osiągnął stan świadomego snu właśnie dzięki praktyce medytacji. Ogółem rzecz biorąc, zadaniem medytacji jest rozwój uważności, a ta, podobnie jak w technice ADA, przyczynia się do lepszej pamięci snów i z czasem nawet spontanicznych uświadomień. To akurat znam z doświadczenia, byłem kiedyś dosyć związany z ADĄ.
2. Nie jest łatwo tak po prostu "wyłączyć myślenie". Umysł zwykł nazywać różne rzeczy, przywiązywać się do różnych wizji, szperać we wspomnieniach i symulować różne scenariusze. Ten sam stan spontanicznie pojawiających się tworów myślowych pojawia się w medytacji i jest prawdziwym wyzwaniem dla początkujących. Czasem odnoszę wrażenie, że przytłacza mnie lawina różnych wyobrażeń, na którą próbuję nie zwracać uwagi, koncentrując się na przedmiocie medytacji. Szybko jednak uginam się pod naporem spontanicznych wizji i dopiero po chwili dochodzę do wniosku, że rozproszyłem się. Bywały momenty, gdy koncentracja była stosunkowo stabilna, a myśli, które choć nadal się pojawiały, nie wytrącały mnie z równowagi tak łatwo, jak opisywałem to wcześniej. Nie mogę jednak powiedzieć, że "wyłączyłem myślenie" całkowicie.
3. Nigdy jeszcze nie doświadczyłem typowych stanów pomedytacyjnych, błogości. Mogłem jedynie poczuć, że jestem nieco spokojniejszy, wyciszony, szczególnie po sesji pełnej napięcia i irytujących myśli, które obserwowałem w spokoju i skupieniu. Czasem trzeba stoczyć prawdziwy bój z samym sobą, choć może nie jest to adekwatne porównanie, bo medytacja nie jest agresywna.
2. Nie jest łatwo tak po prostu "wyłączyć myślenie". Umysł zwykł nazywać różne rzeczy, przywiązywać się do różnych wizji, szperać we wspomnieniach i symulować różne scenariusze. Ten sam stan spontanicznie pojawiających się tworów myślowych pojawia się w medytacji i jest prawdziwym wyzwaniem dla początkujących. Czasem odnoszę wrażenie, że przytłacza mnie lawina różnych wyobrażeń, na którą próbuję nie zwracać uwagi, koncentrując się na przedmiocie medytacji. Szybko jednak uginam się pod naporem spontanicznych wizji i dopiero po chwili dochodzę do wniosku, że rozproszyłem się. Bywały momenty, gdy koncentracja była stosunkowo stabilna, a myśli, które choć nadal się pojawiały, nie wytrącały mnie z równowagi tak łatwo, jak opisywałem to wcześniej. Nie mogę jednak powiedzieć, że "wyłączyłem myślenie" całkowicie.
3. Nigdy jeszcze nie doświadczyłem typowych stanów pomedytacyjnych, błogości. Mogłem jedynie poczuć, że jestem nieco spokojniejszy, wyciszony, szczególnie po sesji pełnej napięcia i irytujących myśli, które obserwowałem w spokoju i skupieniu. Czasem trzeba stoczyć prawdziwy bój z samym sobą, choć może nie jest to adekwatne porównanie, bo medytacja nie jest agresywna.





