26-03-2016, 12:47
Odcinek VII
Fallen Dreams okazało się rozleglejsze, niż ktokolwiek przypuszczał, i nawet sam autor dziennika nie potrafił się w nim odnaleźć, choć akurat ten fakt nie zaskoczył absolutnie nikogo.
Gdy sprawdziliśmy liczebność naszej grupy i wszyscy zadeklarowali gotowość do podróży, pałeczkę przejął Fallen Leaf, który w naszym mniemaniu jako jedyny mógł odnaleźć dziennik Incestusa jeszcze przed południem. Nie tracąc czasu, wyszliśmy z budynku jednymi z tylnych drzwi. Prosto z cichego i spokojnego, niemalże martwego wnętrza przedszkola trafiliśmy do tętniącego życiem miasta, nieopodal którego mieszkał Fallen. Miejsce dobrze znane wszystkim, choć nie każdy miał możliwość do niego dotrzeć. Niewielka miejscowość, pełna zabieganych projekcji i ruchliwych ulic, wypełniona prawdziwą mozaiką dźwięków. Coś niespotykanego w innych częściach Makiety Snów.
Początkujący oneironauci, którzy przypadkiem natrafiali na dziennik Fallena, zadawali wciąż to samo pytanie – dlaczego jest tutaj tak wiele projekcji, podczas gdy reszta dzienników zwykła oddawać w pełni znaczenie nazwy „Makieta Snów”? Odpowiedź była zawsze niebanalna i poruszała istotne zagadnienie. Tworzenie projekcji nie jest sprawą łatwą. Nim oneironauci pokuszą się o próbę stworzenia postaci prosto ze swojego snu, muszą ówcześnie przejść specjalny kurs i uzyskać odpowiedni certyfikat. Na każdym wykładzie powtarzana jest najważniejsza zasada, zwana również Prawem Noniego – należy brać odpowiedzialność za każde działanie podjęte przez stworzony byt. Nierzadko bowiem dochodziło do sytuacji, gdy nowo stworzona projekcja uciekała z dziennika i błąkała się po Makiecie Snów, niekiedy czyniąc szkody u innych oneironautów. Najbardziej znany przykład dotyczy mnicha, który pielgrzymował przez całą Makietę, kończąc swoją wędrówkę w Wizyjnej Twiedzy. Po dzień dzisiejszy klęczy przy największym z witrażów, pogrążony w głębokiej modlitwie.
Skąd zatem ten tłok w mieście Fallena? Obecnie jest to największy projekt kognitywistyczny na terenie Makiety Snów. Stworzenie pełnego, odizolowanego i przede wszystkim bezpiecznego odwzorowania całego miasta zajęło blisko dekadę. Eksperyment w pełnej krasie trwa już kilka miesięcy… jednak możemy nigdy nie doczekać się jego wyników.
Po wejściu do miasta Fallen zatrzymał się na parę sekund i rozejrzał dookoła. Chwilę później zerwał się z miejsca, prowadząc całą grupę przez jedną z mniej ruchliwych ulic. Kilkanaście minut później minęliśmy wielką hurtownię, która prawdopodobnie służyła Fallenowi jako punkt orientacyjny – dał znak do zatrzymania, uważnie przyjrzał się otoczeniu, a następnie skręcił w jedną z dróg gruntowych. Przez kolejne pół godziny mijaliśmy wiejską zabudowę, stopniowo zagłębiając się w miasto. Wtem w oddali, na końcu ulicy pojawił się znajomy budynek. Fallen przyspieszył kroku, a grupa z wielkim trudem próbowała za nim nadążyć. Gdy znaleźliśmy się dostatecznie blisko, wszystko stało się jasne – wróciliśmy do przedszkola!
Pierwotne zdziwienie zamieniło się w napięcie i zniecierpliwienie. Staliśmy w obliczu zagrożenia, choć nienamacalnego, to wyczuwalnego w zachowaniu każdego użytkownika, i tracenie czasu było niewskazane. Czym prędzej przegoniliśmy myśli o zbliżających się Sennych Podróżnikach i wytyczyliśmy nową ścieżkę. Każdy miał przed oczami ten sam cel – dziennik Incestusa.
Kolejne godziny upływały w narastającym stresie i zmęczeniu. Ciągły widok tych samych budynków i ulic, które z czasem zlewały się w jeden, miejski bełkot, był przyczyną nieustających kłótni. Wydawało się, że dojście do porozumienia było niemożliwe, podziały pogłębiały się i każdy reprezentował własny punkt widzenia. Byliśmy bliscy rozdzielenia się i obrania dwóch przeciwnych kierunków, gdyby nie słuszne uwagi Fielxa o Sennych Podróżnikach i straconym czasie. Jego krótka, choć trafna wypowiedź naprowadziła wszystkich na wspólny, kompromisowy tok myślenia. Z braku lepszych pomysłów oddaliśmy dowództwo Fielxowi. Już kilkanaście minut później zauważyliśmy skutki tej decyzji – znaleźliśmy się na osiedlu w Bełchatowie. Dalsza droga prowadziła przez kilka równie charakterystycznych lokacji – gimnazjum Fallena, okolice jego domu oraz coś zakrawającego na incepcję, czyli minimakieta samego i-Senu.
Wreszcie dotarliśmy do ostatniej skrajnej lokacji i niemal krzyknęliśmy z radości, gdy na końcu drogi pojawił się pierwszy element z dziennika Incestusa – słup, z którego zwisała zakrwawiona szmata. Poczuliśmy ulgę. W końcu dzień, który zapowiadał się na porażkę, pozwolił nam zbliżyć się o krok do głównego celu – Wizyjnej Twierdzy.
Gdy sprawdziliśmy liczebność naszej grupy i wszyscy zadeklarowali gotowość do podróży, pałeczkę przejął Fallen Leaf, który w naszym mniemaniu jako jedyny mógł odnaleźć dziennik Incestusa jeszcze przed południem. Nie tracąc czasu, wyszliśmy z budynku jednymi z tylnych drzwi. Prosto z cichego i spokojnego, niemalże martwego wnętrza przedszkola trafiliśmy do tętniącego życiem miasta, nieopodal którego mieszkał Fallen. Miejsce dobrze znane wszystkim, choć nie każdy miał możliwość do niego dotrzeć. Niewielka miejscowość, pełna zabieganych projekcji i ruchliwych ulic, wypełniona prawdziwą mozaiką dźwięków. Coś niespotykanego w innych częściach Makiety Snów.
Początkujący oneironauci, którzy przypadkiem natrafiali na dziennik Fallena, zadawali wciąż to samo pytanie – dlaczego jest tutaj tak wiele projekcji, podczas gdy reszta dzienników zwykła oddawać w pełni znaczenie nazwy „Makieta Snów”? Odpowiedź była zawsze niebanalna i poruszała istotne zagadnienie. Tworzenie projekcji nie jest sprawą łatwą. Nim oneironauci pokuszą się o próbę stworzenia postaci prosto ze swojego snu, muszą ówcześnie przejść specjalny kurs i uzyskać odpowiedni certyfikat. Na każdym wykładzie powtarzana jest najważniejsza zasada, zwana również Prawem Noniego – należy brać odpowiedzialność za każde działanie podjęte przez stworzony byt. Nierzadko bowiem dochodziło do sytuacji, gdy nowo stworzona projekcja uciekała z dziennika i błąkała się po Makiecie Snów, niekiedy czyniąc szkody u innych oneironautów. Najbardziej znany przykład dotyczy mnicha, który pielgrzymował przez całą Makietę, kończąc swoją wędrówkę w Wizyjnej Twiedzy. Po dzień dzisiejszy klęczy przy największym z witrażów, pogrążony w głębokiej modlitwie.
Skąd zatem ten tłok w mieście Fallena? Obecnie jest to największy projekt kognitywistyczny na terenie Makiety Snów. Stworzenie pełnego, odizolowanego i przede wszystkim bezpiecznego odwzorowania całego miasta zajęło blisko dekadę. Eksperyment w pełnej krasie trwa już kilka miesięcy… jednak możemy nigdy nie doczekać się jego wyników.
Po wejściu do miasta Fallen zatrzymał się na parę sekund i rozejrzał dookoła. Chwilę później zerwał się z miejsca, prowadząc całą grupę przez jedną z mniej ruchliwych ulic. Kilkanaście minut później minęliśmy wielką hurtownię, która prawdopodobnie służyła Fallenowi jako punkt orientacyjny – dał znak do zatrzymania, uważnie przyjrzał się otoczeniu, a następnie skręcił w jedną z dróg gruntowych. Przez kolejne pół godziny mijaliśmy wiejską zabudowę, stopniowo zagłębiając się w miasto. Wtem w oddali, na końcu ulicy pojawił się znajomy budynek. Fallen przyspieszył kroku, a grupa z wielkim trudem próbowała za nim nadążyć. Gdy znaleźliśmy się dostatecznie blisko, wszystko stało się jasne – wróciliśmy do przedszkola!
Pierwotne zdziwienie zamieniło się w napięcie i zniecierpliwienie. Staliśmy w obliczu zagrożenia, choć nienamacalnego, to wyczuwalnego w zachowaniu każdego użytkownika, i tracenie czasu było niewskazane. Czym prędzej przegoniliśmy myśli o zbliżających się Sennych Podróżnikach i wytyczyliśmy nową ścieżkę. Każdy miał przed oczami ten sam cel – dziennik Incestusa.
Kolejne godziny upływały w narastającym stresie i zmęczeniu. Ciągły widok tych samych budynków i ulic, które z czasem zlewały się w jeden, miejski bełkot, był przyczyną nieustających kłótni. Wydawało się, że dojście do porozumienia było niemożliwe, podziały pogłębiały się i każdy reprezentował własny punkt widzenia. Byliśmy bliscy rozdzielenia się i obrania dwóch przeciwnych kierunków, gdyby nie słuszne uwagi Fielxa o Sennych Podróżnikach i straconym czasie. Jego krótka, choć trafna wypowiedź naprowadziła wszystkich na wspólny, kompromisowy tok myślenia. Z braku lepszych pomysłów oddaliśmy dowództwo Fielxowi. Już kilkanaście minut później zauważyliśmy skutki tej decyzji – znaleźliśmy się na osiedlu w Bełchatowie. Dalsza droga prowadziła przez kilka równie charakterystycznych lokacji – gimnazjum Fallena, okolice jego domu oraz coś zakrawającego na incepcję, czyli minimakieta samego i-Senu.
Wreszcie dotarliśmy do ostatniej skrajnej lokacji i niemal krzyknęliśmy z radości, gdy na końcu drogi pojawił się pierwszy element z dziennika Incestusa – słup, z którego zwisała zakrwawiona szmata. Poczuliśmy ulgę. W końcu dzień, który zapowiadał się na porażkę, pozwolił nam zbliżyć się o krok do głównego celu – Wizyjnej Twierdzy.

Rysunek by Traveler





