23-03-2016, 22:07
Odcinek V
Znaleźliśmy tymczasowe schronienie w dzienniku wampii, w spokojniejszej dzielnicy Notatnika. Przybyłem tutaj z całą ekipą moderatorów i techników, a także mnóstwem osób z czatu – Fallen Leafem, wampią, Lajkonikiem, Madzikiem, Kysem i wieloma innymi.
Sytuacja jest względnie stabilna i mamy chwilę na dalsze planowanie. Nim jednak przedstawię wstępne ustalenia, muszę wrócić do wydarzeń poprzedniej nocy…
Ukrywaliśmy się w wspomnianym wczoraj pomieszczeniu, obserwując jak najeźdźcy zbliżają się do gmachu. Po około pół godzinie sterczenia przy oknie i wysłuchiwania gwaru oraz krzyków z Głównej Sali Senni Podróżnicy znaleźli się wystarczająco blisko, by móc ujrzeć więcej szczegółów. Horda botopodobnych postaci pędziła na pojazdach o zmyślnym kształcie przypominającym ludzki mózg. Na czele pędziły dwa szczególne, bo znacznie większe mózgocykle – za ich sterami siedzieli CosmicKid i Traveler. Byli gotowi uderzyć na gmach w ciągu paru minut.
W tym momencie usłyszeliśmy huk zza ściany. Gdy wyszliśmy do Głównej Sali, dostrzegliśmy, że zerwał się podwieszany most, który łączył dwie przeciwległe sale boczne na piętrze. Spoglądając na dół ujrzeliśmy przerażający widok – dziesiątki użytkowników leżało bezwładnie na połaciach metalu, oplątani stalowymi linami, które niegdyś podtrzymywały konstrukcję mostu. Byliśmy zszokowani, nie potrafiliśmy wydusić ani słowa. Nie mogliśmy jednak stać w miejscu – za dwie minuty byłoby po nas.
Widząc, że tłum stopniowo usuwał się ze schodów, technicy pokierowali nas w stronę jednego z ukrytych przejść. Przeciskaliśmy się nerwowo przez tłum, starając nie zgubić się nawzajem. Trudno było nie oddać się spanikowanej masie ludzi, która napierała w każdym kierunku. Wydawało się, że wszyscy stracili cel sprzed oczu i uciekali gdziekolwiek, byle z dala od zagrożenia.
Gdy prawie wydostaliśmy się z tłumu, podążając korytarzem do docelowej sali, stało się najgorsze. Przez ogromne okna Głównej Sali wkroczyli Senni Podróżnicy, przebijając się przez nasze osłony i zasypując ludzi odłamkami szkła i gradem pocisków kinetycznych. Biegliśmy ile sił w nogach. Kilkadziesiąt metrów dalej dobrnęliśmy do bocznej Sali, staranowaliśmy drzwi do przejścia i ruszyliśmy w dół niekończącymi się schodami…
Po wejściu do Notatnika nasze oczy uraczył niesamowity widok – na tym poziomie nadal paliły się światła! Prawdopodobnie była to zasługa jakiegoś starego, ukrytego systemu, o którym młodsi technicy mogli nie wiedzieć. Natychmiast ruszyliśmy w stronę Głównego Korytarza, który prowadził prosto do Makiety Snów. Spędziliśmy ponad dwie godziny na przeciskaniu się pomiędzy setkami użytkowników pałętającymi się tu i ówdzie pomiędzy różnymi snami. Ostatecznie zasiedliśmy w jednym z ostatnich snów wampii.
Po paru godzinach spędzonych w uroczej, wiejskiej scenerii mamy wrażenie, że odpływamy. Otacza nas pole obsiane zbożem w letniej, słonecznej otoczce. W oddali widzimy dwóch ludzi ścinających dojrzałe kłosy. Jeden z nich ma na głowie nakrycie przypominające kaptur. Prawdopodobnie próbuje uchronić się przed uciążliwymi promieniami słońca. Drugi takiej ochrony nie potrzebuje, gdyż bujne włosy skutecznie osłaniają go przed upałem.
Moglibyśmy zostać tu do końca życia, gdyby nie fakt, że nad naszymi głowami rozgrywa się prawdziwe piekło. Musimy zatem działać szybko i pewnie, a pierwsze decyzje zostały podjęte. Niebawem wyruszamy do miejsca, w którym pokładamy spore nadzieje na odparcie ataku, nawet jeśli walczymy przeciwko setkom, a nawet tysiącom – do Wizyjnej Twierdzy. Tak zwykliśmy nazywać część Makiety Snów poświęconą dziennikowi Incestusa, reprezentowaną przez monstrualną, kosmiczną katedrę w samym jego centrum. To miejsce przesiąknięte pierwotną materią snów, zalążek marzeń i wszystkich wizji młodych oneironautów. Jeśli nie wygramy z pomocą samych Bogów, to z kim?
Sytuacja jest względnie stabilna i mamy chwilę na dalsze planowanie. Nim jednak przedstawię wstępne ustalenia, muszę wrócić do wydarzeń poprzedniej nocy…
Ukrywaliśmy się w wspomnianym wczoraj pomieszczeniu, obserwując jak najeźdźcy zbliżają się do gmachu. Po około pół godzinie sterczenia przy oknie i wysłuchiwania gwaru oraz krzyków z Głównej Sali Senni Podróżnicy znaleźli się wystarczająco blisko, by móc ujrzeć więcej szczegółów. Horda botopodobnych postaci pędziła na pojazdach o zmyślnym kształcie przypominającym ludzki mózg. Na czele pędziły dwa szczególne, bo znacznie większe mózgocykle – za ich sterami siedzieli CosmicKid i Traveler. Byli gotowi uderzyć na gmach w ciągu paru minut.
W tym momencie usłyszeliśmy huk zza ściany. Gdy wyszliśmy do Głównej Sali, dostrzegliśmy, że zerwał się podwieszany most, który łączył dwie przeciwległe sale boczne na piętrze. Spoglądając na dół ujrzeliśmy przerażający widok – dziesiątki użytkowników leżało bezwładnie na połaciach metalu, oplątani stalowymi linami, które niegdyś podtrzymywały konstrukcję mostu. Byliśmy zszokowani, nie potrafiliśmy wydusić ani słowa. Nie mogliśmy jednak stać w miejscu – za dwie minuty byłoby po nas.
Widząc, że tłum stopniowo usuwał się ze schodów, technicy pokierowali nas w stronę jednego z ukrytych przejść. Przeciskaliśmy się nerwowo przez tłum, starając nie zgubić się nawzajem. Trudno było nie oddać się spanikowanej masie ludzi, która napierała w każdym kierunku. Wydawało się, że wszyscy stracili cel sprzed oczu i uciekali gdziekolwiek, byle z dala od zagrożenia.
Gdy prawie wydostaliśmy się z tłumu, podążając korytarzem do docelowej sali, stało się najgorsze. Przez ogromne okna Głównej Sali wkroczyli Senni Podróżnicy, przebijając się przez nasze osłony i zasypując ludzi odłamkami szkła i gradem pocisków kinetycznych. Biegliśmy ile sił w nogach. Kilkadziesiąt metrów dalej dobrnęliśmy do bocznej Sali, staranowaliśmy drzwi do przejścia i ruszyliśmy w dół niekończącymi się schodami…
Po wejściu do Notatnika nasze oczy uraczył niesamowity widok – na tym poziomie nadal paliły się światła! Prawdopodobnie była to zasługa jakiegoś starego, ukrytego systemu, o którym młodsi technicy mogli nie wiedzieć. Natychmiast ruszyliśmy w stronę Głównego Korytarza, który prowadził prosto do Makiety Snów. Spędziliśmy ponad dwie godziny na przeciskaniu się pomiędzy setkami użytkowników pałętającymi się tu i ówdzie pomiędzy różnymi snami. Ostatecznie zasiedliśmy w jednym z ostatnich snów wampii.
Po paru godzinach spędzonych w uroczej, wiejskiej scenerii mamy wrażenie, że odpływamy. Otacza nas pole obsiane zbożem w letniej, słonecznej otoczce. W oddali widzimy dwóch ludzi ścinających dojrzałe kłosy. Jeden z nich ma na głowie nakrycie przypominające kaptur. Prawdopodobnie próbuje uchronić się przed uciążliwymi promieniami słońca. Drugi takiej ochrony nie potrzebuje, gdyż bujne włosy skutecznie osłaniają go przed upałem.
Moglibyśmy zostać tu do końca życia, gdyby nie fakt, że nad naszymi głowami rozgrywa się prawdziwe piekło. Musimy zatem działać szybko i pewnie, a pierwsze decyzje zostały podjęte. Niebawem wyruszamy do miejsca, w którym pokładamy spore nadzieje na odparcie ataku, nawet jeśli walczymy przeciwko setkom, a nawet tysiącom – do Wizyjnej Twierdzy. Tak zwykliśmy nazywać część Makiety Snów poświęconą dziennikowi Incestusa, reprezentowaną przez monstrualną, kosmiczną katedrę w samym jego centrum. To miejsce przesiąknięte pierwotną materią snów, zalążek marzeń i wszystkich wizji młodych oneironautów. Jeśli nie wygramy z pomocą samych Bogów, to z kim?

Rysunek by Traveler





