14-03-2016, 23:01
Opadam w dół . Skojarzenie z głębokim nurkowanie buduje dalszą scenerię. Na początku głębia nie ma granic, potem zamienia się w coś bliższego szerokiej studni o kamiennych ścianach. W ramach dalszego opadania pojawia się lęk - głębokość, ciśnienia, powietrze. Część tych obaw jest rozproszona przez świadomość, że ktoś inny (mężczyzna, badacz) już tu nurkował przede mną. Druga część to wykorzystanie rebreathera z zamkniętym obiegiem.
Docieram do półki gdzieś po drodze i tam się zatrzymuję. Chyba część obaw powstrzymuje mnie przed dalszym zanurzaniem się. Przez cały czas panują tzw. holywoodzkie ciemności. Niby ciemno, ale wszystko widać - coś jak noc w mieście na głównej ulicy. Jestem stale zwrócony w stronę półki i ścian studni, za plecami mam dalszą część głębi. To chyba podświadome radzenie sobie z lękiem głębokości i ciemności.
Wkrótce w pobliżu pojawiają się inni podróżnicy, bez żadnego sprzętu. Ja również jestem bez żadnego ekwipunku (to jest spostrzeżenie z rzeczywistości). Na półce pojawiają się jakby obozowiska czy bazy. Jedna grupa nawet wykuła w skale półki zagłębienia/nisze i tam się osadziła (4 osoby, prostokątna nisza). Przez myśl cały czas przewija mi się liczba 4 km. Jakaś część umysłu buntuje się, że to bardzo głęboko, ale jest to ledwie zauważalne, akceptuje to.
W końcu się obracam i spoglądam jak z dalszą drogą na dół. Niby jest to gruzowisko kamieni, jednak między nimi dostrzegam otwory przez które mogę ruszyć dalej na dół. Kręcę się chwilę po okolicy, w końcu wybieram jeden otwór i ruszam na dół. W końcu ów przewodnik/badacz też już tam jest/był (kolejna liczba 8 km).
Samego przejścia nie obserwuje - następuje przeskok i jestem ni to w jaskini, ni to w abstrakcyjnej przestrzeni wypełnionej siecią sieciami połączonych kostek koloru czerwonego. Przypomina to trochę pulsującą żywa sieć, organiczny konstrukt. Odczuwam lekki niepokój.
Wśród tych czerwonych kostek pojawia się kilka niebieskich i rozpoczyna się ich rozprzestrzenianie/rozmnażanie. Kończy się to pewnego rodzaju równowagą, gdy oba kolory się wyrównały swą liczność i równocześnie zniknęło poczucie niepokoju.
------
Kwestie głębin morskich, ciemnych ciemnością niepokojącą, czasami ciemnością obojętną, a czasem wodą o przejrzystości powietrza - pojawia się od czasu do czasu.
Senniki ten element snu wiążą zwykle z podświadomością.
Docieram do półki gdzieś po drodze i tam się zatrzymuję. Chyba część obaw powstrzymuje mnie przed dalszym zanurzaniem się. Przez cały czas panują tzw. holywoodzkie ciemności. Niby ciemno, ale wszystko widać - coś jak noc w mieście na głównej ulicy. Jestem stale zwrócony w stronę półki i ścian studni, za plecami mam dalszą część głębi. To chyba podświadome radzenie sobie z lękiem głębokości i ciemności.
Wkrótce w pobliżu pojawiają się inni podróżnicy, bez żadnego sprzętu. Ja również jestem bez żadnego ekwipunku (to jest spostrzeżenie z rzeczywistości). Na półce pojawiają się jakby obozowiska czy bazy. Jedna grupa nawet wykuła w skale półki zagłębienia/nisze i tam się osadziła (4 osoby, prostokątna nisza). Przez myśl cały czas przewija mi się liczba 4 km. Jakaś część umysłu buntuje się, że to bardzo głęboko, ale jest to ledwie zauważalne, akceptuje to.
W końcu się obracam i spoglądam jak z dalszą drogą na dół. Niby jest to gruzowisko kamieni, jednak między nimi dostrzegam otwory przez które mogę ruszyć dalej na dół. Kręcę się chwilę po okolicy, w końcu wybieram jeden otwór i ruszam na dół. W końcu ów przewodnik/badacz też już tam jest/był (kolejna liczba 8 km).
Samego przejścia nie obserwuje - następuje przeskok i jestem ni to w jaskini, ni to w abstrakcyjnej przestrzeni wypełnionej siecią sieciami połączonych kostek koloru czerwonego. Przypomina to trochę pulsującą żywa sieć, organiczny konstrukt. Odczuwam lekki niepokój.
Wśród tych czerwonych kostek pojawia się kilka niebieskich i rozpoczyna się ich rozprzestrzenianie/rozmnażanie. Kończy się to pewnego rodzaju równowagą, gdy oba kolory się wyrównały swą liczność i równocześnie zniknęło poczucie niepokoju.
------
Kwestie głębin morskich, ciemnych ciemnością niepokojącą, czasami ciemnością obojętną, a czasem wodą o przejrzystości powietrza - pojawia się od czasu do czasu.
Senniki ten element snu wiążą zwykle z podświadomością.
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.





