09-03-2016, 20:49
Witam was wszystkich serdecznie mój dzisiejszy sen nazwałem Wyprawa w nieznane. Życzę miłego czytania!
Co prawda sen nie trwał długo, ale zapamiętałem go od momentu, gdy wyszedłem z drugiego końca szkoły. Kierując się schodami w dól idealnie odwzorowanymi jak w realu. Zielone płytki schodów były popękane i poniszczone od szmatu czasu, które przeżyły, a chodnik którym ruszyłem dalej zniszczony i chropowaty. W dali zauważyłem znajomego, więc zrodził się w mojej główce pomysł by uciąć sobie krótką pogawędkę z tym o to osobnikiem. Zbliżyłem się nieznacznie, lecz już wtedy wiedziałem co się święci. Duże przekrwione oczy, banan na twarzy i głupie rysy twarzy wyostrzyły się wraz ze skracaną przeze mnie odległością. Oczywistym już wtedy było, że był spizgany jak jastrząb przy nurkowaniu w bystrą rzekę Wisłe. Momentalnie nawiązaliśmy dialog, jednocześnie zbijając soczystą grabę. Podejrzewam, że gdybym mocniej zbił, to fala dźwiękowa rozbiła by mi senne bębenki. Wracając do dialogu przebiegł on tak:
-Siema, siema skąd się znamy dawaj fajkę zajaramy.
-Fistaśny, ale ty się spizgałeś.
-Zajechały psiarskie od drugiej strony? Bo całą lufę mam do spalenia.
-Spoko o nic się nie martw psiarskich nie ma.
-Super sprawa idę do smaka, bo mam małego głoda.
W ten o to sposób z nowym kompanem u boku, wyruszyliśmy w przygodę. Niezwykłą i jakże ciekawą przygodę, której celem było zaspokojenie głodu Fistaśnego. Podchodząc do sklepu, szybkim i bystrym wzrokiem namierzyłem rogala z czekoladą. Takiego też swoim wilczym apetytem pożerał Fistaśny. Koniec końców sen upłynął na tym, że głodny nie dokończył rogala, a ja nie wiedziałem czy psiarskie zajechały z drugiej strony.
Co prawda sen nie trwał długo, ale zapamiętałem go od momentu, gdy wyszedłem z drugiego końca szkoły. Kierując się schodami w dól idealnie odwzorowanymi jak w realu. Zielone płytki schodów były popękane i poniszczone od szmatu czasu, które przeżyły, a chodnik którym ruszyłem dalej zniszczony i chropowaty. W dali zauważyłem znajomego, więc zrodził się w mojej główce pomysł by uciąć sobie krótką pogawędkę z tym o to osobnikiem. Zbliżyłem się nieznacznie, lecz już wtedy wiedziałem co się święci. Duże przekrwione oczy, banan na twarzy i głupie rysy twarzy wyostrzyły się wraz ze skracaną przeze mnie odległością. Oczywistym już wtedy było, że był spizgany jak jastrząb przy nurkowaniu w bystrą rzekę Wisłe. Momentalnie nawiązaliśmy dialog, jednocześnie zbijając soczystą grabę. Podejrzewam, że gdybym mocniej zbił, to fala dźwiękowa rozbiła by mi senne bębenki. Wracając do dialogu przebiegł on tak:
-Siema, siema skąd się znamy dawaj fajkę zajaramy.
-Fistaśny, ale ty się spizgałeś.
-Zajechały psiarskie od drugiej strony? Bo całą lufę mam do spalenia.
-Spoko o nic się nie martw psiarskich nie ma.
-Super sprawa idę do smaka, bo mam małego głoda.
W ten o to sposób z nowym kompanem u boku, wyruszyliśmy w przygodę. Niezwykłą i jakże ciekawą przygodę, której celem było zaspokojenie głodu Fistaśnego. Podchodząc do sklepu, szybkim i bystrym wzrokiem namierzyłem rogala z czekoladą. Takiego też swoim wilczym apetytem pożerał Fistaśny. Koniec końców sen upłynął na tym, że głodny nie dokończył rogala, a ja nie wiedziałem czy psiarskie zajechały z drugiej strony.





