06-03-2016, 23:41
Przyjemne popołudnie w pracy, siedzę jak w szkolnych ławkach. Przede mną Łukasz J. i monitor. Z prawej ściana, z lewej niewidoczny stół z kolejnymi komputerami i pracownikami. Z przodu (w drugiej końcówce L jaką jest pomieszczenie) jeszcze jeden stół i przełożony, które zleca nam zadanie (problem algorytmiczny).
----
Razem z koleżanką, za którą idę i którą darzę sympatią., wędrujemy przez peron dworcowy a jednocześnie fragment miasta z targowiskiem lub ogródkami przy restauracjach/kawiarniach. Wszystko otoczone wysokimi budynkami, których dachów nie widać. Mimo to daje się odczuć lekką atmosferę, skąpaną ciepłym słonecznym blaskiem - leniwe popołudnie w gęstym sadzie.
Pierwsze kroki kierujemy do pociągu i torów. To wzbudza skojarzenie z odjazdem z miasta i smutkiem, że mnie pozostawia. To wzbudza zmianę - teraz wracamy zewnętrzną stroną torów, pociąg jest jakby na wpół zanurzony i tylko górna część wagonów wystaje.
Udajemy się do drugiej części tego placu, tam znajdują się luźno rozstawione stoliki (metalowe i jakby druciane). Dalszą część tego placu prowadzi do schodów (odczucie jak schody prowadzące do katedry), a ich otoczenie jest pełne ażurowych siatek poprzerastanych roślinami.
Siedzimy plecami do schodów, oglądam profil towarzyszki. W myślach odtwarzam swoje przemyślenia o miłości do ludzi, a jej mówię, że w każdym człowieku jestem w stanie znaleźć ziarno dobra i to ziarno uczynić głównym moim punktem w jego odbiorze, że daje mu odczuć to jego dobro. Nie czuję się gotowy powiedzieć, że ich kocham.
-----
Siedzę ponownie w biurze, przełożony chce by pokazać mu wyniki naszego zadania. Przeglądam zeszyt z odczuciem, że zadania nie zrobiłem. W zeszycie widzę wklejone zdjęcia lub obrazy (ich tematyka teraz mi umyka) oraz jakieś notatki. To co nieświadomie mnie pozytywnie nastraja to fakt, że wracając ponownie do tej samej strony widzę to samo. Niestety, zadania tam nie mam. Przełożony spogląda na mój zeszyt i nic nie mówi. Ja wewnętrznie pragnę by uznał te bazgraninie za część zadania.
Podchodzę do kolegi, który siedział naprzeciwko i zapytuje go o fragment algorytmu (zaskakujące po raz drugi - jestem w stanie w pamięci przetworzyć fragment spójnych obliczeń i zasymulować kilka wyników). Opisując mu swoje wątpliwości odkrywam, że sam sobie odpowiedziałem jak to rozwiązać (nie robić drugiej, wewnętrznej pętli od miejsca startu zewnętrznej - tylko od początku zbioru). Uprzejmie mu dziękuję i wracam do biurka.
Przede mną staje moja wcześniejsza towarzyszka. Dostrzegam ciemne włosy i duży (nie nachalnych, lecz taki 'luźny' i naturalny) dekolt bardzo jasnej skóry. Na więcej nie pozwalam sobie - wracam do jej twarzy. Oparta na stoliku rękoma nachyla się i szepce bym w pracy nie okazywał jej swoich uczuć?że się znam? że coś nas łączy? Zdziwiony pytam ją, czy odczuła że jest inaczej, czy zrobiłem coś nie tak.
----
Razem z koleżanką, za którą idę i którą darzę sympatią., wędrujemy przez peron dworcowy a jednocześnie fragment miasta z targowiskiem lub ogródkami przy restauracjach/kawiarniach. Wszystko otoczone wysokimi budynkami, których dachów nie widać. Mimo to daje się odczuć lekką atmosferę, skąpaną ciepłym słonecznym blaskiem - leniwe popołudnie w gęstym sadzie.
Pierwsze kroki kierujemy do pociągu i torów. To wzbudza skojarzenie z odjazdem z miasta i smutkiem, że mnie pozostawia. To wzbudza zmianę - teraz wracamy zewnętrzną stroną torów, pociąg jest jakby na wpół zanurzony i tylko górna część wagonów wystaje.
Udajemy się do drugiej części tego placu, tam znajdują się luźno rozstawione stoliki (metalowe i jakby druciane). Dalszą część tego placu prowadzi do schodów (odczucie jak schody prowadzące do katedry), a ich otoczenie jest pełne ażurowych siatek poprzerastanych roślinami.
Siedzimy plecami do schodów, oglądam profil towarzyszki. W myślach odtwarzam swoje przemyślenia o miłości do ludzi, a jej mówię, że w każdym człowieku jestem w stanie znaleźć ziarno dobra i to ziarno uczynić głównym moim punktem w jego odbiorze, że daje mu odczuć to jego dobro. Nie czuję się gotowy powiedzieć, że ich kocham.
-----
Siedzę ponownie w biurze, przełożony chce by pokazać mu wyniki naszego zadania. Przeglądam zeszyt z odczuciem, że zadania nie zrobiłem. W zeszycie widzę wklejone zdjęcia lub obrazy (ich tematyka teraz mi umyka) oraz jakieś notatki. To co nieświadomie mnie pozytywnie nastraja to fakt, że wracając ponownie do tej samej strony widzę to samo. Niestety, zadania tam nie mam. Przełożony spogląda na mój zeszyt i nic nie mówi. Ja wewnętrznie pragnę by uznał te bazgraninie za część zadania.
Podchodzę do kolegi, który siedział naprzeciwko i zapytuje go o fragment algorytmu (zaskakujące po raz drugi - jestem w stanie w pamięci przetworzyć fragment spójnych obliczeń i zasymulować kilka wyników). Opisując mu swoje wątpliwości odkrywam, że sam sobie odpowiedziałem jak to rozwiązać (nie robić drugiej, wewnętrznej pętli od miejsca startu zewnętrznej - tylko od początku zbioru). Uprzejmie mu dziękuję i wracam do biurka.
Przede mną staje moja wcześniejsza towarzyszka. Dostrzegam ciemne włosy i duży (nie nachalnych, lecz taki 'luźny' i naturalny) dekolt bardzo jasnej skóry. Na więcej nie pozwalam sobie - wracam do jej twarzy. Oparta na stoliku rękoma nachyla się i szepce bym w pracy nie okazywał jej swoich uczuć?że się znam? że coś nas łączy? Zdziwiony pytam ją, czy odczuła że jest inaczej, czy zrobiłem coś nie tak.
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.





