04-03-2016, 23:59
jestem w dużej sali, jak balowej. W około mnie znajdują się wielu gości, rozstawionych pod ścianami.
Przez salę maszeruje grupa żołnierzy (stroje z epoki napoleońskiej i takież uzbrojenie). Ci żołnierze stają się elementem gry - mój niewidoczny przeciwnik, mężczyzna, wydaje im polecenia. Ja pod swoją komendę dostaję niesprecyzowaną liczbę robotników-żołnierzy. Cała gra sprowadza się do wydania polecenia (ile kroków w którą stronę i ognia), po czym gaśnie światło, żołnierze się poruszą i strzelają.
Za pierwszym razem odczuwam niechęć - żołnierze przeciwnika strzelają dużo celniej i mocniej niż moi. Za drugi razem rozdzielam wszystkich uczestników na dwie grupy. Za trzecim razem wydaje złożone polecenie (x kroków prosto i y w prawo), po czym mój przeciwnik wydaje drugie polecenie co mnie denerwuje, bo łamie tym samym zasady gry.
Ta sama sala balowa. Goście siedzą przy stołach pod ścianami. Obserwuję zegar na którym jest 5 min po północy. To przecież zabawa sylwestrowa, w TV jest jakieś orędzie i fajewerki. Włączam telewizor (ekran pojawia się na górze na drugiej ścianie) - zdaję sobie sprawę, że już po wszystkim.
Siedzący obok mnie starszy ode mnie mężczyzna (kojarzy mi się z łysiejącym wujkiem lub L. Millerem) poucza mnie lub strofuje o młodych i 'za moich czasów'. Nie podoba mi się to. Całość zmienia się klimatem w spotkanie u rodziców, a ja opuszczam pokój zły na matkę, że nie stanęła po mojej stronie tylko tego mężczyzny. W głowie słyszę głos bratowej, która nie rozumie i dziwi się takiej postawie matki.
-----
Spoglądam na sztuczną ściankę wspinaczkową, na górnej jej części wspina się niepewny chłopak. Do samej góry brakuje mu jeszcze jednej wpinki. Z dołu wskazuje mu jakie chwyty i w jaki sposób chwycić - niebieska klama z dużym uchwytami od góry i od prawej, etc. Obserwuje go jak się przymierza do tych chwytów, robi to jakby unosił się w powietrzu. Po chwili pojawia się myśl, że może odpaść i tak się dzieje - spada, lecz przed upadkiem powstrzymuje go lina asekuracyjna.
Stoją przy skrzyżowaniu drogi osiedlowej z ruchliwą główną po której przemykają widziane kątem oka samochody. Obserwuje jak mężczyzna (nieznany wujek) zawiesza wiszące siodełko do prac alpinistycznych na poziomym fragmencie ulicznego słupa (tak jak część z sygnalizatorami). Odczuwam niepokój - linki wydają się cienkie na nitka i rzeczywiście po kilku chwilach spada on uderzając w ziemię kolanami. Leży bez ruchu, nie widać śladów krwi czy ran. Myślę, ze trzeba go będzie ostrożnie przenieść na rękach, najlepiej dwóch ludzi. I tacy do niego podchodzą, chwytają go pod kolana i ramiona i przenoszą.
-----
Jasno oświetlone długie pomieszczenie przypominające ciepły i kameralne mieszkanie (całe mieszkanie jako jeden pokój). Skojarzenie prowadzące do niego to kilka screenów z różnych edycji i przedziałów czasowych jednej niezidentyfikowanej gry w czasopiśmie. Czasowo to jakieś lata 80/90.
Z lewej przez obecne, lecz niewidoczne okna wlewa się do środka ciepły, pozytywny, słoneczny blask. Z prawej jest ściana. Lekkie skojarzenie z filmem 'Oldboy' - w sensie separacji i jakieś dziwnej sztuczności.
Powinienem coś tutaj robić, jak z izolacyjnych treningów i testów dla astronautów.
------
Wchodzę do dużego budynku korporacyjnego. Zewnętrzne ściany to samo szkło, rozliczne kolumny i przestrzenne korytarze otwarte na wewnętrzny dziedziniec (przez całą wysokość). Chodzę w koło chcąc dotrzeć do jakiegoś mgliście opisanego miejsca. Fragment korytarza jest zniszczony (wypadek? eksplozja? erozja? zamach?) i do celu muszę przejść dookoła środkowej pustej części z widokiem na dziedziniec. Skojarzenie z grą zmuszającą do wędrówki, HalfLife, gdzieś jest część kompleksu z laboratoriami i komputerami.
Zaglądam do dużej jasnego i białego pomieszczenia gdzie przebywają sekretarki? asystentki? gdzie uprzejmie i szarmancko zagaduje (nie wiem co mówię, liczy się intencja)
-----
Jestem pod wielkim wrażeniem pamięci szczegółów oraz długości zapamiętanego snu. Choć tutaj opisałem może z 3/4 tego co dałem radę wysłowić.
Na pewno dostrzegam zysk ze stosowania ADA oraz pracy z podświadomością pozytywnymi afirmacjami.
Przez salę maszeruje grupa żołnierzy (stroje z epoki napoleońskiej i takież uzbrojenie). Ci żołnierze stają się elementem gry - mój niewidoczny przeciwnik, mężczyzna, wydaje im polecenia. Ja pod swoją komendę dostaję niesprecyzowaną liczbę robotników-żołnierzy. Cała gra sprowadza się do wydania polecenia (ile kroków w którą stronę i ognia), po czym gaśnie światło, żołnierze się poruszą i strzelają.
Za pierwszym razem odczuwam niechęć - żołnierze przeciwnika strzelają dużo celniej i mocniej niż moi. Za drugi razem rozdzielam wszystkich uczestników na dwie grupy. Za trzecim razem wydaje złożone polecenie (x kroków prosto i y w prawo), po czym mój przeciwnik wydaje drugie polecenie co mnie denerwuje, bo łamie tym samym zasady gry.
Ta sama sala balowa. Goście siedzą przy stołach pod ścianami. Obserwuję zegar na którym jest 5 min po północy. To przecież zabawa sylwestrowa, w TV jest jakieś orędzie i fajewerki. Włączam telewizor (ekran pojawia się na górze na drugiej ścianie) - zdaję sobie sprawę, że już po wszystkim.
Siedzący obok mnie starszy ode mnie mężczyzna (kojarzy mi się z łysiejącym wujkiem lub L. Millerem) poucza mnie lub strofuje o młodych i 'za moich czasów'. Nie podoba mi się to. Całość zmienia się klimatem w spotkanie u rodziców, a ja opuszczam pokój zły na matkę, że nie stanęła po mojej stronie tylko tego mężczyzny. W głowie słyszę głos bratowej, która nie rozumie i dziwi się takiej postawie matki.
-----
Spoglądam na sztuczną ściankę wspinaczkową, na górnej jej części wspina się niepewny chłopak. Do samej góry brakuje mu jeszcze jednej wpinki. Z dołu wskazuje mu jakie chwyty i w jaki sposób chwycić - niebieska klama z dużym uchwytami od góry i od prawej, etc. Obserwuje go jak się przymierza do tych chwytów, robi to jakby unosił się w powietrzu. Po chwili pojawia się myśl, że może odpaść i tak się dzieje - spada, lecz przed upadkiem powstrzymuje go lina asekuracyjna.
Stoją przy skrzyżowaniu drogi osiedlowej z ruchliwą główną po której przemykają widziane kątem oka samochody. Obserwuje jak mężczyzna (nieznany wujek) zawiesza wiszące siodełko do prac alpinistycznych na poziomym fragmencie ulicznego słupa (tak jak część z sygnalizatorami). Odczuwam niepokój - linki wydają się cienkie na nitka i rzeczywiście po kilku chwilach spada on uderzając w ziemię kolanami. Leży bez ruchu, nie widać śladów krwi czy ran. Myślę, ze trzeba go będzie ostrożnie przenieść na rękach, najlepiej dwóch ludzi. I tacy do niego podchodzą, chwytają go pod kolana i ramiona i przenoszą.
-----
Jasno oświetlone długie pomieszczenie przypominające ciepły i kameralne mieszkanie (całe mieszkanie jako jeden pokój). Skojarzenie prowadzące do niego to kilka screenów z różnych edycji i przedziałów czasowych jednej niezidentyfikowanej gry w czasopiśmie. Czasowo to jakieś lata 80/90.
Z lewej przez obecne, lecz niewidoczne okna wlewa się do środka ciepły, pozytywny, słoneczny blask. Z prawej jest ściana. Lekkie skojarzenie z filmem 'Oldboy' - w sensie separacji i jakieś dziwnej sztuczności.
Powinienem coś tutaj robić, jak z izolacyjnych treningów i testów dla astronautów.
------
Wchodzę do dużego budynku korporacyjnego. Zewnętrzne ściany to samo szkło, rozliczne kolumny i przestrzenne korytarze otwarte na wewnętrzny dziedziniec (przez całą wysokość). Chodzę w koło chcąc dotrzeć do jakiegoś mgliście opisanego miejsca. Fragment korytarza jest zniszczony (wypadek? eksplozja? erozja? zamach?) i do celu muszę przejść dookoła środkowej pustej części z widokiem na dziedziniec. Skojarzenie z grą zmuszającą do wędrówki, HalfLife, gdzieś jest część kompleksu z laboratoriami i komputerami.
Zaglądam do dużej jasnego i białego pomieszczenia gdzie przebywają sekretarki? asystentki? gdzie uprzejmie i szarmancko zagaduje (nie wiem co mówię, liczy się intencja)
-----
Jestem pod wielkim wrażeniem pamięci szczegółów oraz długości zapamiętanego snu. Choć tutaj opisałem może z 3/4 tego co dałem radę wysłowić.
Na pewno dostrzegam zysk ze stosowania ADA oraz pracy z podświadomością pozytywnymi afirmacjami.
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.





