24-02-2016, 20:54
512/~120
Miałem widok z 3 osoby na nietypowy mecz. Zawodnicy musieli rozwalać się samochodami jak w grze Flatout - tryb derby. Jedna pinda "kampiła" i dzięki temu wygrała. Wszyscy ją wyklęli. Potem wracałem do domu. Wiał straszny wiatr i bałem się, że przydrożne brzozy się na mnie wywrócą. Zacząłem biec na czworaka, wbrew pozorom dość szybko. Znalazłem się w garażu podziemnym. Na przeciwko mnie stałą jakaś baba, wlepiając swoje ślepia we mnie. W końcu się odezwała:
---Jesteś chory...
Faktycznie nie czułem się najlepiej i chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu.
P.S. Może to wyglądać na zbieg okoliczności, ale od soboty (dziś jest środa) mam problem z zatokami i aktualnie jestem na zwolnieniu lekarskim... Sen miałem w nocy z soboty na niedzielę, więc zapewne to tylko podświadomość wszystko wykreowała. W poprzednim tygodniu w pracy mnie przewiało, więc podejrzewałem to jako przyczynę choroby - stąd ten motyw z wichurą
Nad ranem przydarzyło mi się jeszcze coś do czego mam mieszane uczucia. Ogólnie to słabo wszystko pamiętam i stąd moje wątpliwości czy było to LD. W pewnym momencie snu coś mnie zdziwiło i postanowiłem zrobić TR. Ucieszyłem się, że mogę oddychać przez zatkany nos jednak sen momentalnie się rozsypał. Nie wiem co było dalej... Możliwe, że uświadomiłem się na samym końcu fazy REM
________________________________________________________________________________________________________
515/~124
Pojawiłem się w ciasnej jaskini. Miałem tylko dwie drogi - w górę lub w dół. Jako, że tą drugą blokował ogromny żółw zacząłem się wspinać, zapierając się nogami o ściany tunelu. Dotarłem do miejsca gdzie przebijało się światło słoneczne. Było tu wyjście przypominające pewną część kobiecego ciała (GIMBY nie znajo). Widząc je od razu wszedłem
"Wynurzyłem" się do połowy. Moim oczom ukazał się prehistoryczny widok sawanny otoczonej górami. Obok mnie przeszło kilka mamutów. Jak tylko droga się oczyściła postanowiłem wyjść. Jednak coś złapało mnie za nogi i próbowało wciągnąć z powrotem do jaskini. Od razu domyśliłem się, że to ten żółw.
---Nie będziesz miał rzemyk!!! Zabiorę ci go... - powiedział tępym głosem.
Potem czułem już tylko łaskotanie po stopach
P.S. Wczoraj wieczorem oglądałem sobie gameplay z nowego FarCry
rimal i stąd ten sen. Przypomina dość znacząco początkowe fragmenty gry, tylko lekko zmienione przez mózg.
Miałem widok z 3 osoby na nietypowy mecz. Zawodnicy musieli rozwalać się samochodami jak w grze Flatout - tryb derby. Jedna pinda "kampiła" i dzięki temu wygrała. Wszyscy ją wyklęli. Potem wracałem do domu. Wiał straszny wiatr i bałem się, że przydrożne brzozy się na mnie wywrócą. Zacząłem biec na czworaka, wbrew pozorom dość szybko. Znalazłem się w garażu podziemnym. Na przeciwko mnie stałą jakaś baba, wlepiając swoje ślepia we mnie. W końcu się odezwała:
---Jesteś chory...
Faktycznie nie czułem się najlepiej i chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu.
P.S. Może to wyglądać na zbieg okoliczności, ale od soboty (dziś jest środa) mam problem z zatokami i aktualnie jestem na zwolnieniu lekarskim... Sen miałem w nocy z soboty na niedzielę, więc zapewne to tylko podświadomość wszystko wykreowała. W poprzednim tygodniu w pracy mnie przewiało, więc podejrzewałem to jako przyczynę choroby - stąd ten motyw z wichurą

Nad ranem przydarzyło mi się jeszcze coś do czego mam mieszane uczucia. Ogólnie to słabo wszystko pamiętam i stąd moje wątpliwości czy było to LD. W pewnym momencie snu coś mnie zdziwiło i postanowiłem zrobić TR. Ucieszyłem się, że mogę oddychać przez zatkany nos jednak sen momentalnie się rozsypał. Nie wiem co było dalej... Możliwe, że uświadomiłem się na samym końcu fazy REM

________________________________________________________________________________________________________
515/~124
Pojawiłem się w ciasnej jaskini. Miałem tylko dwie drogi - w górę lub w dół. Jako, że tą drugą blokował ogromny żółw zacząłem się wspinać, zapierając się nogami o ściany tunelu. Dotarłem do miejsca gdzie przebijało się światło słoneczne. Było tu wyjście przypominające pewną część kobiecego ciała (GIMBY nie znajo). Widząc je od razu wszedłem
"Wynurzyłem" się do połowy. Moim oczom ukazał się prehistoryczny widok sawanny otoczonej górami. Obok mnie przeszło kilka mamutów. Jak tylko droga się oczyściła postanowiłem wyjść. Jednak coś złapało mnie za nogi i próbowało wciągnąć z powrotem do jaskini. Od razu domyśliłem się, że to ten żółw.---Nie będziesz miał rzemyk!!! Zabiorę ci go... - powiedział tępym głosem.
Potem czułem już tylko łaskotanie po stopach

P.S. Wczoraj wieczorem oglądałem sobie gameplay z nowego FarCry
rimal i stąd ten sen. Przypomina dość znacząco początkowe fragmenty gry, tylko lekko zmienione przez mózg.
Każdy ma takie sny z których nie chce się obudzić !
"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar
LD 8
"Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie..."
Julio Cortázar
LD 8





