13-02-2016, 14:50
Bywają takie sny, z których budzę się i myślę: "O Chryste, muszę to opisać!" Zastanawiam się, gdzie mam jakiś zeszyt czy długopis, stwierdzam, że jakieś 2m ode mnie i wiecie co? Idę spać dalej, bo to jednak za daleko. Ale tak czy inaczej sen tej rangi jest na tyle mocny, że i tak pamiętam rano fabułę, zazwyczaj całkiem nieźle.
Pojechałam z moim chłopakiem w daleką podróż do wioski za górami, za lasami, odciętej od świata. Mieliśmy tam spędzić weekend. Miejscowość miała jeden kiepsko zaopatrzony sklep, nocować mieliśmy w domu moich dziadków, który nagle nie wiadomo skąd się tam wziął.
Okazało się, że na obrzeżu miejscowości stoi piękna gotycka budowla, ogromny dom z witrażami zamiast okien. Znajdował się tam jedyny telefon w całej miejscowości. Z jakiegoś powodu musiałam pilnie zatelefonować, więc postanowiłam wraz z chłopakiem przejść się tam i poprosić o możliwość wykonania połączenia. Drzwi otworzyły się same, więc weszliśmy do środka. Mieszkało tam dwóch starszych panów. Przez otwarte drzwi wpadł snop słońca, na co jeden z panów zareagował sykiem i gwałtownie się odsunął. Przedstawiłam się domownikom i wyjaśniłam z jaką sprawą przychodzę. Obaj panowie wyglądali jak angielscy szlachcice z XIX w. Podałam jednemu z nich dłoń, lecz mężczyzna zamiast złożyć na niej subtelny pocałunek, ugryzł mnie i wypił trochę krwi. Byłam zaskoczona i nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Mężczyzna widząc moją skonsternowaną minę powiedział, bym się nie broniła, bo i tak przed tym nie ucieknę.
Jednak ja chciałam uciec. Powiedziałam sobie, że nie pójdzie im ze mną tak łatwo. Udaliśmy się z chłopakiem czym prędzej do sklepu po odpowiednie artefakty obronne: czosnek, żywe róże (trochę zwiędnięte, cóż, lepsze takie niż żadne), wisiorek z krzyżem i krzyż do postawienia na półce. Gdzieś wyczytałam, że lubczyk i bukszpan chronią przed wejściem wampira do domu. Wieczorem byłam już przygotowana. Ułożyłam rośliny przy drzwiach i na parapecie, położyłam się z krzyżem w ręku. Zasnęłam, próbując przetrwać noc i wyczekując świtu. Obudziło mnie skrobanie w szybę. We śnie i w rzeczywistości.
Pojechałam z moim chłopakiem w daleką podróż do wioski za górami, za lasami, odciętej od świata. Mieliśmy tam spędzić weekend. Miejscowość miała jeden kiepsko zaopatrzony sklep, nocować mieliśmy w domu moich dziadków, który nagle nie wiadomo skąd się tam wziął.
Okazało się, że na obrzeżu miejscowości stoi piękna gotycka budowla, ogromny dom z witrażami zamiast okien. Znajdował się tam jedyny telefon w całej miejscowości. Z jakiegoś powodu musiałam pilnie zatelefonować, więc postanowiłam wraz z chłopakiem przejść się tam i poprosić o możliwość wykonania połączenia. Drzwi otworzyły się same, więc weszliśmy do środka. Mieszkało tam dwóch starszych panów. Przez otwarte drzwi wpadł snop słońca, na co jeden z panów zareagował sykiem i gwałtownie się odsunął. Przedstawiłam się domownikom i wyjaśniłam z jaką sprawą przychodzę. Obaj panowie wyglądali jak angielscy szlachcice z XIX w. Podałam jednemu z nich dłoń, lecz mężczyzna zamiast złożyć na niej subtelny pocałunek, ugryzł mnie i wypił trochę krwi. Byłam zaskoczona i nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Mężczyzna widząc moją skonsternowaną minę powiedział, bym się nie broniła, bo i tak przed tym nie ucieknę.
Jednak ja chciałam uciec. Powiedziałam sobie, że nie pójdzie im ze mną tak łatwo. Udaliśmy się z chłopakiem czym prędzej do sklepu po odpowiednie artefakty obronne: czosnek, żywe róże (trochę zwiędnięte, cóż, lepsze takie niż żadne), wisiorek z krzyżem i krzyż do postawienia na półce. Gdzieś wyczytałam, że lubczyk i bukszpan chronią przed wejściem wampira do domu. Wieczorem byłam już przygotowana. Ułożyłam rośliny przy drzwiach i na parapecie, położyłam się z krzyżem w ręku. Zasnęłam, próbując przetrwać noc i wyczekując świtu. Obudziło mnie skrobanie w szybę. We śnie i w rzeczywistości.
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"





