07-02-2016, 11:04
Uświadomiłem się już w trakcie lotu nad jakimś wypasionym miastem. Naszła mnie pierwsza od dawna świadoma myśl ze świadomego planu - znaleźć te drewniane miasto
Ale niestety chyba już za późno, bo im dalej leciałem, tym sen uporczywie kontynuował własną wizję tego miasta - przekornie budynki były z marmuru i złota a każdy element pokryty był toną barokowych zdobień w tematyce dewocjonaliów. Każdy płot, samochód i chodnik upstrzony drobiazgowymi zawijasami, figureczkami typu szukające czegoś aniołki, berłami na kształt monstrancji i tym podobne. Starania opuszczenia miasta spełzały na niczym, bo za monstrualnymi zdobionymi bramami znajdowałem tylko zejście z jednego wału, prosto w kolejny groteskowo-bogaty kościelny kompleks, położony niżej, na kształt jasnej góry. Co jakiś czas mijałem właśnie ogromne rzeźby z turkusowej blachy mające upodabniać się do tych ze stacji krzyżowej, ale z modyfikacjami - np Człowiek w hełmie legionisty, wznoszący włócznię zakończoną krzyżem, za kierownicą Bentleya z dwoma niewiastami na tylnym siedzeniu. W końcu po długim locie i uporczywym powtarzaniu na głos synonimów drewna trafiłem na bank, który z bliska okazał się składać z bardzo licznych i drobnych drewnianych i dyktowych sztachetek. Wzniosłem się nad nim i poczułem sukces - trafiłem do dzielnicy biedoty, gdzie z góry każdy budynek przypominał gnijącą szopę pokrytą papą. Na złość jednak gdy podleciałem pozwiedzać, oczywiście okazało się, że są to makiety, zbudowane z cegieł albo plastiku, całe konstrukcje przewracały się przy mocnym pchnięciu
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie drzewo w tej dzielnicy - kora oblepiona podartymi zdjęciami kory, a zamiast liści, na sznurkach powycinane bardzo różne wizerunki liści z kolorowych magazynów. Brzmi dość zabawnie, ale widok przyprawił mnie jednak o ciarki
Gdy poddałem się i wzniosłem się wysoko ponad wszystkim, zauważyłem że za około 10ciami stopniowanymi wałami tego przepychu pojedynczy wielki mur odgradza mieszkańców od oceanu neonów miasta złożonego wyłącznie z kasyn, burdeli i lombardów, rozciągającego się poza zasięg mojego widzenia ze stratosfery
Ale niestety chyba już za późno, bo im dalej leciałem, tym sen uporczywie kontynuował własną wizję tego miasta - przekornie budynki były z marmuru i złota a każdy element pokryty był toną barokowych zdobień w tematyce dewocjonaliów. Każdy płot, samochód i chodnik upstrzony drobiazgowymi zawijasami, figureczkami typu szukające czegoś aniołki, berłami na kształt monstrancji i tym podobne. Starania opuszczenia miasta spełzały na niczym, bo za monstrualnymi zdobionymi bramami znajdowałem tylko zejście z jednego wału, prosto w kolejny groteskowo-bogaty kościelny kompleks, położony niżej, na kształt jasnej góry. Co jakiś czas mijałem właśnie ogromne rzeźby z turkusowej blachy mające upodabniać się do tych ze stacji krzyżowej, ale z modyfikacjami - np Człowiek w hełmie legionisty, wznoszący włócznię zakończoną krzyżem, za kierownicą Bentleya z dwoma niewiastami na tylnym siedzeniu. W końcu po długim locie i uporczywym powtarzaniu na głos synonimów drewna trafiłem na bank, który z bliska okazał się składać z bardzo licznych i drobnych drewnianych i dyktowych sztachetek. Wzniosłem się nad nim i poczułem sukces - trafiłem do dzielnicy biedoty, gdzie z góry każdy budynek przypominał gnijącą szopę pokrytą papą. Na złość jednak gdy podleciałem pozwiedzać, oczywiście okazało się, że są to makiety, zbudowane z cegieł albo plastiku, całe konstrukcje przewracały się przy mocnym pchnięciu
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie drzewo w tej dzielnicy - kora oblepiona podartymi zdjęciami kory, a zamiast liści, na sznurkach powycinane bardzo różne wizerunki liści z kolorowych magazynów. Brzmi dość zabawnie, ale widok przyprawił mnie jednak o ciarki
Gdy poddałem się i wzniosłem się wysoko ponad wszystkim, zauważyłem że za około 10ciami stopniowanymi wałami tego przepychu pojedynczy wielki mur odgradza mieszkańców od oceanu neonów miasta złożonego wyłącznie z kasyn, burdeli i lombardów, rozciągającego się poza zasięg mojego widzenia ze stratosfery





