18-01-2016, 09:02
Skojarzenie z filmem "Iluzja/Now you see me, now you not".
Pierwsze sceny to występ z początku filmu wraz z teleportem do banku.
Potem sam przyjmuje na siebie rolę magika/sztukmistrza. W niewielkim pokoiku wyłożonym kafelkami mam zmaterializować kogoś. Obchodzę wszystkie ściany i chcę pokazać, że nie ma tu żadnych ukrytych drzwi. Opukując jedną z ścian odnajduje drzwi(głuchy odgłos). Na początku te drzwi są zamknięte i nie mogę dostać się do środka. Po kilku chwilach (zgodnie z regułą snów) drzwi odnajduję na każdej ze ścian. Prowadzą do niedużych pomieszczeń typu kuchnia czy toaleta. Ascetyczna, jednolita i jasna atmosfera.
Przygotowuję się do występu. Oglądam pomieszczenia/klatkę za kulisami w którym ma stać 9 osób. Kręcę się trochę po okolicy i w pomieszczeniu obok znajduję płaczącą kobietę/nastolatkę, której zmarł chłopak. W głowie pojawia mi się myśl, by jej pomóc. W zamian ona zagra dla mnie na pianinie lub organach przy występie. Proponuję jej, że zwrócę jej chłopaka jeśli dla mnie zagra.
Pędzę na małym wagoniku po torach, ze mną jest nastolatka. Jedziemy bardzo szybko, na pytanie czy nie za szybko, odpowiadam jej, że umiem kontrolować wagonik i dzięki moim umiejętnościom (przewidywanie przyszłości) dotrzemy na miejsce cało i szybko. Docieramy do końca torów - przed sobą widzę betonowo-drewniany stoper. Wysiadam i schodzę po pokrytym zieloną trawą nasypie. Dolna część to również kilka metrów trawy, pojedyncze drzewa i ruchliwa ulica przy blokach mieszkalnych. Na dole pojawia się policjant i kilku gapiów. Rozgrzebuję piętą dziurę w ziemi, przybiega z tyłu pies i zaczyna węszyć w około wypełnionych wodą dziur. W jednej z nich pojawia się ciemny wypolerowany kamień o kształcie czaszki (moje skojarzenia biegną - czymś trzeba policjanta odciągnąć, niech znajdzie coś w okolicy, co może zainteresować policjanta, czaszka/zwłoki, nie chcę być taki mroczny).
Wracając do wagonika u podnóża nasypu w dziurze znajduję błyszczące coś. To kółka na złocistym kształtowniku, do zamocowania do wózka scenicznego. Cieszy nie to. Wspinając się po nasypie trafiam na kilkanaście takich kształtowników, z których da się zbudować rusztowanie. Waham się czy zabrać tylko kółka czy całość - może mi nie starczyć miejsca w wózku.
Wracamy wagonikiem, jest załadowany rusztowaniami. Z lewej strony mały płotek, a za nim ulica. Poczucie jak przejazd tramwajem przez park. Obawiam się czy mijanie drzewa nie zahaczą o wystające elementy i - jak na życzenie - drzewa się pojawiają jak na życzenie. Raz z prawej strony, raz z lewej. Mijam je bez problemu.
Zatrzymujemy się przy budynku dworcowym. To mała stacyjka. Wychodzę z jej wnętrza, moja towarzyszka chce wysłać kurierem nasz ładunek (zapakowany w srebrną folię). Odrzucam ten pomysł - zajmie za dużo czasu. Wsiadamy na wagonik i ruszamy w drogę. Tym razem jest on załadowany dużo zgrabniej i nic nie wystaje, a jedzie się przyjemniej.
Znajduję się przy klatce za kulisami. Ochrona wykorzystała ją do przechowania tutaj złapanych rozrabiaków. Jestem zły, każe ją opróżnić, tak by tylko 9 zastało - teraz jest ich co najmniej 30, nawet 35.
Podchodzę do każdej z tej 9 i podaję im do rąk mała kulkę z bursztynowym paskiem na środku. Zaciskam dłonie na tej kulce i ładuję ją. Mówię im, ze bez ich pomocy i tych kulek to tam na scenie wszystko wyleci w powietrze. Przy przedostatniej osobie (kobieta) kulka jarzy się na tym pasku. Uśmiecham się i przy ostatniej osobie bardziej się skupiam ładując ją w rękach.
Idę do pokoiku na przeciwko. Zabieram ze sobą nastolatkę. Pokój wypełniony jest ludźmi (przypomina to spotkanie rodzinne lub pokój dzienny w jakimś ośrodku). Zaczynam od przywrócenia do życia chłopaka nastolatki (o imieniu ksylitol?). Na wózku z rurek (by było widać, że nic pod spodem nie ma) narzucam tkaninę, kładę pod nią na blat kamyk.
Idę korytarzem za kulisami ubrany w majtki i podkoszulkę. Idę pod prąd tłumowi ludzi ubranych w ciemne kurtki. Docieram do korytarza prowadzącego w lewo, gdzie wypatruję owego sprowadzonego chłopaka.
Wracam i mówię do towarzyszących mi osób (jest tam jedna dziewczyna), by przypominały tej nastolatce o tym, że ma tydzień by się z nim pożegnać i by się rozstali jak najbardziej pogodzeni z tym co się dzieje.
Jestem w pokoju i chcę spełniać życzenia i pragnienia osób tam przebywających. Zwracam się do mojej cioci (ortodoksyjnej chrześcijanki)
Pierwsze sceny to występ z początku filmu wraz z teleportem do banku.
Potem sam przyjmuje na siebie rolę magika/sztukmistrza. W niewielkim pokoiku wyłożonym kafelkami mam zmaterializować kogoś. Obchodzę wszystkie ściany i chcę pokazać, że nie ma tu żadnych ukrytych drzwi. Opukując jedną z ścian odnajduje drzwi(głuchy odgłos). Na początku te drzwi są zamknięte i nie mogę dostać się do środka. Po kilku chwilach (zgodnie z regułą snów) drzwi odnajduję na każdej ze ścian. Prowadzą do niedużych pomieszczeń typu kuchnia czy toaleta. Ascetyczna, jednolita i jasna atmosfera.
Przygotowuję się do występu. Oglądam pomieszczenia/klatkę za kulisami w którym ma stać 9 osób. Kręcę się trochę po okolicy i w pomieszczeniu obok znajduję płaczącą kobietę/nastolatkę, której zmarł chłopak. W głowie pojawia mi się myśl, by jej pomóc. W zamian ona zagra dla mnie na pianinie lub organach przy występie. Proponuję jej, że zwrócę jej chłopaka jeśli dla mnie zagra.
Pędzę na małym wagoniku po torach, ze mną jest nastolatka. Jedziemy bardzo szybko, na pytanie czy nie za szybko, odpowiadam jej, że umiem kontrolować wagonik i dzięki moim umiejętnościom (przewidywanie przyszłości) dotrzemy na miejsce cało i szybko. Docieramy do końca torów - przed sobą widzę betonowo-drewniany stoper. Wysiadam i schodzę po pokrytym zieloną trawą nasypie. Dolna część to również kilka metrów trawy, pojedyncze drzewa i ruchliwa ulica przy blokach mieszkalnych. Na dole pojawia się policjant i kilku gapiów. Rozgrzebuję piętą dziurę w ziemi, przybiega z tyłu pies i zaczyna węszyć w około wypełnionych wodą dziur. W jednej z nich pojawia się ciemny wypolerowany kamień o kształcie czaszki (moje skojarzenia biegną - czymś trzeba policjanta odciągnąć, niech znajdzie coś w okolicy, co może zainteresować policjanta, czaszka/zwłoki, nie chcę być taki mroczny).
Wracając do wagonika u podnóża nasypu w dziurze znajduję błyszczące coś. To kółka na złocistym kształtowniku, do zamocowania do wózka scenicznego. Cieszy nie to. Wspinając się po nasypie trafiam na kilkanaście takich kształtowników, z których da się zbudować rusztowanie. Waham się czy zabrać tylko kółka czy całość - może mi nie starczyć miejsca w wózku.
Wracamy wagonikiem, jest załadowany rusztowaniami. Z lewej strony mały płotek, a za nim ulica. Poczucie jak przejazd tramwajem przez park. Obawiam się czy mijanie drzewa nie zahaczą o wystające elementy i - jak na życzenie - drzewa się pojawiają jak na życzenie. Raz z prawej strony, raz z lewej. Mijam je bez problemu.
Zatrzymujemy się przy budynku dworcowym. To mała stacyjka. Wychodzę z jej wnętrza, moja towarzyszka chce wysłać kurierem nasz ładunek (zapakowany w srebrną folię). Odrzucam ten pomysł - zajmie za dużo czasu. Wsiadamy na wagonik i ruszamy w drogę. Tym razem jest on załadowany dużo zgrabniej i nic nie wystaje, a jedzie się przyjemniej.
Znajduję się przy klatce za kulisami. Ochrona wykorzystała ją do przechowania tutaj złapanych rozrabiaków. Jestem zły, każe ją opróżnić, tak by tylko 9 zastało - teraz jest ich co najmniej 30, nawet 35.
Podchodzę do każdej z tej 9 i podaję im do rąk mała kulkę z bursztynowym paskiem na środku. Zaciskam dłonie na tej kulce i ładuję ją. Mówię im, ze bez ich pomocy i tych kulek to tam na scenie wszystko wyleci w powietrze. Przy przedostatniej osobie (kobieta) kulka jarzy się na tym pasku. Uśmiecham się i przy ostatniej osobie bardziej się skupiam ładując ją w rękach.
Idę do pokoiku na przeciwko. Zabieram ze sobą nastolatkę. Pokój wypełniony jest ludźmi (przypomina to spotkanie rodzinne lub pokój dzienny w jakimś ośrodku). Zaczynam od przywrócenia do życia chłopaka nastolatki (o imieniu ksylitol?). Na wózku z rurek (by było widać, że nic pod spodem nie ma) narzucam tkaninę, kładę pod nią na blat kamyk.
Idę korytarzem za kulisami ubrany w majtki i podkoszulkę. Idę pod prąd tłumowi ludzi ubranych w ciemne kurtki. Docieram do korytarza prowadzącego w lewo, gdzie wypatruję owego sprowadzonego chłopaka.
Wracam i mówię do towarzyszących mi osób (jest tam jedna dziewczyna), by przypominały tej nastolatce o tym, że ma tydzień by się z nim pożegnać i by się rozstali jak najbardziej pogodzeni z tym co się dzieje.
Jestem w pokoju i chcę spełniać życzenia i pragnienia osób tam przebywających. Zwracam się do mojej cioci (ortodoksyjnej chrześcijanki)
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.





