13-12-2015, 23:08
Jasno, pozytywnie. Jestem w pracy (korporacja). Mam spotkanie z kobietą z HR czy psycholog. Mówi, że wezmę udział w pewnym projekcie/zadaniu.
Najpierw mam krótką przebitkę, jakby przebijanie się przez zwały mięsa. 'Wiem', że tego etapu nie powinienem pamiętać, coś jakby przebitki od ciała.
Następny etap pełen jest niesamowicie pozytywnych emocji. Radość, swoboda, poczucie siły, miłość - wszystko bardzo intensywne. Razem z kobietą lub dziewczynką (nie jestem w stanie określić swojego wieku na tym etapie) idziemy mając po prawej zbocze porośniętego zieloną trawą i drzewami wału przeciwpowodziowego, a po prawej drucianego płotu.
Wybudzam się i ponownie jest ze mną ta kobieta (wiem, że jest, ale jej nie widzę). Bardzo mnie ten proces zafascynował. Chce się dowiedzieć więcej, chcę wysłać do niej mail z pytaniem o szczegóły. Pojawia się przede mną okienka nowego maila i zaczynam wpisywać jej dane, po pierwszej literze następuje zmiana.
-----
Sen z następnęgo dnia
-----
Wsiadam do tramwaju który rusza ze stacji końcowej w mocno zielonej i spokojnej części miasta. Po kilku metrach wnętrze tramwaju zmienia się we wnętrze autokaru wycieczkowego, a ja odczuwam atmosferę szkolnej wycieczki z podstawówki. To sprawia, że na miejscach obok pojawiają się moi rówieśnicy z podstawówki.
Tramwaj mija kolejny przystanek. Przez okno po prawej stronie dostrzegam długi trawnik i krzewy. Skojarzenie - przerwa na sikanie.
Tym razem znajduje się z tyłu tramwaju i leże przy mojej szkolnej miłości. Nieśmiało, a potem z coraz większą ufnością kładzie się na moim ramieniu i zasypia. (to chyba przebitka z rzeczywistości, gdzie moja Żona śpi tak samo z tymi samymi uczuciami).
Wchodzimy razem do budynku (jest tam gdzie były te krzewy). Przebitka na szkołę, korytarz podstawówki na najwyższym piętrze. (skojarzenie z 'Old lady teaches klingon'/Learn Klingon Commercial na YT). Starsza pani stoi nad jednym uczniem i z pasją w uniesieniu karci go wykrzykując coś po klingońsku. Ten uczeń zamienia się w moją towarzyszkę, która z pokorą znosi jej przyganę. Zaczynam mówić ostro i zdecydowanie po klingońsku do starszej pani, by ta uważała do kogo mówi. Jest w tym świadomość swojej siły i pewność moich umiejętności, a także chęć wzbudzenia w towarzyszce jej umiejętności (jest jakby zapomnianą lub niepewną swojej pozycji klingonką). Towarzyszka zaczyna odpowiadać zdecydowanie starszej pani.
Przebitka. Wchodzę do niedużego sklepiku z japońskim sprzedawcą. Jest to równocześnie typowo japońskie mieszkanie (z papierowymi ścianami). Zwracam się do mężczyzny po japońsku odnosząc się do jego córki, która wiele osiągnęła i powinien być z niej dumny. Że może jej pozwolić wrócić?
(Obie sceny mają ten sam sens i wydźwięk - spełnienie wymagań i oczekiwań czegoś obcego?).
Wychodzę do korytarza w budynku przy krzewach (dwa akapity wyżej). Mam na sobie strój japoński (keikogi) i dwa dziwaczne, ciemne wachlarze z piórami lub frędzlami w rękach. Przeciwko mnie idzie jakiś szermierz (znów wszystko w obszarze 'wiem' a nie widzę).
Jestem na zewnątrz. Naprzeciwko mam wysoką kamienną bramę z otwartymi metalowymi drzwiami. Wychodzą z nich dwie ubrane na niebiesko japońskie kobiety. W jednej z nich widzę swoją towarzyszkę, która w zrozumiała kim jest i przyjęła na siebie swoje przeznaczenie? swoją przeszłość? swoje umiejętności?
Wchodzę do bramy i znajduję się wewnątrz kamiennej katedry? Sali zamkowej? Naprzeciwko mnie idzie ktoś wielki (ogr? super behemot z Fallouta?) Nie chce stawiać mu czoła, szybko zmykam w prawo za filar. Mam wrażenie, że ten ktoś za mną podąża, wdrapuję się na górę filara. Nadal za mną podąża (nie widzę go, to uczucie), przeskakuję na drugi filar wprost i wdrapuję się do góry. Następnie obracam się i przeskakuje na filar z lewej, po czym zeskakuje na dół. Wychodzę przez bramę naprzeciwko i stoją na słonecznych schodach z dwiema osobami.
PS: Oba sny nastąpiły po dniach w których zakończyłem kilka zadań (kafelki w łazience, obiad i ciasto, etc). Tutaj upatruje ich pozytywnego wydźwięku i intensywności - wiara we własne siły oraz uwolnienie od wiszących 'otwartych pętli'.
Najpierw mam krótką przebitkę, jakby przebijanie się przez zwały mięsa. 'Wiem', że tego etapu nie powinienem pamiętać, coś jakby przebitki od ciała.
Następny etap pełen jest niesamowicie pozytywnych emocji. Radość, swoboda, poczucie siły, miłość - wszystko bardzo intensywne. Razem z kobietą lub dziewczynką (nie jestem w stanie określić swojego wieku na tym etapie) idziemy mając po prawej zbocze porośniętego zieloną trawą i drzewami wału przeciwpowodziowego, a po prawej drucianego płotu.
Wybudzam się i ponownie jest ze mną ta kobieta (wiem, że jest, ale jej nie widzę). Bardzo mnie ten proces zafascynował. Chce się dowiedzieć więcej, chcę wysłać do niej mail z pytaniem o szczegóły. Pojawia się przede mną okienka nowego maila i zaczynam wpisywać jej dane, po pierwszej literze następuje zmiana.
-----
Sen z następnęgo dnia
-----
Wsiadam do tramwaju który rusza ze stacji końcowej w mocno zielonej i spokojnej części miasta. Po kilku metrach wnętrze tramwaju zmienia się we wnętrze autokaru wycieczkowego, a ja odczuwam atmosferę szkolnej wycieczki z podstawówki. To sprawia, że na miejscach obok pojawiają się moi rówieśnicy z podstawówki.
Tramwaj mija kolejny przystanek. Przez okno po prawej stronie dostrzegam długi trawnik i krzewy. Skojarzenie - przerwa na sikanie.
Tym razem znajduje się z tyłu tramwaju i leże przy mojej szkolnej miłości. Nieśmiało, a potem z coraz większą ufnością kładzie się na moim ramieniu i zasypia. (to chyba przebitka z rzeczywistości, gdzie moja Żona śpi tak samo z tymi samymi uczuciami).
Wchodzimy razem do budynku (jest tam gdzie były te krzewy). Przebitka na szkołę, korytarz podstawówki na najwyższym piętrze. (skojarzenie z 'Old lady teaches klingon'/Learn Klingon Commercial na YT). Starsza pani stoi nad jednym uczniem i z pasją w uniesieniu karci go wykrzykując coś po klingońsku. Ten uczeń zamienia się w moją towarzyszkę, która z pokorą znosi jej przyganę. Zaczynam mówić ostro i zdecydowanie po klingońsku do starszej pani, by ta uważała do kogo mówi. Jest w tym świadomość swojej siły i pewność moich umiejętności, a także chęć wzbudzenia w towarzyszce jej umiejętności (jest jakby zapomnianą lub niepewną swojej pozycji klingonką). Towarzyszka zaczyna odpowiadać zdecydowanie starszej pani.
Przebitka. Wchodzę do niedużego sklepiku z japońskim sprzedawcą. Jest to równocześnie typowo japońskie mieszkanie (z papierowymi ścianami). Zwracam się do mężczyzny po japońsku odnosząc się do jego córki, która wiele osiągnęła i powinien być z niej dumny. Że może jej pozwolić wrócić?
(Obie sceny mają ten sam sens i wydźwięk - spełnienie wymagań i oczekiwań czegoś obcego?).
Wychodzę do korytarza w budynku przy krzewach (dwa akapity wyżej). Mam na sobie strój japoński (keikogi) i dwa dziwaczne, ciemne wachlarze z piórami lub frędzlami w rękach. Przeciwko mnie idzie jakiś szermierz (znów wszystko w obszarze 'wiem' a nie widzę).
Jestem na zewnątrz. Naprzeciwko mam wysoką kamienną bramę z otwartymi metalowymi drzwiami. Wychodzą z nich dwie ubrane na niebiesko japońskie kobiety. W jednej z nich widzę swoją towarzyszkę, która w zrozumiała kim jest i przyjęła na siebie swoje przeznaczenie? swoją przeszłość? swoje umiejętności?
Wchodzę do bramy i znajduję się wewnątrz kamiennej katedry? Sali zamkowej? Naprzeciwko mnie idzie ktoś wielki (ogr? super behemot z Fallouta?) Nie chce stawiać mu czoła, szybko zmykam w prawo za filar. Mam wrażenie, że ten ktoś za mną podąża, wdrapuję się na górę filara. Nadal za mną podąża (nie widzę go, to uczucie), przeskakuję na drugi filar wprost i wdrapuję się do góry. Następnie obracam się i przeskakuje na filar z lewej, po czym zeskakuje na dół. Wychodzę przez bramę naprzeciwko i stoją na słonecznych schodach z dwiema osobami.
PS: Oba sny nastąpiły po dniach w których zakończyłem kilka zadań (kafelki w łazience, obiad i ciasto, etc). Tutaj upatruje ich pozytywnego wydźwięku i intensywności - wiara we własne siły oraz uwolnienie od wiszących 'otwartych pętli'.
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.





