25-11-2015, 01:45
Jasny dzień.
Jestem za granicą w Szwajcarii. Obserwuję kolegę Pawła L. (z pracy), który pracuje w innym miejscu i zawodzie podejmując się różnych zadań by dorobić. Podziwiam go za to i zazdroszczę mu, że po etatowej pracy ma siły na dalszą.
Paweł pojawia się u mojego boku i zabiera mnie do azjatyckiej restauracji, gdzie pracuje jako kelner. Proponuję moją osobę do pracy. Właściciel odpowiada, że nie przyjmie mnie, nie ma miejsc. Paweł odpowiada, że on się zwalnia i ja mam wejść na jego miejsce.
-----
Jasny dzień. Szwajcaria. Dowiaduję się, że mam tu dwa mieszkania (spadek? majątek?). Nie były odwiedzane od dawna i nie wiem w jakim są stanie. Nawet nie wiem czy przynoszą dochód - czuję, że pewnie ledwie się zwracają. Co więcej, pojawia się myśl, że nie został zapłacony podatek za te mieszkania za ostatni rok. Zrezygnowany i pogodzony próbuję ułożyć plan jak zapłacić go - ile miesięcy, kiedy i jakie kwoty płacić, by pozbyć się długu.
Idę bezludną, opuszczoną ulicą w słoneczny dzień. Z prawej dostrzegam blok i skojarzenie, że tutaj na górze mam jedno z mieszkań.
Stoję przed drzwiami do mieszkania. Wchodzę i oglądam je. Pierwotnie wydaje się małe, potem dostrzegam wewnętrzny taras, duży salon.
Myśl - to mieszkanie jest większe niż mi się wydaje. Pojawia się kobieta, taka typowa polska gospodyni w niebieskim fartuchu. Mówi, że mieszkanie przynosi coś ponad 3k. Zdaję sobie sprawę, że to więcej niż się spodziewałem. Dodatkowo pojawia się myśl o wielkości mieszkania - to ponad 100m, jeśli nie 200. (skojarzenie z moim 70m)
Korytarz jest zastawiony na środku drewnianymi kozłami i drabinami oraz wiszącymi z góry kablami. Pojawia się mężczyzna dłubiący coś przy elektryce. Wspominam mu, że swoją w domu wykonałem sam i tutaj też mogę to zrobić (chyba bardziej mówię to bo taka praca sprawi mi przyjemność niż chęć zaoszczędzenia).
Jestem za granicą w Szwajcarii. Obserwuję kolegę Pawła L. (z pracy), który pracuje w innym miejscu i zawodzie podejmując się różnych zadań by dorobić. Podziwiam go za to i zazdroszczę mu, że po etatowej pracy ma siły na dalszą.
Paweł pojawia się u mojego boku i zabiera mnie do azjatyckiej restauracji, gdzie pracuje jako kelner. Proponuję moją osobę do pracy. Właściciel odpowiada, że nie przyjmie mnie, nie ma miejsc. Paweł odpowiada, że on się zwalnia i ja mam wejść na jego miejsce.
-----
Jasny dzień. Szwajcaria. Dowiaduję się, że mam tu dwa mieszkania (spadek? majątek?). Nie były odwiedzane od dawna i nie wiem w jakim są stanie. Nawet nie wiem czy przynoszą dochód - czuję, że pewnie ledwie się zwracają. Co więcej, pojawia się myśl, że nie został zapłacony podatek za te mieszkania za ostatni rok. Zrezygnowany i pogodzony próbuję ułożyć plan jak zapłacić go - ile miesięcy, kiedy i jakie kwoty płacić, by pozbyć się długu.
Idę bezludną, opuszczoną ulicą w słoneczny dzień. Z prawej dostrzegam blok i skojarzenie, że tutaj na górze mam jedno z mieszkań.
Stoję przed drzwiami do mieszkania. Wchodzę i oglądam je. Pierwotnie wydaje się małe, potem dostrzegam wewnętrzny taras, duży salon.
Myśl - to mieszkanie jest większe niż mi się wydaje. Pojawia się kobieta, taka typowa polska gospodyni w niebieskim fartuchu. Mówi, że mieszkanie przynosi coś ponad 3k. Zdaję sobie sprawę, że to więcej niż się spodziewałem. Dodatkowo pojawia się myśl o wielkości mieszkania - to ponad 100m, jeśli nie 200. (skojarzenie z moim 70m)
Korytarz jest zastawiony na środku drewnianymi kozłami i drabinami oraz wiszącymi z góry kablami. Pojawia się mężczyzna dłubiący coś przy elektryce. Wspominam mu, że swoją w domu wykonałem sam i tutaj też mogę to zrobić (chyba bardziej mówię to bo taka praca sprawi mi przyjemność niż chęć zaoszczędzenia).
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.





