14-10-2015, 21:09
Całkiem przyjemny drobiazgowy sen 
Sceneria była połączeniem plaży z chamskim klubem techno. Budynek kilkunastopiętrowy, jego parter stanowiło regularne morze z falami i bojami. Wodę ograniczała plaża upstrzona hordami pijanych i rozbawionych gości, z różnych miejsc na głębi morza sterczały klatki schodowe prowadzące na kolejne piętra. Wyglądało to tak, że nad morzem kolejne parkiety pięły się w górę jak piętrowy tort, bez ścian, z nagimi krętymi schodami. Z kolei brzegi na każdym piętrze mieściły tylko wąski obrąbek plaży, za którym pięła się wysoka na około 8 metrów skarpa, na której znowu z trudem tłoczyli się rezydenci wyższego piętra plaży. Bardzo ciekawa architektura, wszystko pokryte sufitem gdzieś bardzo wysoko. Próbowałem znaleźć ten szczyt i leciałem wzwyż mijając coraz bardziej klimatycznie ubrane zbiorowiska, lady zapełnione dziwacznymi trunkami i potrawami, futurystyczne konsolety i tony imprezowych odpadków, każde piętro mieniło się w różnej palecie barw a w tle słychać było stłumiony głęboki bas
. Ku mojemu zdziwieniu na najwyższym piętrze znalazłem chłodno wystrojony okrężny korytarz z biurkami i grubymi babami stęplującymi jakieś swoje ksera, usłyszałem, że " tu jest przychodnia ".
Gdy jednak przedostałem się drzwiami do patio wewnątrz tego okrąglaka piałem już z zachwytu, bo składało się ono z rzędów podwieszanych krzeseł przy biegnącej wzdłuż okrężnej ladzie , nad masywnym kłębowiskiem chmur, spomiędzy których dopatrzeć się można było zarysów miast, parków i szczytów górskich widzianych z bardzo wysoka. Nijak nie psaowało mi to jednak do architektonicznego planu tego budynku

Sceneria była połączeniem plaży z chamskim klubem techno. Budynek kilkunastopiętrowy, jego parter stanowiło regularne morze z falami i bojami. Wodę ograniczała plaża upstrzona hordami pijanych i rozbawionych gości, z różnych miejsc na głębi morza sterczały klatki schodowe prowadzące na kolejne piętra. Wyglądało to tak, że nad morzem kolejne parkiety pięły się w górę jak piętrowy tort, bez ścian, z nagimi krętymi schodami. Z kolei brzegi na każdym piętrze mieściły tylko wąski obrąbek plaży, za którym pięła się wysoka na około 8 metrów skarpa, na której znowu z trudem tłoczyli się rezydenci wyższego piętra plaży. Bardzo ciekawa architektura, wszystko pokryte sufitem gdzieś bardzo wysoko. Próbowałem znaleźć ten szczyt i leciałem wzwyż mijając coraz bardziej klimatycznie ubrane zbiorowiska, lady zapełnione dziwacznymi trunkami i potrawami, futurystyczne konsolety i tony imprezowych odpadków, każde piętro mieniło się w różnej palecie barw a w tle słychać było stłumiony głęboki bas
. Ku mojemu zdziwieniu na najwyższym piętrze znalazłem chłodno wystrojony okrężny korytarz z biurkami i grubymi babami stęplującymi jakieś swoje ksera, usłyszałem, że " tu jest przychodnia ". Gdy jednak przedostałem się drzwiami do patio wewnątrz tego okrąglaka piałem już z zachwytu, bo składało się ono z rzędów podwieszanych krzeseł przy biegnącej wzdłuż okrężnej ladzie , nad masywnym kłębowiskiem chmur, spomiędzy których dopatrzeć się można było zarysów miast, parków i szczytów górskich widzianych z bardzo wysoka. Nijak nie psaowało mi to jednak do architektonicznego planu tego budynku





