09-07-2015, 10:18
Sen #1: Byłem na polu, za moim domem. Znalazłem tam bacę. Pasł owce. Poczułem nagle chęć, na robienie tego samego. Teleportowałem się do Babci do Torunia i się jej pytam:
- Jak mogę paść owce?
- Musisz mieć pozwolenie od górali.
- A skąd mam wziąć górali?
- Musisz mieć pozwolenie od ludzi lasu, aby pójść w góry.
- A aby pójść do lasu, muszę mieć jakieś zezwolenie? - spytałem ironicznie
- Tak, od ludzi pola (rolników).
- Ok.
Teleportowałem się do swego pokoju. Wziąłem notes i długopis, aby ludzie wypisali mi zezwolenia. Jakoż, że żyłem na wsi, uznałem się za człowieka pola i poszedłem do lasu bez jakiegokolwiek pozwolenia. Po drodze spotkałem mamę, która się mnie spytała:
- Dokąd idziesz?
- Do ludzi w naszym lesie.
- Myślisz, że jakichś znajdziesz?
- No wiesz. Zgadni gdzie jesteśmy. Jesteśmy we śnie. A wiesz, czyj to sen? - po tym zdaniu postukałem się w głowę gestem salutującym, wskazując, że to mój sen.
Przy drzwiach wyjściowych wykorzystując kontrolę senną, rozpłynąłem je w powietrzu. Przeszedłem przez otwór. Było słońce. Pobiegłem do lasu. Po kilku minutach marszu doszedłem do wioski. Pierwszy był dom 10A. Miał dwoje drzwi i dwa dzwonki. Zadzwonilem do tego po lewej. Zaczęło padać. Była prawdziwa ulewa. Po chwili z drzwi wyjrzała ruda kobieta, w ciąży, z podpartą laską. Gestem pokazała, bym wchodził.
- Czego chcesz? - spytała
- Chcę... - pomyślałem, przecież nie będę pytał od razu o pozwolenie - poznać nowych sąsiadów.
- Nowych?
- Nom.
Nagle, przez drzwi przeszła staruszka. Podeszła do kobiety i zaczęły rozmawiać o bękarcie, które jest teraz w brzuchu rudowłosej. Aby nie podsłuchiwać, teleportowałem się znów do domu Babci w Toruniu, tam obmyśliłem plan, aby zdobyć pozwolenie. Wrócę tam do domu, przeproszę, że uciekłem i powiem, że mam ważną sprawę.
Sen #2: Z matką uczestniczyłem w mini-sennej-grze, aby zabić jak najwięcej robali. Skolopendra owinęła mi się wokół mego ucha, ale zdążyłem ją zabić, zanim mi zabrała HP.
- Jak mogę paść owce?
- Musisz mieć pozwolenie od górali.
- A skąd mam wziąć górali?
- Musisz mieć pozwolenie od ludzi lasu, aby pójść w góry.
- A aby pójść do lasu, muszę mieć jakieś zezwolenie? - spytałem ironicznie
- Tak, od ludzi pola (rolników).
- Ok.
Teleportowałem się do swego pokoju. Wziąłem notes i długopis, aby ludzie wypisali mi zezwolenia. Jakoż, że żyłem na wsi, uznałem się za człowieka pola i poszedłem do lasu bez jakiegokolwiek pozwolenia. Po drodze spotkałem mamę, która się mnie spytała:
- Dokąd idziesz?
- Do ludzi w naszym lesie.
- Myślisz, że jakichś znajdziesz?
- No wiesz. Zgadni gdzie jesteśmy. Jesteśmy we śnie. A wiesz, czyj to sen? - po tym zdaniu postukałem się w głowę gestem salutującym, wskazując, że to mój sen.
Przy drzwiach wyjściowych wykorzystując kontrolę senną, rozpłynąłem je w powietrzu. Przeszedłem przez otwór. Było słońce. Pobiegłem do lasu. Po kilku minutach marszu doszedłem do wioski. Pierwszy był dom 10A. Miał dwoje drzwi i dwa dzwonki. Zadzwonilem do tego po lewej. Zaczęło padać. Była prawdziwa ulewa. Po chwili z drzwi wyjrzała ruda kobieta, w ciąży, z podpartą laską. Gestem pokazała, bym wchodził.
- Czego chcesz? - spytała
- Chcę... - pomyślałem, przecież nie będę pytał od razu o pozwolenie - poznać nowych sąsiadów.
- Nowych?
- Nom.
Nagle, przez drzwi przeszła staruszka. Podeszła do kobiety i zaczęły rozmawiać o bękarcie, które jest teraz w brzuchu rudowłosej. Aby nie podsłuchiwać, teleportowałem się znów do domu Babci w Toruniu, tam obmyśliłem plan, aby zdobyć pozwolenie. Wrócę tam do domu, przeproszę, że uciekłem i powiem, że mam ważną sprawę.
Sen #2: Z matką uczestniczyłem w mini-sennej-grze, aby zabić jak najwięcej robali. Skolopendra owinęła mi się wokół mego ucha, ale zdążyłem ją zabić, zanim mi zabrała HP.





