20-06-2015, 09:58
Uświadomiłem sobie podczas LD, że w sumie doznaję cały czas pięknych widoków i dźwiekow, ale nie bawią mnie jak wcześniej, bo oczekuję więcej i więcej. Latałem przez ogrody z nienaturalnie wielkimi kwiatami, wysoko nad futurystycznymi miastami, ale ciągle było mi mało. Kontrola była perfekcyjna, co dziwne sen robił wsyzstko, żeby mnie w niej wspomóc! W każdym pomieszczeniu pełno otwartych okien, nic nigdzie nie zasłaniało. W końcu chyba tym marudzeniem udało mi się sprowokować wizję. Zacząłem tracić kontrolę nad torem lotu, zrobiło się głośno, otoczenie zaczęło intensywnie się poruszać. Ujrzałem pole rzadko usiane wielkimi dziwacznymi strukturami, posiadały szerokie stalowe kapelusze ze stzelającymi w niebo smukłymi elementami, oparte na wąskiej, słupowatej podstawie, nie miały zwartej faktury, a raczej wykonane z sieci metalowych elementów, jak słupy elektryczne czy stelaże budownicze. Wkrótce nad całością rozpętała się ogromna burza, niebo zapełniło się błyskającymi ceglastoczerwonymi chmurami, z których wiatr wywiewał piasek tego koloru. Chmury układały się koncentrycznie nad jedną z tych struktur, większej, o kolistym kształcie, z której odbijały liczne grube łańcuchy ślepo kończące się w niebie, ale stabilnie wiszące nad ziemią.
Następnie, gdy świadomość trochę upadła, przeniosło mnie do jakiegoś ogromnego akwenu wodnego. Ruchy różnych mechanizmów, statków a nawet zwykłych pływaków, wzbudzały w wodzie ogromne fale, wielkości słonia, zwracałem wtedy uwagę na to, jak pięknie działa fizyka burzliwego przepływu cieczy i dynamicznych zderzeń strumieni. Co jednak najciekawsze, nie byłem adekwatnie zachwycony, bo w głowie miałem konfabulację, że na pewnych wakacjach na jawie, w sztormie, ogłądałem fale wielkości domów ! Obraz tej fali utrzymywał się w głowie w postaci reminescencji i pamiętam go także teraz
To zabawne, że w efekcie obudziłem się z dumą i pamięcią majestatycznej rzeczy, mimo że ani na jawie ani we śnie jej nie przeżywałem
Następnie, gdy świadomość trochę upadła, przeniosło mnie do jakiegoś ogromnego akwenu wodnego. Ruchy różnych mechanizmów, statków a nawet zwykłych pływaków, wzbudzały w wodzie ogromne fale, wielkości słonia, zwracałem wtedy uwagę na to, jak pięknie działa fizyka burzliwego przepływu cieczy i dynamicznych zderzeń strumieni. Co jednak najciekawsze, nie byłem adekwatnie zachwycony, bo w głowie miałem konfabulację, że na pewnych wakacjach na jawie, w sztormie, ogłądałem fale wielkości domów ! Obraz tej fali utrzymywał się w głowie w postaci reminescencji i pamiętam go także teraz
To zabawne, że w efekcie obudziłem się z dumą i pamięcią majestatycznej rzeczy, mimo że ani na jawie ani we śnie jej nie przeżywałem





