07-05-2015, 12:04
06.05.2015
--- To nie są ludzie... ---
Najstraszniejszy sen od wielu lat... Przy okazji na 90% obudziłem się z paraliżem, przez co miałem dziwaczne omamy związane z FA. Super

Jestem w chacie na jakimś odludziu, patrzę przez brudne okno, obserwując słońce znikające za granicą lasu. Gdy robi się ciemno, zaczynam chodzić w tę i z powrotem po izbie, oświetlonej jedynie blaskiem świec. Na krześle przy stole siedzi moja mama, tuląc do piersi małe dziecko. Śpiewa przy tym dziwnie znajomą piosenkę... Której teraz nie jestem w stanie sobie przypomnieć.
W pewnym momencie gubię się (xD) wśród szafek, krzeseł, skrzyń i wszystkiego innego, czym zawalone jest wnętrze chaty. Chodzę wręcz po omacku, aż wreszcie wracam do stołu... Przy którym widzę małe dziecko z odciętą głową! Mama stoi nad nim, jej twarz jest biała a oczy całkowicie czarne... Nagle leżę na łóżku w rogu izby, a ona siedzi obok mnie, i czuję, jakby jakaś siła wgniatała mnie pod ziemię.
Teraz dzieje się dziwna rzecz. Nie wiem, czy to był prawdziwy przebłysk świadomości, ale mówię sobie: "To sen, chcę się znaleźć gdzie indziej". W tym momencie przenoszę się nagle do swojego starego mieszkania na 7 piętrze. Jest tam oprócz mnie parę osób (w tym babcia). Jest chyba jakaś uroczystość, jedzą ciasto. Babcia bez przerwy mówi o maturze, i o tym, jak się mną przejmuje. Oczywiście doprowadza mnie to do szału, więc mówię jej: "Cicho bądź, i tak nie jesteś prawdziwa."
Babcia rzeczywiście milknie, ale nagle zauważam coś dziwnego. Choć na pierwszy rzut oka wszystko jest z nią w porządku, widzę, że siedzi w nienaturalnej pozycji, jest dziwnie powykrzywiana i z każdą chwilą zmienia się wyraz jej twarzy... Coś w jej wyglądzie mnie przeraża, tak więc wmawiam sobie, że chcę się obudzić.
I teraz najlepsze. Momentalnie całe otoczenie rozmywa się, zamienia w szaro-czarne smugi, jak atrament wlany do szklanki z wodą. Babcia i pozostałe osoby (chyba 3) zmieniają się nie do poznania... Teraz są to wychudłe, wysokie postacie o opalizująco czarnej skórze, stoją nade mną bez ruchu. Nawet nie jestem pewien, czy widziałem ich ręce i nogi, ale na pewno mieli głowy - małe i pozbawione oczu. Ogarnia mnie kompletny strach, dociera do mnie że tak właśnie wyglądają naprawdę postacie w snach.
Orientuję się, że leżę u siebie w łóżku. Nie próbuję się ruszyć, bo pamiętam, że nie wolno tego robić podczas paraliżu. Staram się też nie patrzeć na ciemne postacie, więc zwracam wzrok za okno, skupiam się na prześwitującym przez rolety świetle latarni...
Z tym, że za moim oknem nie ma żadnej latarni o.O
Z każdą chwilą światło staje się coraz większe i jaśniejsze, w końcu zalewa całe moje pole widzenia. Dopiero po dłuższej chwili okazuje się, że już się obudziłem (naprawdę) i ta jasność to po prostu światło słoneczne przebijające się przez moje zamknięte powieki.
Krótko mówiąc, schiza jakiej jeszcze nie było

Na dokładkę wiersz zainspirowany powyższym snem:
Zaszło słońce, słowik umilkł,
Światło już się mroczy.
Księżyc wpełza zza okiennic,
Sypie piaskiem w oczy.
Coś dobija się do okien,
Raz za razem, stuka.
Czy to wiatr? To wiatr, mamusiu?
Może przyszła buka!
Czemu, czemu nie odpowiesz?
Czemu się uśmiechasz?
Dłonie zimne masz jak metal,
Twarz białą jak z mleka.
Przytul mnie, mamusiu, przytul,
Tak właśnie, jak miło...
Oby tylko to stukanie
Mi się nie przyśniło...
Czemu ściskasz coraz mocniej,
Palce w gardło wbijasz?
Czemu, mamo, powiedz, czemu
Krew mi z gardła spijasz?
Zaszło słońce, słowik umilkł,
Światło już się mroczy,
Noc w swej szacie z gwiazd utkanej
W mroku przez wieś kroczy.
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536





