05-05-2015, 12:34
Ostatnio mało piszę i będę nadal pisał mało, gdyż własnie mam matury... I trza się uczyć zamiast przesiadywać na Internetach i wypisywać dziesiątki stron snów
Ale akurat mam trochę czasu, więc opiszę to, co śniło mi się przez parę ostatnich dni. Mam nadzieję, że lektura będzie miła, bo ostatnio mam naprawdę niezłe schizy... 
Gram w Assassin's Creed, widzę i czuję oczywiście to samo co bohater, po prostu wcieliłem się w postać z gry. Jest ciemna noc, łażę po ścianach budynków w jakimś mieście z licznymi kanałami, chyba Wenecji. Idę przez miasto, przeskakując z dachu na dach, aż wreszcie docieram do podnóża gigantycznej, wąskiej i wysokiej jak wrzeciono wieży z białego metalu. Wspinam się po niej, podpierając dłonie i stopy na malutkich szczebelkach, które wyglądają tak, jakby w każdej chwili miały się złamać pod moim ciężarem
Wreszcie docieram na szczyt (widok absolutnie nie dla osób z lękiem wysokości), przynajmniej 100 metrów nad ziemią. Jest tam mała platforma, na której siedzi Bronn z Gry o Tron (!). Własnie kończy coś jeść, wskazuje mi talerz z mięsem i ziemniakami, mówi, że to obiad dla mnie XD
Jestem w swojej starej szkole, mam na sobie biały garnitur. Jeden z kolegów cały czas ma katar, gdy wysmarkuje się w chusteczkę, widzę na niej mnóstwo krwi... Następnie wręcza mi tą własnie chusteczkę, a ja chowam ją do kieszeni
i chodzę tak z nią przez resztę dnia.
Następnie razem z tym samym kolegą idę ścieżką dookoła swojego osiedla. W pewnym momencie zauważamy wielkie jak słoneczniki, czerwone kwiaty. Stwierdzamy, że to muszą być lilie. Gdy podchodzimy bliżej, dostrzegamy latające między kwiatami kolibry. Śpiewają tak pięknie (do teraz pamiętam z grubsza melodię), że stoimy we dwójkę, nic nie mówiąc przez dobre parę minut, jedynie wsłuchani w ptasi śpiew. W końcu dociera do mnie, że to bardzo dziwne, bo przecież kolibry nie śpiewają, a jedynie piszczą... W tym momencie kolega pokazuje mi dziwaczny, drewniany flet, i mówi, że to on grał piękną melodię (?!). Dodatkowo, okazało się, że ma ona przyciągnąć do nas stado wilków, z którymi kolega kiedyś się zaprzyjaźnił. Rzeczywiście, po chwili widzę, jak przez ciągnące się do horyzontu trawiaste pagórki biegnie ku nam wilcza wataha.
Bardzo ciekawy i filmowy sen, całkiem inny od dotychczasowych
Głęboka noc. Rysunkowy (bajkowy) zając postanawia wybrać się w podróż do Sydney. Idzie chodnikiem wzdłuż szerokiej ulicy, przez całkowicie wymarłe miasto. Przeskakuje przez stojące na chodniku samochody, przewrócone latarnie... W pewnym momencie przypadkowo potrąca leżącego wśród nich wielkiego białego misia (wygląda jak pluszowy lub kreskówkowy), raniąc go w jakiś sposób. Misiu wścieka się, chwyta jakieś widły (kosę?), i rzuca się w pogoń za zajączkiem.
Ten ucieka szybko (wcielam się w niego), świecąc przed siebie latarką. Ulica zmienia się też w szeroki, pustynny kanion. Zając idzie szybkim krokiem, co pół metra zostawiając w piasku dziurkę (robi je patykiem). Idzie tak nieprzerwanie przez tydzień (!!!), a potem skręca w prawo, ku otwierającemu się w skalnej ścianie kolejnemu wąwozowi, bardzo wąskiemu, na około 2 metry. Idzie nim kolejny tydzień (!!!) (cały czas jest ciemna noc).
Jest bardzo zmęczony, ale nie może zwalniać, bo miś jest całkiem niedaleko za nim, może widzieć światło latarki zająca i słyszeć jego głośny oddech. Ja orientuję się, że to wszystko to film, który kiedyś już oglądałem (oczywiście to nieprawda), i teraz oglądam go drugi raz, siedząc przed telewizorem u babci. Dziwaczne, jakbym się rozdwoił, zarówno oglądam bajkę o zającu, i jestem zającem! W każdym razie od tego momentu wiem dokładnie, co wydarzy się później.
Wreszcie zając dociera do Sydney. Miasto jest niewielkie, położone na wielu malutkich, płaskich wyspach, na skraju morza. Zając mija parę ulic, aż nagle spotyka... białego misia! Miś ciągnie jakąś wyładowaną taczkę, ale gdy dostrzega zająca, rzuca się na niego z widłami i nożem. Siłują się jakiś czas, w pewnej chwili miś stwierdza, że walka jest nie fair i daje zającowi nóż. Po chwili obaj dochodzą do wniosku, że walka nie ma sensu, przecież znają się od dawna i są przyjaciółmi (!). Misiu mówi, że musi pracować tu, w porcie, za marne pieniądze, bo i tak nie może pójść nigdzie indziej. Ludzie rozpoznaliby w nim pluszową zabawkę, gdyż cały czas ma przyklejoną do pleców kartkę z kodem kreskowym XD XD XD
Zając postanawia mu pomóc i z trudem zdrapuje z pleców karteczkę i resztki kleju. Teraz obaj są wolni i mogą iść gdzie tylko chcą....
Później działo się jeszcze trochę w Sydney, ale nie będę przesadzał z długością tekstu
Dzisiaj miałem strasznie realistyczne i szczegółowe FA, ale przede wszystkim... męczące. Mianowicie, musiałem iść na maturę do szkoły pieszo przez całe miasto, a zostało mi tylko 20 minut! Na dodatek zgubiłem się wśród małych uliczek... Koszmar. Ulga, gdy obudził mnie budzik na 2 godziny przed egzaminem była nie do opisania
Ale akurat mam trochę czasu, więc opiszę to, co śniło mi się przez parę ostatnich dni. Mam nadzieję, że lektura będzie miła, bo ostatnio mam naprawdę niezłe schizy... 
02.05.2015
--- Obiad na wieży w AC ---
Gram w Assassin's Creed, widzę i czuję oczywiście to samo co bohater, po prostu wcieliłem się w postać z gry. Jest ciemna noc, łażę po ścianach budynków w jakimś mieście z licznymi kanałami, chyba Wenecji. Idę przez miasto, przeskakując z dachu na dach, aż wreszcie docieram do podnóża gigantycznej, wąskiej i wysokiej jak wrzeciono wieży z białego metalu. Wspinam się po niej, podpierając dłonie i stopy na malutkich szczebelkach, które wyglądają tak, jakby w każdej chwili miały się złamać pod moim ciężarem

Wreszcie docieram na szczyt (widok absolutnie nie dla osób z lękiem wysokości), przynajmniej 100 metrów nad ziemią. Jest tam mała platforma, na której siedzi Bronn z Gry o Tron (!). Własnie kończy coś jeść, wskazuje mi talerz z mięsem i ziemniakami, mówi, że to obiad dla mnie XD
--- Zasmarkany kolega ---
Jestem w swojej starej szkole, mam na sobie biały garnitur. Jeden z kolegów cały czas ma katar, gdy wysmarkuje się w chusteczkę, widzę na niej mnóstwo krwi... Następnie wręcza mi tą własnie chusteczkę, a ja chowam ją do kieszeni
i chodzę tak z nią przez resztę dnia.Następnie razem z tym samym kolegą idę ścieżką dookoła swojego osiedla. W pewnym momencie zauważamy wielkie jak słoneczniki, czerwone kwiaty. Stwierdzamy, że to muszą być lilie. Gdy podchodzimy bliżej, dostrzegamy latające między kwiatami kolibry. Śpiewają tak pięknie (do teraz pamiętam z grubsza melodię), że stoimy we dwójkę, nic nie mówiąc przez dobre parę minut, jedynie wsłuchani w ptasi śpiew. W końcu dociera do mnie, że to bardzo dziwne, bo przecież kolibry nie śpiewają, a jedynie piszczą... W tym momencie kolega pokazuje mi dziwaczny, drewniany flet, i mówi, że to on grał piękną melodię (?!). Dodatkowo, okazało się, że ma ona przyciągnąć do nas stado wilków, z którymi kolega kiedyś się zaprzyjaźnił. Rzeczywiście, po chwili widzę, jak przez ciągnące się do horyzontu trawiaste pagórki biegnie ku nam wilcza wataha.
03.05.2015
--- Zając i miś ---
Bardzo ciekawy i filmowy sen, całkiem inny od dotychczasowych

Głęboka noc. Rysunkowy (bajkowy) zając postanawia wybrać się w podróż do Sydney. Idzie chodnikiem wzdłuż szerokiej ulicy, przez całkowicie wymarłe miasto. Przeskakuje przez stojące na chodniku samochody, przewrócone latarnie... W pewnym momencie przypadkowo potrąca leżącego wśród nich wielkiego białego misia (wygląda jak pluszowy lub kreskówkowy), raniąc go w jakiś sposób. Misiu wścieka się, chwyta jakieś widły (kosę?), i rzuca się w pogoń za zajączkiem.
Ten ucieka szybko (wcielam się w niego), świecąc przed siebie latarką. Ulica zmienia się też w szeroki, pustynny kanion. Zając idzie szybkim krokiem, co pół metra zostawiając w piasku dziurkę (robi je patykiem). Idzie tak nieprzerwanie przez tydzień (!!!), a potem skręca w prawo, ku otwierającemu się w skalnej ścianie kolejnemu wąwozowi, bardzo wąskiemu, na około 2 metry. Idzie nim kolejny tydzień (!!!) (cały czas jest ciemna noc).
Jest bardzo zmęczony, ale nie może zwalniać, bo miś jest całkiem niedaleko za nim, może widzieć światło latarki zająca i słyszeć jego głośny oddech. Ja orientuję się, że to wszystko to film, który kiedyś już oglądałem (oczywiście to nieprawda), i teraz oglądam go drugi raz, siedząc przed telewizorem u babci. Dziwaczne, jakbym się rozdwoił, zarówno oglądam bajkę o zającu, i jestem zającem! W każdym razie od tego momentu wiem dokładnie, co wydarzy się później.
Wreszcie zając dociera do Sydney. Miasto jest niewielkie, położone na wielu malutkich, płaskich wyspach, na skraju morza. Zając mija parę ulic, aż nagle spotyka... białego misia! Miś ciągnie jakąś wyładowaną taczkę, ale gdy dostrzega zająca, rzuca się na niego z widłami i nożem. Siłują się jakiś czas, w pewnej chwili miś stwierdza, że walka jest nie fair i daje zającowi nóż. Po chwili obaj dochodzą do wniosku, że walka nie ma sensu, przecież znają się od dawna i są przyjaciółmi (!). Misiu mówi, że musi pracować tu, w porcie, za marne pieniądze, bo i tak nie może pójść nigdzie indziej. Ludzie rozpoznaliby w nim pluszową zabawkę, gdyż cały czas ma przyklejoną do pleców kartkę z kodem kreskowym XD XD XD
Zając postanawia mu pomóc i z trudem zdrapuje z pleców karteczkę i resztki kleju. Teraz obaj są wolni i mogą iść gdzie tylko chcą....
Później działo się jeszcze trochę w Sydney, ale nie będę przesadzał z długością tekstu

05.05.2015
Dzisiaj miałem strasznie realistyczne i szczegółowe FA, ale przede wszystkim... męczące. Mianowicie, musiałem iść na maturę do szkoły pieszo przez całe miasto, a zostało mi tylko 20 minut! Na dodatek zgubiłem się wśród małych uliczek... Koszmar. Ulga, gdy obudził mnie budzik na 2 godziny przed egzaminem była nie do opisania
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536





