13-04-2015, 15:49
Tutaj macie oczko z poprzedniego snu, machnąłem na szybko w Fotoszopie:
http://i.imgur.com/3cV6MFs.jpg?1
Z reguły przed snem powtarzam autosugestię polegającą na obudzeniu się pod koniec fazy REM i zapamiętanie snów. Dzisiaj, wyjątkowo, stwierdziłem że po prostu chcę się uświadomić we śnie. Powtarzałem to sobie przed zaśnięciem.
WBTB wyszło całkiem spontanicznie, bez żadnego planowania. Obudziłem się koło 5, a następnie zasnąłem ponownie, na niecałą godzinę. Poskutkowało ultra-realistycznym snem o LD... Choć byłem o krok od uświadomienia.
Słoneczny, wiosenny ranek. Jestem w kuchni swojego starego mieszkania, na 7 piętrze. Ja stoję przy oknie, oparty o parapet, a mój ojciec je przy stole śniadanie. Nie dzieje się nic ciekawego... Aż do momentu, gdy z mieszkania piętro niżej wychodzi przez okno jakiś chłopak, i jak gdyby nigdy nic schodzi po lekkim łuku w dół. Tak po prostu, przez powietrze, jakby szedł po niewidzialnej rampie.
Zdumiony mrugam oczami, szukam jakichś linek lub czegoś, co mogłoby utrzymywać go w powietrzu, ale nic nie znajduję. To sen! - myślę sobie nagle. Odwracam się do taty i pytam: "Czy to jest mój sen?" "Hmm... tak, to może być mój sen". Odruchowo próbuję unieść się w powietrze, i przez chwilę jakby podłoga się oddala, ale niestety natychmiast narzuca mi się myśl "A jeśli jednak to się dzieje naprawdę?". I stwierdzam, że nic się nie stało.
Oświadczam jednak ojcu, że pójdę polatać, a on śmieje się, twierdząc, że zwariowałem. Uspokajam go, mówiąc żeby się nie martwił, bo nie będę skakać z balkonu.
Chcę jednak udowodnić mu, że to sen. Wychodzę na balkon, widzę że wokół lata mnóstwo gołębi siniaków (te większe, niebieskawe). Łapię jednego za skrzydło i wracam do środka. Idę do kuchni, niosąc gołębia, który cały czas utrzymuje się w pozycji, jakby leciał - nawet jego pióra falują na wietrze, którego nie ma. Wygląda to naprawdę komicznie
Ojciec w żaden sposób nie reaguje na dziwaczny widok, prosi mnie tylko, bym nie trzymał gołębia tak mocno, bo gniotę mu skrzydło. Gdy puszczam ptaka, ten nagle "odżywa" i ucieka jednym szybkim susem do wnętrza otwartej szafki pod stołem. Schylam się i sięgam do środka ręką, by go wyjąć, a wtedy gołąb atakuje moją dłoń, mocno dziobiąc. Czuję przy tym autentyczny i dość ostry ból, zwierzę z całej siły wpija dziób w moje ciało.
Denerwuję się, chwytam gnojka za szyję, i wracam z nim na balkon. Gdy tam już jestem, widzę, że sąsiadka z piętra nade mną również wyszła przez okno i schodzi gładkim łukiem w dół. Zapominam o gołębiu (nie wiem, co się z nim stało) i obserwuję sąsiadkę tak długo, aż dotknie stopami ziemi.
Wtedy sen się kończy.
Warto dodać, że sen był naprawdę niezwykle realistyczny i szczegółowy, pamiętam wszystkie najdrobniejsze doznania zmysłowe (wszystko co widziałem, czułem i słyszałem), wiem nawet, że czułem wyraźnie zapach zaparzonej herbaty.
http://i.imgur.com/3cV6MFs.jpg?1
13.04.2015
Z reguły przed snem powtarzam autosugestię polegającą na obudzeniu się pod koniec fazy REM i zapamiętanie snów. Dzisiaj, wyjątkowo, stwierdziłem że po prostu chcę się uświadomić we śnie. Powtarzałem to sobie przed zaśnięciem.
WBTB wyszło całkiem spontanicznie, bez żadnego planowania. Obudziłem się koło 5, a następnie zasnąłem ponownie, na niecałą godzinę. Poskutkowało ultra-realistycznym snem o LD... Choć byłem o krok od uświadomienia.
--- Gołąb i chodzenie po niebie ---
Słoneczny, wiosenny ranek. Jestem w kuchni swojego starego mieszkania, na 7 piętrze. Ja stoję przy oknie, oparty o parapet, a mój ojciec je przy stole śniadanie. Nie dzieje się nic ciekawego... Aż do momentu, gdy z mieszkania piętro niżej wychodzi przez okno jakiś chłopak, i jak gdyby nigdy nic schodzi po lekkim łuku w dół. Tak po prostu, przez powietrze, jakby szedł po niewidzialnej rampie.
Zdumiony mrugam oczami, szukam jakichś linek lub czegoś, co mogłoby utrzymywać go w powietrzu, ale nic nie znajduję. To sen! - myślę sobie nagle. Odwracam się do taty i pytam: "Czy to jest mój sen?" "Hmm... tak, to może być mój sen". Odruchowo próbuję unieść się w powietrze, i przez chwilę jakby podłoga się oddala, ale niestety natychmiast narzuca mi się myśl "A jeśli jednak to się dzieje naprawdę?". I stwierdzam, że nic się nie stało.
Oświadczam jednak ojcu, że pójdę polatać, a on śmieje się, twierdząc, że zwariowałem. Uspokajam go, mówiąc żeby się nie martwił, bo nie będę skakać z balkonu.
Chcę jednak udowodnić mu, że to sen. Wychodzę na balkon, widzę że wokół lata mnóstwo gołębi siniaków (te większe, niebieskawe). Łapię jednego za skrzydło i wracam do środka. Idę do kuchni, niosąc gołębia, który cały czas utrzymuje się w pozycji, jakby leciał - nawet jego pióra falują na wietrze, którego nie ma. Wygląda to naprawdę komicznie

Ojciec w żaden sposób nie reaguje na dziwaczny widok, prosi mnie tylko, bym nie trzymał gołębia tak mocno, bo gniotę mu skrzydło. Gdy puszczam ptaka, ten nagle "odżywa" i ucieka jednym szybkim susem do wnętrza otwartej szafki pod stołem. Schylam się i sięgam do środka ręką, by go wyjąć, a wtedy gołąb atakuje moją dłoń, mocno dziobiąc. Czuję przy tym autentyczny i dość ostry ból, zwierzę z całej siły wpija dziób w moje ciało.
Denerwuję się, chwytam gnojka za szyję, i wracam z nim na balkon. Gdy tam już jestem, widzę, że sąsiadka z piętra nade mną również wyszła przez okno i schodzi gładkim łukiem w dół. Zapominam o gołębiu (nie wiem, co się z nim stało) i obserwuję sąsiadkę tak długo, aż dotknie stopami ziemi.
Wtedy sen się kończy.
Warto dodać, że sen był naprawdę niezwykle realistyczny i szczegółowy, pamiętam wszystkie najdrobniejsze doznania zmysłowe (wszystko co widziałem, czułem i słyszałem), wiem nawet, że czułem wyraźnie zapach zaparzonej herbaty.
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536





