09-04-2015, 19:42
09.04.2015
--- Miasteczko Uniwersyteckie ---
Dość dziwny sen, zapamiętałem go z "drzemki" między 4:50 a 07:40.
Jest ranek, zapowiada się bardzo słoneczny dzień. Razem z kolegą postanawiamy zwiedzić naszą przyszłą uczelnię, ładujemy się więc do samochodu i ruszamy w drogę.
Dojeżdżamy na miejsce koło południa - teren akademii jest bardzo rozległy i otoczony kamiennym murem, a w jego obrębie mieści się sama uczelnia, rozległe trawiaste pagórki, i miasteczko uniwersyteckie. Razem z kolegą właśnie tam kierujemy swoje kroki.
"Miasteczko" przypomina bezładne, pstrokate i kolorowe zbiorowisko kamieniczek, między którymi można poruszać się jedynie wąskimi i krętymi uliczkami. Kamienice przylegają jedna do drugiej, co nie przeszkadza, by ziało między nimi mnóstwo ciemnych, ślepych zaułków. Na nasze głowy rzucają cień kolorowe płachty, rozpięte między oknami na najwyższych piętrach. Wszystko przypomina jakieś gigantyczne targowisko.
Z tym, że jest bardzo mało ludzi, w każdym razie do czasu, gdy zapuszczamy się głębiej w "miasteczko". W pewnym momencie zatrzymujemy się, gdyż cała ulica zajęta jest przez śpiących studentów, ich śpiwory, materace, plecaki i torby. Nie ma gdzie stopy postawić. Próbujemy okrążyć ich po cichu, ale kolega traci równowagę i upada prosto na jednego ze śpiących. Wszyscy natychmiast się budzą.
W tym momencie sen zaczyna graniczyć z koszmarem, robi się bardzo ciemno, a ja samotnie uciekam przed gromadą studentów-zombie, kryjąc się w zaułkach i wąskich alejkach miasta. Po dość długim czasie w zatęchłym wnętrzu któregoś z budynków natykam się na swojego kolegę, który jakimś cudem uszedł z życiem. Od teraz uciekamy razem. Skradamy się i prawie udaje nam się dotrzeć na otwartą przestrzeń, gdy krwiożercza banda studentów wybiega na nas jakby znikąd. Otaczają nas, nie mamy drogi ucieczki.
No i koniec snu.
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536





