08-04-2015, 22:33
Pierwsze LD miałem po trzech latach zabawy ze swoimi snami. Sen ogarnięty był czarną nocą, której szanse dawał jedynie rześki blask księżyca. Panosząc swoją roztargnioną osobę po ulicy osiedla, którego chodniki były zaniedbane, połamane i wszelako uszkodzone. Sen na pozór od rzeczywistości nie różnił się niczym. Krocząc tymi zniszczonymi płytami widziałem tylko dwóch dresów, których postawa wskazywała na to, że chcą mi wpier***. W nawyku, w którym ugrzązłem niczym gąsienica w paszczy ptaka wymusiłem na sobie sprawdzenie telefonu. Po chwili okazało się, że telefon nie należy do mnie, wtedy zastanowiłem się nad swoim losem. Krótkim dialogiem ze sobą, który szedł tak( O ch*** złoty przecież ja nikogo nigdy nie okradłem toż to nie mój telefon. Może to sen?). Wykonałem krótki ruch ręką, nasuwając koniuszki palców na nos i delikatnie zaciskając. Brzmi to jak scena z horroru, jednakże okazało się iż to był sen mogłem oddychać. Nie myśląc dłużej o tej sytuacji postawiłem sobie zadanie. Otóż moi Kochani chciałem sobie polatać. Lecąc z młodzieńczą brawurą sen swój zakończyłem uderzeniem w blok mieszkalny.





