04-04-2015, 12:21
04.04.2015
Spałem WBTB i z głównego, 4,5 godzinnego snu nie pamiętam nic, za to sprawę uratowały dwie godzinne drzemki.
--- Strajk Głodowy ---
Jest ładny i ciepły letni dzień. Razem z ojcem jedziemy gdzieś samochodem, przez właściwie opustoszały Poznań. Gdy dojeżdżamy do centrum miasta, zatrzymujemy się i zjeżdżamy na pobocze. Nie można jechać dalej, ponieważ na ulicy siedzi mnóstwo ludzi, niektórzy rozłożyli nawet śpiwory i karimaty. Domyślam się, że jest to strajk głodowy, który zapowiadano już jakiś czas temu (oczywiście bezpośrednie nawiązanie do wczorajszego postu i do pewnej rozmowy przy kolacji na temat strajków właśnie).
Wysiadamy z samochodu. Dość szybko odnajduję wśród strajkujących mojego najlepszego przyjaciela z czasów gimnazjum i razem z nim odchodzimy nieco na bok, z dala od reszty ludzi. Siadamy na jakimś murku na poboczu, przed wielką fontanną.
Kolega wdaje się z moim ojcem w jakąś długą i bardzo mądrą dysputę, a ja postanawiam, że pójdę się przejść po okolicy. Mówię im, że chcę rozprostować nogi, ale tak naprawdę zależy mi na znalezieniu jakiegoś sklepu i kupieniu sobie czegoś słodkiego, bo jestem straszliwie głodny

Wchodzę więc w wąską uliczkę, a następnie przez długi czas błądzę wśród kamienic. Nie spotykam żadnych ludzi, a ulice krzyżują się i rozwidlają, tworząc istny labirynt. Przez cały czas nucę sobie głośno staroszkocką pieśń Fear a'Bhata.
W pewnym momencie wychodzę w ślepy zaułek, na jakieś brudne podwórko otoczone budynkami ze wszystkich stron. Mijam tam jakąś wystraszoną kobietę. Gdy zawracam, widzę jak przede mną w wąską uliczkę wbiega małe, kilkuletnie dziecko i rozkłada rączki, krzycząc: "mama!". Kobieta podbiega do niego i chwyta go w objęcia. Ja idę dalej.
--- Park, Frytka i Baletnica ---
Sen podobny pod wieloma względami do poprzedniego, również jestem w Poznaniu, jest lato i ładna pogoda, i pojawia się mój ojciec, a nawet motyw postu i głodu. Gdy, jeszcze lekko zaspany, zacząłem go zapisywać, zacząłem słowami: "Kontynuacja poprzedniego, to samo miejsce i czas". Dopiero po chwili zorientowałem się, że to nieprawda, choć moja podświadomość własnie to mi dyktowała. Dziwne.
Jak wyżej, jest piękne lato. Razem z ojcem idziemy kamienistą alejką w stronę przejścia pod wiaduktem, za którym rozciąga się duży park. Widzę, że przed parkiem stoi duża tablica, informująca wchodzących o tym, że po przekroczeniu tej granicy zmienią się ze swojej normalnej postaci w postać wyglądającą jak zrobiona z gumy, lub wyjęta z jakiegoś Plastusia czy nowej Pszczółki Mai w 3D. Jest to ponoć atrakcja turystyczna dla zwiedzających. Tablica jest dwustronna, obrazek z jednej strony przedstawia zwykłych ludzi, chłopaka i dziewczynę, z drugiej zaś odmienionych, jakby gumowych, z wielkimi nosami. Przez chwilę bawię się pod zmienioną postacią (przy okazji urosły mi skrzydełka
), ale potem wracam do swojego zwykłego ciała.Teraz sen jakby trochę się zmienia. Jestem w tym samym miejscu, ale słońce chyli się nisko nad horyzontem, zbliża się noc. Ojca nie ma, zamiast niego towarzyszy mi właśnie ta dwójka z plakatu, są to niby moi przyjaciele (!). Do tego jest Wielki Piątek, i co za tym idzie, post. Jestem bardzo głodny.
Wchodzimy do parku. Jest mały i przypomina bardziej coś w rodzaju ośrodka letniskowego, z jakimiś drewnianymi barakami, sklepikami i restauracjami. Wszędzie rośnie pełno drzew i panuje głęboka ciemność. Większość sklepów i restauracji zamknięto.
Dość długo włóczę się po terenie parku, nie rozstając się z ogromną, ponad metrową frytką (xD) którą trzymam w ręce i co jakiś czas odgryzam po kawałku.
MImo tego cały czas zastanawiam się, gdzie by tu kupić coś do jedzenia. Niestety wszystko jest już pozamykane. Dopiero po prawie godzinie błądzenia znajduję wąską, ukrytą uliczkę w centrum parku. Miejsce prezentuje się co najmniej podejrzanie, mijam czarny samochód, którego kierowca rozmawia z dwiema prostytutkami, oraz trzech zakapturzonych typków palących cygara pod jakimś murkiem. Ale przynajmniej znajduję tutaj dość porządną jadłodajnię, która oferuje między innymi zestawy obiadowe.
W tym momencie moja senna motywacja całkiem się zmienia. Okazuje się, że nie jestem tu po to, by jeść, ale żeby komponować muzykę (!). W tle leci jakiś utwór, a ja trzymam w dłoni krótkie czarne bokserki, które traktuję jako dziwaczny instrument muzyczny. Wybieram też opcje w menu jadłodajni tak, jak w panelu programu komputerowego do miksowania muzyki. Następnie pocieram i gniotę bokserki (jak przy praniu), żeby usłyszeć efekt. Chore.
Przy okazji wychodzi na jaw, że towarzysząca mi dziewczyna jest baletnicą. Zaczyna ze mną tańczyć. Ja kładę się na plecach i robię świecę (nogi do góry), a ona wskakuje mi na stopy i tańczy. Jest bardzo lekka, ale bardzo trudno jest ją utrzymać tak, żeby nie straciła równowagi. W końcu robi widowiskowe salto w przód i ląduje na ziemi.
LD - 15
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536
FA - 21
Wszystkich zapisanych snów - 536





