26-01-2015, 03:52
W dzisiejszym świadomy śnie, który miałem rano, jedyną rzecz którą postanowiłem zrobić to, to żeby nie robić nic.
Uświadomiłem się na jakimś bazarze. Wszędzie pełno straganów z warzywami, czajnikami, ubraniami, radiami i czym jeszcze dusza zapragnie. Uliczki na nim były bardzo wąskie, ledwie przeciskały się dwie osoby. Zrobiłem znowu TR'a dla stabilizacji snu. I ruszyłem przed siebie. Bazar okazał się labiryntem który chyba nie miał końca. Projekcji było naprawdę dużo. Rozmaite... od starych babek po arabów jak z Aladyna. Ilość i dziwaczność rzeczy na poszczególnych straganach, nie do opisania. Od ubrań które mogły by posłużyć jako aspiracja i do nowej kolekcji ubrań, dla Ewy Minge (czy jakoś tak). Do przedziwnych warzyw i naprawdę pokręconej elektroniki. Robiłem często testy rzeczywistości i po prostu chodziłem alejkami. Później zaczeli mnie gonić moi koledzy i uciekłem od nich do niewielkiego budyneczku który był niedaleko. Nie chciałem utracić świadomości w rozmowie z nimi, ale też nie chciałem ingerować w sen bo czułem, że to go popsuje. Takie dziwne przeczucie. Gdy wbiegłem do tego budynku okazał się znacznie większy i również był klaustrofobiczny. Wąskie zielone korytarze na jedną osobę, gruby czerwony dywan, który fajnie tłumił kroki. Budynek był bogato zdobiony w bardzo starym stylu. Coś na wzór, bardzo czystego domu Blacków z HP. Zdawał się on też nie mieć końca, wchodziłem z jednego pomieszczenia, do drugiego. Miał rozmaite pomieszczenia, ale każde było zachowan w podobnym stylu. Jakieś kasyno, ze starymi brązowymi stołami do pokera. Angielski bar z długą, również starą ladą w kolorze prawie czarnym. Bank ze wiekowymi, złotymi i bogato zdobionymi kasami. Jakaś czytelnia... Biegałem w górę i w dół, po wąskich schodkach (cały czas ten sam styl), wpadając z jednego miejsca na drugie. Projekcje cały czas mnie goniły, ale kilka po jakimś czasie zgubiłem i goniła mnie tylko jedna.
Potem LD przeszedł w sen o LD i toczył się dalej. Wiem tylko, że potem wyszedłem z tego budynku ze znajomymi na ten sam bazar.
Miałem kiedyś dwa sny w których biegłem przed siebie i wszędzie były ciasne uliczki. Wesołe miasteczko i niewinnie wyglądające futurystyczne miasto zimą.
Uświadomiłem się na jakimś bazarze. Wszędzie pełno straganów z warzywami, czajnikami, ubraniami, radiami i czym jeszcze dusza zapragnie. Uliczki na nim były bardzo wąskie, ledwie przeciskały się dwie osoby. Zrobiłem znowu TR'a dla stabilizacji snu. I ruszyłem przed siebie. Bazar okazał się labiryntem który chyba nie miał końca. Projekcji było naprawdę dużo. Rozmaite... od starych babek po arabów jak z Aladyna. Ilość i dziwaczność rzeczy na poszczególnych straganach, nie do opisania. Od ubrań które mogły by posłużyć jako aspiracja i do nowej kolekcji ubrań, dla Ewy Minge (czy jakoś tak). Do przedziwnych warzyw i naprawdę pokręconej elektroniki. Robiłem często testy rzeczywistości i po prostu chodziłem alejkami. Później zaczeli mnie gonić moi koledzy i uciekłem od nich do niewielkiego budyneczku który był niedaleko. Nie chciałem utracić świadomości w rozmowie z nimi, ale też nie chciałem ingerować w sen bo czułem, że to go popsuje. Takie dziwne przeczucie. Gdy wbiegłem do tego budynku okazał się znacznie większy i również był klaustrofobiczny. Wąskie zielone korytarze na jedną osobę, gruby czerwony dywan, który fajnie tłumił kroki. Budynek był bogato zdobiony w bardzo starym stylu. Coś na wzór, bardzo czystego domu Blacków z HP. Zdawał się on też nie mieć końca, wchodziłem z jednego pomieszczenia, do drugiego. Miał rozmaite pomieszczenia, ale każde było zachowan w podobnym stylu. Jakieś kasyno, ze starymi brązowymi stołami do pokera. Angielski bar z długą, również starą ladą w kolorze prawie czarnym. Bank ze wiekowymi, złotymi i bogato zdobionymi kasami. Jakaś czytelnia... Biegałem w górę i w dół, po wąskich schodkach (cały czas ten sam styl), wpadając z jednego miejsca na drugie. Projekcje cały czas mnie goniły, ale kilka po jakimś czasie zgubiłem i goniła mnie tylko jedna.
Potem LD przeszedł w sen o LD i toczył się dalej. Wiem tylko, że potem wyszedłem z tego budynku ze znajomymi na ten sam bazar.
Miałem kiedyś dwa sny w których biegłem przed siebie i wszędzie były ciasne uliczki. Wesołe miasteczko i niewinnie wyglądające futurystyczne miasto zimą.
[H]





