12-01-2015, 17:10
Wiem, że parę dni już nie pisałam, ale to dlatego, że nie miałam jakichś wyjątkowo ciekawych snów, a dzisiaj za to miałam LD, a zatem piszę. 
12 stycznia
Kolejny raz udał mi się WILD (to chyba obecność na tym forum tak dobrze na mnie działa
). Na początku leżałam na plecach jakieś pół godziny, ale dałam za wygraną. Położyłam się na boku i zamierzałam zasnąć, ale postanowiłam się nie ruszać, bo a nuż jeszcze mi się uda. No i faktycznie mi się udało.
Już po chwili byłam we śnie. Wylądowałam w jakimś ciemnym, bardzo słabo oświetlonym korytarzu, którego końca nie było widać (czyli tak zwana mroczna sceneria
). Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, że oprócz mnie jest tam jeszcze jakiś facet. Przedstawił mi się jako Przewodnik i powiedział, żebym poszła za nim. Zastanawiałam się chwilę, czy go posłuchać, ale w końcu to zrobiłam z ciekawości, co też taka postać może mi powiedzieć lub pokazać. Szliśmy tym korytarzem (końca nadal nie było widać
), a facet zaczął coś gadać, ale niestety nie mówił nic ciekawego, odkrywczego, czy też wyjątkowego (jednym słowem: bredził głupstwa). Kiedy nagle bez powodu zaczął pokazywać mi, jak tworzy na ścianie jakieś niebieskie kwadraciki, to stwierdziłam, że definitywnie mam go dośc i chcę się przenieść w jakieś dowolne miejsce, byle zrobić to jak najszybciej i byle nie było tam tego faceta. Po chwili faktycznie znalazłam się w jakimś zupełnie innym miejscu, jak się okazało, w domu mojej babci. Dookoła nadal było ciemno, podobnie jak w opisanym wcześniej korytarzu, więc pomyślałam, żeby zrobiło się jasno i... zgadnijcie, co sie stało...
Wtedy zobaczyłam na parapecie okna gazetę i tytuł jakiegoś artykułu, który był tak idiotyczny, że nawet we śnie zaczęłam się śmiać. Kiedy tak się śmiałam, do pokoju weszła moja babcia, którą dosyć niegrzecznie wyrzuciłam (dosłownie) z pokoju. I w tym momencie pojawił się pewien "mały problem", a mianowicie... obudziłam się.

12 stycznia
Kolejny raz udał mi się WILD (to chyba obecność na tym forum tak dobrze na mnie działa
). Na początku leżałam na plecach jakieś pół godziny, ale dałam za wygraną. Położyłam się na boku i zamierzałam zasnąć, ale postanowiłam się nie ruszać, bo a nuż jeszcze mi się uda. No i faktycznie mi się udało.Już po chwili byłam we śnie. Wylądowałam w jakimś ciemnym, bardzo słabo oświetlonym korytarzu, którego końca nie było widać (czyli tak zwana mroczna sceneria
). Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam, że oprócz mnie jest tam jeszcze jakiś facet. Przedstawił mi się jako Przewodnik i powiedział, żebym poszła za nim. Zastanawiałam się chwilę, czy go posłuchać, ale w końcu to zrobiłam z ciekawości, co też taka postać może mi powiedzieć lub pokazać. Szliśmy tym korytarzem (końca nadal nie było widać
), a facet zaczął coś gadać, ale niestety nie mówił nic ciekawego, odkrywczego, czy też wyjątkowego (jednym słowem: bredził głupstwa). Kiedy nagle bez powodu zaczął pokazywać mi, jak tworzy na ścianie jakieś niebieskie kwadraciki, to stwierdziłam, że definitywnie mam go dośc i chcę się przenieść w jakieś dowolne miejsce, byle zrobić to jak najszybciej i byle nie było tam tego faceta. Po chwili faktycznie znalazłam się w jakimś zupełnie innym miejscu, jak się okazało, w domu mojej babci. Dookoła nadal było ciemno, podobnie jak w opisanym wcześniej korytarzu, więc pomyślałam, żeby zrobiło się jasno i... zgadnijcie, co sie stało...
Wtedy zobaczyłam na parapecie okna gazetę i tytuł jakiegoś artykułu, który był tak idiotyczny, że nawet we śnie zaczęłam się śmiać. Kiedy tak się śmiałam, do pokoju weszła moja babcia, którą dosyć niegrzecznie wyrzuciłam (dosłownie) z pokoju. I w tym momencie pojawił się pewien "mały problem", a mianowicie... obudziłam się.





