04-10-2014, 14:02
Dziś LD'ek, który generalnie nie sprawił mi super frajdy, bo po obudzeniu strasznie słabo go pamiętałem i nie czułem tego słynnego bycia "tu i teraz". Pamiętam go jak zwykły sen.
Szedłem z kolegą drogą stacja paliw-kościół. Otoczenie było zmienione. Szliśmy też razem z małym chłopcem. Nagle po prostu zrobiłem TR i zrozumiałem, że śnię. Był to chyba początek snu, bo wszystko było bardzo ustabilizowane, w kolorze i hd. Szczerze to nie dowierzałem, bo to pierwszy raz kiedy LD pojawiło się tak znienacka, ale sprawdziłem kilka razy i rzeczywiście znajdowałem się we śnie. Zostawiłem kolegę i młodego i poszedłem się pobawić na pole za cmentarzem. Dupnąłem jakimś czarem, który rozwalił trochę przestrzeni naprzeciw mnie. Zrobiłem to tak, że wyobraziłem sobie jak ładuję sobie ręce i wypchnąłem je przed siebie. Następnie chciałem tak polatać, skupiłem w nogach całą energię i wyskoczyłem do góry. Niestety nic się nie stało i upadłem na ziemię. Stwierdziłem, że wyskoczę z okna z pobliskiego bloku, który nie wyglądał jak w rzeczywistości, ale to olałem. Poszukałem klatki, a obok mnie pojawił się inny kumpel, którego zignorowałem i powiedziałem, żeby sobie poszedł. Wykonałem kontrolny TR. Wnętrze budynku było całkowicie drewniane, a okna były zbyt małe żebym mógł z nich wyskoczyć. Pomyślałem, że pobawię się za to żywiołami, ale nic takiego nie wyszło. Zacząłem schodzić z powrotem na dół i poczułem jak świat zaczyna się rozwalać. Rzeczywistość strasznie się zniekształciła, poobracane ściany, schody, generalnie masakra. Zrozumiałem, że zaraz sen się skończy i rzeczywiście po chwili wszystko ściemniało, a ja się obudziłem. Wcześniej zdążyłem jeszcze pomyśleć o tym, by spróbować techniki powrotu do snu, ale niestety ta się nie powiodła.
Zastanawia mnie generalnie parę rzeczy. Sen ten wystąpił po ostrym, nocnym zakrapianiu bani. Byłem nawalony strasznie, a sen ten był całkiem normalny i w sumie cud, że coś zapamiętałem. Druga sprawa to taka, że we śnie wystąpiło parę rzeczy, które generalnie wprawiłyby mnie w konsternację, np. ten inny blok, który znam doskonale, a który we śnie wyglądał inaczej. I niby nic w tym dziwnego, że senny świat jest zmieniony, ale chodzi o to, że ja na pewno na jawie bym się zdziwił, a jakby w LD wziąłem to za całkowicie normalne. Wydaje mi się, że przez cały czas trwania snu, kilka razy balansowałem na granicy LD, a snu o LD.
Do tego ciekawe, że udało mi się uświadomić, nie mając tak naprawdę takiego zamiaru, bo wracając o 3:00 do domu w stanie bardzo złym, nawet przez myśl nie przeszło mi żadne LD. Wszystko przez wykonanie TR'a, który chyba zaczyna mi wchodzić w nawyk.
Szedłem z kolegą drogą stacja paliw-kościół. Otoczenie było zmienione. Szliśmy też razem z małym chłopcem. Nagle po prostu zrobiłem TR i zrozumiałem, że śnię. Był to chyba początek snu, bo wszystko było bardzo ustabilizowane, w kolorze i hd. Szczerze to nie dowierzałem, bo to pierwszy raz kiedy LD pojawiło się tak znienacka, ale sprawdziłem kilka razy i rzeczywiście znajdowałem się we śnie. Zostawiłem kolegę i młodego i poszedłem się pobawić na pole za cmentarzem. Dupnąłem jakimś czarem, który rozwalił trochę przestrzeni naprzeciw mnie. Zrobiłem to tak, że wyobraziłem sobie jak ładuję sobie ręce i wypchnąłem je przed siebie. Następnie chciałem tak polatać, skupiłem w nogach całą energię i wyskoczyłem do góry. Niestety nic się nie stało i upadłem na ziemię. Stwierdziłem, że wyskoczę z okna z pobliskiego bloku, który nie wyglądał jak w rzeczywistości, ale to olałem. Poszukałem klatki, a obok mnie pojawił się inny kumpel, którego zignorowałem i powiedziałem, żeby sobie poszedł. Wykonałem kontrolny TR. Wnętrze budynku było całkowicie drewniane, a okna były zbyt małe żebym mógł z nich wyskoczyć. Pomyślałem, że pobawię się za to żywiołami, ale nic takiego nie wyszło. Zacząłem schodzić z powrotem na dół i poczułem jak świat zaczyna się rozwalać. Rzeczywistość strasznie się zniekształciła, poobracane ściany, schody, generalnie masakra. Zrozumiałem, że zaraz sen się skończy i rzeczywiście po chwili wszystko ściemniało, a ja się obudziłem. Wcześniej zdążyłem jeszcze pomyśleć o tym, by spróbować techniki powrotu do snu, ale niestety ta się nie powiodła.
Zastanawia mnie generalnie parę rzeczy. Sen ten wystąpił po ostrym, nocnym zakrapianiu bani. Byłem nawalony strasznie, a sen ten był całkiem normalny i w sumie cud, że coś zapamiętałem. Druga sprawa to taka, że we śnie wystąpiło parę rzeczy, które generalnie wprawiłyby mnie w konsternację, np. ten inny blok, który znam doskonale, a który we śnie wyglądał inaczej. I niby nic w tym dziwnego, że senny świat jest zmieniony, ale chodzi o to, że ja na pewno na jawie bym się zdziwił, a jakby w LD wziąłem to za całkowicie normalne. Wydaje mi się, że przez cały czas trwania snu, kilka razy balansowałem na granicy LD, a snu o LD.
Do tego ciekawe, że udało mi się uświadomić, nie mając tak naprawdę takiego zamiaru, bo wracając o 3:00 do domu w stanie bardzo złym, nawet przez myśl nie przeszło mi żadne LD. Wszystko przez wykonanie TR'a, który chyba zaczyna mi wchodzić w nawyk.





