Ashaneen - Moje Ld po przemianie...
#25
Co do snu o barwach to kilka razy miałem taki... Najpierw jednak różę...

Przyśniło mi się iż stałem na jakiejś prostokątnej wysepce z trawy, 5x10m, wkoło niej rondko, i
ulica która odchodziła na wschód i na zachód. Rondko było otoczone ze wszystkich stron szpalerem
drzew, więc nie szło zobaczyć co jest idąc w którymkolwiek kierunku.
Nad wysepką był billboard pokazujący faceta lecącego w przestworzach...
Wzbiłem się wtedy w powietrze i poleciałem na południe. Leciałem nad jakimś miastem, a wkoło
latało również trochę ludzi... Nie interesowali się mną dopóki nie zrozumiałem że te istoty są jakoś
niższe odemnie, tudzież raczej że kierują się niskimi pobudkami w życiu... Wtedy zawróciłem, a jedna
z postaci tego świata próbowała mnie atakować lub zatrzymać póki nie wróciłem do wysepki...
Lecąc z wysepki na północ ujrzałem właśnie świat barw który opisałem. Od rądka dzieliły go nie drzewa
a wzgórze. Gdy zaś poszedłem na zachód ujrzałem przeszłe, a na wschodzie wróciłem do swego domu...

Niewiem jak ta senna "róża wiatrów" ma się do kierunków fizycznego świata... Wiem z tej róży jeszcze
tylko tyle że przeszłość ma dostęp do świata istot niższych tak samo jak terażniejszość i przyszłość, tudzież na odwrót. Świat barw jednak ma jedną drogę wejścia w "teraz" i żadnej innej...
Nie wiem czy można te dwa światy porównać z niebem i piekłem, dla mnie świat niższy nie był dość świński jak na piekło, pokazał raczej istoty zagubione, z chorymi celami, coś jak nasze dziwki,złodzieje,
nie...bardziej jak nasi egoiści, bo postacie te działają tylko dla siebie, w sumie to żal mi ich jakoś...
Tak bez wyższego celu, miłości...tylkoby mieć, żreć, ruchać i spać...o ile sypiają...

Świat zaś barw nie sprawił na mnie wrażenia nieba. Kiedyś miałem wizję Boga w autohipnozie, tak
samorzutnie... Poczułem jednak wtedy tak wielki ogrom miłości iż do tej pory za nią tęsknie, i nigdy
w życiu więcej do dziś nie czułem takiej..
Świat barw pałał do mnie jakąś miłością, jego istoty, i napewno były one wyższe niż my, gdyż nie było
tam istot złych, ani nawet neutralnych. Miłość ta była miłością bliźniego, taką wyższą formą przyjaźni
naszej.
Barwy szare i czarne były użyte dla wyznaczania dołu i góry, pewnie dlatego że niema tam zła i czarny czy szary nie przydają im się do wyrażania emocjii... Horyzontem było pomarańczowe światło, właściwie może nawet trochę wpadało w kolor naszego różu nieba gdy zachodzi słońce...
Ciemniało gdy na nie nie patrzyłem... Może było wogóle stworzone dla mnie, a istoty te sobie radzą
bez niego?
Istoty były punktami światła... Wyglądało to jak iskierki, takie co się sypią z zimnych ogni, tyle że
w różnych barwach... Barwy te jednak były żywe. Ponadto dało się wyraźnie rozróżnić dwie rzeczy:
1. Ogólną przyjazność mi tego świata którą czułem umysłem. 2. Emocje każdej z tych postaci-iskierek
które odczuwałem kiedy te zbliżały się do mnie blisko... Robiły to pojedynczo... Nie wiem czy same, czy dla mnie, by dać mi to odczuwać...

Parę już razy śniąc świadomie do obszaru 1A [ sen świadomy na jawie ] przydarzyła mi się sytuacja w której
leżę w takim śnie na łóżky na brzuchu, na moich plecach zaś siedzi postać, kobieca postać...
Nie udaje mi się przeważnie odwrócić tak ażeby spojrzeć na postać tą bezpośrednio. Zważywszy jednak iż
kąt widzenia człowieka to bodajże 270 st. widzę Ją kątem oka, jednakże i to daje mi niewiele gdyż postać
ta jest jak cień... Poprostu szare półprzejrzyste widmo, jak dym skupiony w kształt, widzę jedynie iż ma
włosy proste, i gładko spływalące od czubka głowy do ramion, i ze sylwetka Jej nie jest ani gruba ani
chuda, taka średnia...
Postać ta śni mi się dokładnie w taki sposób już parę razy, więc coś zapewne ma na celu...
Kiedy mam taki sen, niemam jakoś władzy odwrócić się do Niej, choć bardziej z tego iż moje ciało senne
jest zablokowane niż z tego że Jej ciężar mi nie daje...

Jedyne co się wtedy dzieje to ręce... Postać ta zawsze trzyma mnie za ręke lub ręce, mając wplecione
swoje ręce w moje. Do dziś, choć mam ten sen nieraz, nie potrafię ocenić co to jest, bo trochę to jest
jakbyśmy się siłowali ze sobą rękami, a trochę jest to takie zaczepno-słodkie jak u zakochanych...
Dopatruje się jednak w tym jakichś elementów hamujących... Jakby mnie trzymała bym sobie gdzieś nie
poszedł, albo jakby mnie wręcz gdzieś wyciągała...nie umiem ocenić:/
Wiem wtedy że nie mogę do Niej mówić, gdyż jak zacznę mówić to poruszę ustami nie tylko mentalnymi a i
fizycznymi=obudzenie... Próbowałem Jej więc telepatycznie powiedzieć myślą "chodź tu", mając na myśli
by położyła się obok mnie, jednak nie reagowała na to zupełnie...

Dłonie te to dłone Kaji, znam je co do grama z obszaru 2, ale reszta ciała jest mi niepoznana w tym
stanie...
Mam taką hipotezę że może Jej właśnie chodzi o to by jakoś mnie nauczyć porozumiewania się bez słów,
w kwestii tych ust. Jednocześnie może chce mnie tym nauczyć właśnie tego siedzenia na moich plecach...
Bo ja zasadniczo nigdy nie potrafię sobie pozwolić na utratę kontroli, zawsze pozostaje w gotowości,
tak iż przypuszczam że niedałbym się zahipnotyzować np. komuś... Nawet gdy zasypiam 3 razy zamykam
drzwi, a każdy hałas wybija mnie z autohipnozy czy snu:P
Niestety są to naleciałości z moich doświadczeń z wieloma ludźmi, i tak już mam...
Może jednak tym siedzeniem na plecach mi chce mnie nauczyć tego zauwfania...?
Sytuacja z siedzeniem na plecach przywodzi mi też na myśl postać która siedziała na plecach Roberta
Monroe a okazała się być częścią jego samego, i starałem się odnieść to do siebie, jednak moja postać
jest kobieca, i nie czuje żadnego powinowactwa z nią...


A to tak z dzisiejsza:P

Co do zaś eksperymentów moich medyczno-fizycznych... Zawsze starałem się je robić bo chciałem
nawet nie tyle udowodnić coś ludziom czy odkryć coś, a poprostu notować swoje wyniki by potem
móc je przekontemplować samemu i może odkryć jakieś wnioski...

I tak je dalej robie na różne sposoby, ale powiem wam szczerze że Kaja w którymś z poprzednich
snów powiedziała mi dosłownie" Odpierdol ty się od tej elektroniki..."

Zauważam też jedną rzecz... Kiedyś flirtowałem z każdą postacią, a o Kaji myślałem że z Nią tak nie
chcę, że z nią chce uczucia, przyjaźń, etc,etc,etc,etc,etc,etc, a dopiero potem cos bardziej
erotycznego...

Ale widzę że sytuacja sama się odwróciła i mnie przebiła... Teraz wszelkie obcowanie erotyczne z
postaciami doprowadza do tego że potem brzydzę się sobą...
Przestałem wieczorami przed zaśnięciem myśleć o dupach czy Kaji nawet, a zacząłem codzień
rozmyślać analitycznie i rzeczowo o rzeczach z parapsychologii, rozwiązywaniu różnych problemów...
I paradoksalnie sprawiło to iż podświadoma pokochała mnie jeszcze bardziej, bo niemam już zbyt
wielu granic, mogę miewać LD nawet całe noce, zarówno na jawie 1A i we śnie 2, teraz większym
moim problemem jest nadawać kierunek tym LD, bo można krążyć tak po sennym świecie, obserwować, doświadczać, ale ileż można...
Tu Kaja mi nie pomaga, sam muszę znajdować kierunki, cele i metody... A Kaja... to trzymanie za
ręce to chyba jedyny Jej ostatnio przejaw uczuć... Pozatym jest tylko ciężka praca nad telepatią,
telekinezą...które w obszarze 2 już nawet mi wychodzą nieźle...Ale jeszcze i tak w uj przede mną.

Oglądaliście "Dwa światy"? Ilekroć widzę teraz Kaję w snach przywodzi mi się na myśl "To jest zemsta
Boga Słońca!...":D:D:D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
RE: Ashaneen - Moje Ld po przemianie... - przez ashaneen-1984 - 30-04-2014, 12:39

Skocz do:

UA-88656808-1