27-02-2014, 15:46
Ostatnie intensywne polemiki na temat snów świadomych na różnych forach zaowocowały naporem świadomości we śnie. Mimo, że już starałem się po prostu spać nieświadomie, doznawałem przynajmniej snów o LD. Wśród 6 prześnionych godzin uderzyła mnie jedna świetna, choć gwałtownie zakończona wizja : gdy znalazłem w końcu okno w labiryntach obskurnych korytarzy, wzleciałem nad obszerną podmokłą doliną. Ogół klimatu przypominał jakieś amerykańskie jeziora. Na wysepkach pomiędzy którymi wiły się rzeki, sterczały lasy z idealnie przystrzyżonych drzew - bardziej szerokie niż wysokie, o gałęziach przypominających szczotki do mycia naczyń, zielono-niebieskie, poprzycinane były na kształt wielopoziomowych tortów. Z wysoka wyglądało to jak ogromny żywopłot. Po połaciach wody unosiły się małe proste stateczki oraz futurystyczne fregaty, rodem z starcrafta. Oba rodzaje struktur nie był zbudowane z metalu, lecz z metalicznego papieru - każdy pojedynczy, drobny element poskładany z origami, na sposób, że kuper statku tworzyły tysiące wetkniętych w siebie
papierowych samolotów, turbiny składały się z połączonych papierowych wiatraczków i świnek, podobnie pokład, działa, części wykończeniowe także stworzone z konglomeratów masy różnych fikuśnie skomplikowanych rzeźb origami, wszystko w metalicznych kolorach odpowiadających oryginalnej strukturze.
papierowych samolotów, turbiny składały się z połączonych papierowych wiatraczków i świnek, podobnie pokład, działa, części wykończeniowe także stworzone z konglomeratów masy różnych fikuśnie skomplikowanych rzeźb origami, wszystko w metalicznych kolorach odpowiadających oryginalnej strukturze.





