11-01-2014, 16:17
Kij z tym.
11.01.14r.
Poszedłem do biblioteki. Wypożyczyłem książki które mnie interesowały (Gra o tron). Biblioteka znajdowała się na drugim piętrze budynku, więc musiałem zejść po klatce schodowej. Na ścianach znajdowały się ozdoby świąteczne. Długi zielony łańcuch ciągną się przesz całe schody, aż do wyjścia. Na nim wisiały bombki i... Prince Polo klasyczne. Zatrzymałem się wziąłem jednego do ręki i ze smakiem zjadłem.
Wyszedłem na dwór. Była już noc, a na wjeździe moim samochodem stoi mój brat z ciotką. Lekko zaskoczony, ale również zadowolony z tego, że nie muszę iść piechotą ruszyłem w ich kierunku. Gdy już do nich doszedłem, brat włączył wsteczny i pojechał jakąś polną drogą. Tutaj zostałem jeszcze bardziej zaskoczony, ale jakoś nic sobie z tego nie zrobiłem i wróciłem do biblioteki po następnego batona. Wyszedłem z nim na dwór oparłem się o kolumnę podtrzymującą daszek i w spokoju patrząc się na światła samochodów zjadłem. Gdy chciałem zabrać jeszcze jednego, z góry schodów zszedł mój drugi starszy brat. Mówił, żebym go zostawił, bo prawie wszystkie już zjadłem. Coś do niego powiedziałem, a on zaczął mnie gonić. (w dzieciństwie często denerwowałem braci, tylko po to żeby mnie gonili, a ja się od wtedy chowałem) Śmiejąc się wybiegłem na dwór i uciekłem w ciemną boczną uliczkę po bokach której rosły spore Lipy. Bez problemu wzbiłem się ponad trzy metry w górę (uczucie podobne do tego z jechania windą) i wylądowałem na gałęzi. Brat szukał mnie gadając coś pod nosem.
11.01.14r.
Poszedłem do biblioteki. Wypożyczyłem książki które mnie interesowały (Gra o tron). Biblioteka znajdowała się na drugim piętrze budynku, więc musiałem zejść po klatce schodowej. Na ścianach znajdowały się ozdoby świąteczne. Długi zielony łańcuch ciągną się przesz całe schody, aż do wyjścia. Na nim wisiały bombki i... Prince Polo klasyczne. Zatrzymałem się wziąłem jednego do ręki i ze smakiem zjadłem.
Wyszedłem na dwór. Była już noc, a na wjeździe moim samochodem stoi mój brat z ciotką. Lekko zaskoczony, ale również zadowolony z tego, że nie muszę iść piechotą ruszyłem w ich kierunku. Gdy już do nich doszedłem, brat włączył wsteczny i pojechał jakąś polną drogą. Tutaj zostałem jeszcze bardziej zaskoczony, ale jakoś nic sobie z tego nie zrobiłem i wróciłem do biblioteki po następnego batona. Wyszedłem z nim na dwór oparłem się o kolumnę podtrzymującą daszek i w spokoju patrząc się na światła samochodów zjadłem. Gdy chciałem zabrać jeszcze jednego, z góry schodów zszedł mój drugi starszy brat. Mówił, żebym go zostawił, bo prawie wszystkie już zjadłem. Coś do niego powiedziałem, a on zaczął mnie gonić. (w dzieciństwie często denerwowałem braci, tylko po to żeby mnie gonili, a ja się od wtedy chowałem) Śmiejąc się wybiegłem na dwór i uciekłem w ciemną boczną uliczkę po bokach której rosły spore Lipy. Bez problemu wzbiłem się ponad trzy metry w górę (uczucie podobne do tego z jechania windą) i wylądowałem na gałęzi. Brat szukał mnie gadając coś pod nosem.
[H]





