09-11-2013, 03:12
Heh no właśnie w tym sęk że nie koloryzuje.
I sam powiem szczerze że niewiem czy mam się tym wzruszać czy też
przerażać... Dlatego u Ciebie Incest szukam rady, a nie u psychiatry,
bo Ty, choć z naukowym podejściem, jednak dopuszczasz pewne
odchyły od klasycznego Freudyzmu
Napewno nie wiąże tego osobowo z postacią Kaji, ale z czymś ze świata
snu lub z podświadomą. Nie było to też zjawisko od początku wymogowe
czy życzeniowe...Nie myślałem nigdy "no, mam już Kaję i te chody u
podświadomej, to niech pokażą co umią w realu...".
Zawsze wręcz ilekroć chciałem wyciągnąć nawet od Kaji jakąś wiedzę której
nie posiadam a Ona niebardzo chciała mi ją wyjawić, wtedy gdy by to od
Niej wyciągnąć, grając trochę na Jej uczuciach niejako czułem się jakbym ją
wykorzystywał, i nie było mi z tym dobrze...
Jak zresztą pisałem, takiego czy to szczęścia, czy też paranormala nie
miewam codzień, a jedynie w niektóre dnie, ale w dnie te, zawsze już z
góry czuję że mam to coś, zanim jeszcze zacznie się zdarzać coś...
Pracując codzień w tej samej firmie z obsadą w której rotacja ludzi jest
stosunkowo niewielka, zauważyłem że na przełomie 3-ch ostatnich mies.
pożegnaliśmy 8 osób. Jedna wyleciała z głupoty(chlanie w pracy), druga
przeniosła się z wygody do innego oddziału. Pozostałe 6 za drobniejsze
rzeczy. Przy czym te 6 osób to osoby które albo zalazły mi za skórę, albo
jakoś zraniły. Weselsze jest jednak to, że wylatywały dokładnie w tej
kolejności w której mnie raniły.
Nie byłem ich żadnym zwierzchnikiem dla jasności.
Pewne jest że Boga tu nie zastosujemy...Bóg nie zajmuje się napewno
takimi moimi pierdołami, mając modlitwy wdów, sierot, chorych i
umierających...
Powiem że wcale nie życzyłem sobie by osoby te odeszły, nie życzyłem im
także w żaden sposób niczego złego. Niektórym nawet starałem się pomóc
utrzymać mimo iż gryzły po rękach....
Heh, na słodycze to ja różnie... Bywa że leży cukierek miesiąc i go nie
zjem, a bywa że jak mnie najdzie to w dzień zeżre kilo ciastek czy słoik
miodu w dwie h
Zakładając jednak że te moje zdarzenia pochodziłyby od podświadomej to
może mam pół rozwiązania....:
Nie jestem mściwy, staram się być skromny i nie wymagać za wiele od
innych i życia...
A tu dostaję kasy ile sobie życzę, słodyczy na kilogramy, a ci co jakośtam
troche mnie zranili traktowane są bezlitośnie...
Jest taka teoria gdzieśtam, czyjaśtam, mówiąca o tzw.
"snach odwrotnych", czyli takich które są wyrażone przeważnie językiem
i obrazem ludzkim, nie zaś symboliczno-znaczeniowym, jednak mają one
znaczenie zupełnie odwrotne do przez siebie obrazowanego...
Osobiście jak sięgnę pamięcią, miałem minimum kilka takich snów
proroczych nawet...
Pozostając jednak w temacie - jeśli taki mechanizm podświadoma stosuje
w snach, a przynajmniej ich części...-mogłaby też na jawie.
Nie znam wszak innych sił/bytów/składników człowieka które stosowałyby
taką metodę odwrotności....
Choć to rozwiązuje może metodę osiągania tych rzeczy które mi się
zdarzają, to jednak i tak nie rozwiązuje jak podświadoma wpływa na real...
A na to, nawet jeśli potrafi, dróg może być wiele...
Wiem napewno że potrafię ze świata snu, wyciągnąć do snu na jawie
senną postać. Postać ta wtedy dostaje tymczasowe ciało astralne. To
dlatego postaci tej już wtedy często nie słyszymy, choć ją czujemy,
dotyk, czasem zapach... Postać taka ubrana w astral, czuje się jak my w
ubranku strażaka, czyli skrępowane ruchy, tu uwiera tam ciśnie, a do tego
do dupy się gada... To dlatego wydawało mi się iż postacie we śnie na
jawie działąją instynktownie. Stąd ich niezborność ruchów i brak albo mało
komunikacji werbalnej.
Kaję jednak astralu nauczyłem tyle o ile, i porusza się dość biegle w snach
na jawie.
Jeśli jednak z postaci sennej da się zrobić astralną, choćby nawet na ten
jeden moment snu... To zastanawia i to cholernie czy z astralu da się
zrobić materię jawy....
Z ciekawostek śniłem ostatnio dwa sny które mógłbym nazwać nauką...:
Pierwszy był z Kają. Powiedziała do mnie coś jakby że "My wszystkie
jesteśmy jedną postacią..." Ja Jej na to "Tak? To powiedz mi o czym
gadałem w ostatnim śnie z moim wujkiem?" Zamilkła w zamyśleniu może na
sporo, po czym sen się urwał...
Wróciwszy do niego, zastałem Ją tyłem do mnie. Podszedłem, i zapytałem:
"Kaja, wiem że jasnowidzić itp. mogę i ja i Ty..., a jak jest z wyższymi
formami zjawisk PSI?" Chwilę pomyślała, potem podeszła do mnie i
powiedziała "To ci pomoże...", wręczając mi mały przedmiot.
Był to ołowiany żołnierzyk.... I we śnie pomyślałem że ma mnie za głupka.
Po przebudzeniu zaś analiza... Żołnierzyk... No przecież ja walczę o te
zdolności... Ołowiany... Ciężko je osiągnąć... Ołów jednak jest też łatwo
topliwy i skrawalny, więc jest metoda, choć oboczna, nieliniowa...
Drugi sen przedstawił mi jakiegoś faceta... Wyglądał rodem jak jakiś
mistrz walk ze wschodu czy tp.... Człowiek ów, pokazywał mi techniki
hipnozy dla mas... Jak potrafi sprawić iż tłum uwierzy na jego słowo iż
np. jest beznogi, czy że jest szczupły(choć trochę sadła miał)...
Przypominam sobie też iż jeszcze przed wszystkimi zdarzeniami realu, które
opisałem, śniła mi się w ld jeszcze jedna postać, jakaś brunetka, która
powiedziała "Jak Kaja nie będzie chciała, to ja będe dbać o ciebie"...
Miałem też ostatnio ld w którym zobaczyłem gościa bez głowy, tj. widziałem
jego tułw, nogi i całego poza głową... Wziął mnie za rękę i zaczął mnie
ciągnąć chamsko do drugiego pomieszczenia, mówiąc że muszę zobaczyć
coś, ale mówił to tak jakby mi chciał pokazać że kogoś zabiłem albo tp...
Czułem od początku w tym ld że znalazłem się w niewłaściwym miejscu
przestrzeni, że tego gościa muszę się strzec lub obawiać...
Pomyślałem więc natychmiast że chcę się obudzić, i obudziłem się. A na
jawie już myślałem : Dobra, chce mi ktoś coś pokazać, ok, niech pokaże
ryj, niech powie jak senna postać a nie zmrol jakiś....
Po tym miałem sen z Kają... Powiedziała "Wiedziałam że sobie poradzisz,
ale i tak nie dałabym ci zginąć. Chcę tylko byś wiedział że istnieją miejsca
niebezpieczne..."
I chyba dobrze że ostrzegła... wszak 95% moich postaci mnie kocha...
I sam powiem szczerze że niewiem czy mam się tym wzruszać czy też
przerażać... Dlatego u Ciebie Incest szukam rady, a nie u psychiatry,
bo Ty, choć z naukowym podejściem, jednak dopuszczasz pewne
odchyły od klasycznego Freudyzmu

Napewno nie wiąże tego osobowo z postacią Kaji, ale z czymś ze świata
snu lub z podświadomą. Nie było to też zjawisko od początku wymogowe
czy życzeniowe...Nie myślałem nigdy "no, mam już Kaję i te chody u
podświadomej, to niech pokażą co umią w realu...".
Zawsze wręcz ilekroć chciałem wyciągnąć nawet od Kaji jakąś wiedzę której
nie posiadam a Ona niebardzo chciała mi ją wyjawić, wtedy gdy by to od
Niej wyciągnąć, grając trochę na Jej uczuciach niejako czułem się jakbym ją
wykorzystywał, i nie było mi z tym dobrze...
Jak zresztą pisałem, takiego czy to szczęścia, czy też paranormala nie
miewam codzień, a jedynie w niektóre dnie, ale w dnie te, zawsze już z
góry czuję że mam to coś, zanim jeszcze zacznie się zdarzać coś...
Pracując codzień w tej samej firmie z obsadą w której rotacja ludzi jest
stosunkowo niewielka, zauważyłem że na przełomie 3-ch ostatnich mies.
pożegnaliśmy 8 osób. Jedna wyleciała z głupoty(chlanie w pracy), druga
przeniosła się z wygody do innego oddziału. Pozostałe 6 za drobniejsze
rzeczy. Przy czym te 6 osób to osoby które albo zalazły mi za skórę, albo
jakoś zraniły. Weselsze jest jednak to, że wylatywały dokładnie w tej
kolejności w której mnie raniły.
Nie byłem ich żadnym zwierzchnikiem dla jasności.
Pewne jest że Boga tu nie zastosujemy...Bóg nie zajmuje się napewno
takimi moimi pierdołami, mając modlitwy wdów, sierot, chorych i
umierających...
Powiem że wcale nie życzyłem sobie by osoby te odeszły, nie życzyłem im
także w żaden sposób niczego złego. Niektórym nawet starałem się pomóc
utrzymać mimo iż gryzły po rękach....
Heh, na słodycze to ja różnie... Bywa że leży cukierek miesiąc i go nie
zjem, a bywa że jak mnie najdzie to w dzień zeżre kilo ciastek czy słoik
miodu w dwie h

Zakładając jednak że te moje zdarzenia pochodziłyby od podświadomej to
może mam pół rozwiązania....:
Nie jestem mściwy, staram się być skromny i nie wymagać za wiele od
innych i życia...
A tu dostaję kasy ile sobie życzę, słodyczy na kilogramy, a ci co jakośtam
troche mnie zranili traktowane są bezlitośnie...
Jest taka teoria gdzieśtam, czyjaśtam, mówiąca o tzw.
"snach odwrotnych", czyli takich które są wyrażone przeważnie językiem
i obrazem ludzkim, nie zaś symboliczno-znaczeniowym, jednak mają one
znaczenie zupełnie odwrotne do przez siebie obrazowanego...
Osobiście jak sięgnę pamięcią, miałem minimum kilka takich snów
proroczych nawet...
Pozostając jednak w temacie - jeśli taki mechanizm podświadoma stosuje
w snach, a przynajmniej ich części...-mogłaby też na jawie.
Nie znam wszak innych sił/bytów/składników człowieka które stosowałyby
taką metodę odwrotności....
Choć to rozwiązuje może metodę osiągania tych rzeczy które mi się
zdarzają, to jednak i tak nie rozwiązuje jak podświadoma wpływa na real...
A na to, nawet jeśli potrafi, dróg może być wiele...
Wiem napewno że potrafię ze świata snu, wyciągnąć do snu na jawie
senną postać. Postać ta wtedy dostaje tymczasowe ciało astralne. To
dlatego postaci tej już wtedy często nie słyszymy, choć ją czujemy,
dotyk, czasem zapach... Postać taka ubrana w astral, czuje się jak my w
ubranku strażaka, czyli skrępowane ruchy, tu uwiera tam ciśnie, a do tego
do dupy się gada... To dlatego wydawało mi się iż postacie we śnie na
jawie działąją instynktownie. Stąd ich niezborność ruchów i brak albo mało
komunikacji werbalnej.
Kaję jednak astralu nauczyłem tyle o ile, i porusza się dość biegle w snach
na jawie.
Jeśli jednak z postaci sennej da się zrobić astralną, choćby nawet na ten
jeden moment snu... To zastanawia i to cholernie czy z astralu da się
zrobić materię jawy....

Z ciekawostek śniłem ostatnio dwa sny które mógłbym nazwać nauką...:
Pierwszy był z Kają. Powiedziała do mnie coś jakby że "My wszystkie
jesteśmy jedną postacią..." Ja Jej na to "Tak? To powiedz mi o czym
gadałem w ostatnim śnie z moim wujkiem?" Zamilkła w zamyśleniu może na
sporo, po czym sen się urwał...
Wróciwszy do niego, zastałem Ją tyłem do mnie. Podszedłem, i zapytałem:
"Kaja, wiem że jasnowidzić itp. mogę i ja i Ty..., a jak jest z wyższymi
formami zjawisk PSI?" Chwilę pomyślała, potem podeszła do mnie i
powiedziała "To ci pomoże...", wręczając mi mały przedmiot.
Był to ołowiany żołnierzyk.... I we śnie pomyślałem że ma mnie za głupka.
Po przebudzeniu zaś analiza... Żołnierzyk... No przecież ja walczę o te
zdolności... Ołowiany... Ciężko je osiągnąć... Ołów jednak jest też łatwo
topliwy i skrawalny, więc jest metoda, choć oboczna, nieliniowa...
Drugi sen przedstawił mi jakiegoś faceta... Wyglądał rodem jak jakiś
mistrz walk ze wschodu czy tp.... Człowiek ów, pokazywał mi techniki
hipnozy dla mas... Jak potrafi sprawić iż tłum uwierzy na jego słowo iż
np. jest beznogi, czy że jest szczupły(choć trochę sadła miał)...
Przypominam sobie też iż jeszcze przed wszystkimi zdarzeniami realu, które
opisałem, śniła mi się w ld jeszcze jedna postać, jakaś brunetka, która
powiedziała "Jak Kaja nie będzie chciała, to ja będe dbać o ciebie"...
Miałem też ostatnio ld w którym zobaczyłem gościa bez głowy, tj. widziałem
jego tułw, nogi i całego poza głową... Wziął mnie za rękę i zaczął mnie
ciągnąć chamsko do drugiego pomieszczenia, mówiąc że muszę zobaczyć
coś, ale mówił to tak jakby mi chciał pokazać że kogoś zabiłem albo tp...
Czułem od początku w tym ld że znalazłem się w niewłaściwym miejscu
przestrzeni, że tego gościa muszę się strzec lub obawiać...
Pomyślałem więc natychmiast że chcę się obudzić, i obudziłem się. A na
jawie już myślałem : Dobra, chce mi ktoś coś pokazać, ok, niech pokaże
ryj, niech powie jak senna postać a nie zmrol jakiś....
Po tym miałem sen z Kają... Powiedziała "Wiedziałam że sobie poradzisz,
ale i tak nie dałabym ci zginąć. Chcę tylko byś wiedział że istnieją miejsca
niebezpieczne..."
I chyba dobrze że ostrzegła... wszak 95% moich postaci mnie kocha...





