27-10-2013, 22:25
W sumie doznałem ostatnio ładnych wizji, ostatnio rzadziej je zapisuje, jako że stały się dla mnie odrobinę bardziej powszednim chlebem
Smutna sprawa, że zauważam coraz więcej powtarzających się motywów - kościoły, maszyny, śmieci i groby. Także tym razem śniło mi się miasto w całości z nagrobków różnej wielkości. Ulice i rynki zbudowane były pnąco wokół stromego wzniesienia. Wszystko z marmuru, w miejscu murów i płotów gęste rzędy kamieni nagrobnych z wygrawerowanymi imionami. Zwracała uwagę nietypowa w moich snach martwa cisza. Odstępy między budynkami bardzo ciasne i zadaszone, tworzyły tunele ze schodami, pozwalające dostać się na wyższe poziomy miasta. Podróżując za pomocą lotu natrafiłem na spływającą z góry szeroką rzekę, o nieproporcjonalnie powolnym przepływie wody i jej szumie. Jak się okazało wyżej koryto wypełnione było zamarzniętą masą wody, do której od pewnej wysokości spływał delikatny strumień z boku. Zamarznięta rzeka przy szczycie niemal pionowo zawijała się o wierzchołek, z drugiej strony granica lodu niejasno przechodziła z powrotem w bystry strumyk, cieknący swobodnie za całym miastem owijał się wokół wzniesienia, żeby zalewać zmrożoną taflę jako wspomniany wcześniej boczny strumień. Wpadło mi do głowy, że zwiedzana okolica musi nosić nazwę " deadfalls " 
Innym razem zwiedzałem monstualną manufakturę, przed którą po kilku pasmach torów kolejowych na różnej wysokości, poruszały się połączone łańcuchami zardzewiałe tiry. Przed centrum sięgającego chmur budynku rezydował ogromny żuraw, wspierany szkieletem architektonicznym rafinerii. Gruba zbrojona lina zawieszona u jego szczytu ( chyba gdzieś w stratosferze ) wciągała te sznury ciężarówek kreśląc nimi w powietrzu monotonny półspiralny ślaczek. W tle grała muzyka z gatunku raczej hard-rock, choć we śnie autorstwa Katy Perry o tytule " Super mummy "
Smutna sprawa, że zauważam coraz więcej powtarzających się motywów - kościoły, maszyny, śmieci i groby. Także tym razem śniło mi się miasto w całości z nagrobków różnej wielkości. Ulice i rynki zbudowane były pnąco wokół stromego wzniesienia. Wszystko z marmuru, w miejscu murów i płotów gęste rzędy kamieni nagrobnych z wygrawerowanymi imionami. Zwracała uwagę nietypowa w moich snach martwa cisza. Odstępy między budynkami bardzo ciasne i zadaszone, tworzyły tunele ze schodami, pozwalające dostać się na wyższe poziomy miasta. Podróżując za pomocą lotu natrafiłem na spływającą z góry szeroką rzekę, o nieproporcjonalnie powolnym przepływie wody i jej szumie. Jak się okazało wyżej koryto wypełnione było zamarzniętą masą wody, do której od pewnej wysokości spływał delikatny strumień z boku. Zamarznięta rzeka przy szczycie niemal pionowo zawijała się o wierzchołek, z drugiej strony granica lodu niejasno przechodziła z powrotem w bystry strumyk, cieknący swobodnie za całym miastem owijał się wokół wzniesienia, żeby zalewać zmrożoną taflę jako wspomniany wcześniej boczny strumień. Wpadło mi do głowy, że zwiedzana okolica musi nosić nazwę " deadfalls " 
Innym razem zwiedzałem monstualną manufakturę, przed którą po kilku pasmach torów kolejowych na różnej wysokości, poruszały się połączone łańcuchami zardzewiałe tiry. Przed centrum sięgającego chmur budynku rezydował ogromny żuraw, wspierany szkieletem architektonicznym rafinerii. Gruba zbrojona lina zawieszona u jego szczytu ( chyba gdzieś w stratosferze ) wciągała te sznury ciężarówek kreśląc nimi w powietrzu monotonny półspiralny ślaczek. W tle grała muzyka z gatunku raczej hard-rock, choć we śnie autorstwa Katy Perry o tytule " Super mummy "





