21-09-2013, 21:59
Dobry sen miałem przed chwilą
Siedziałem w jakimś ciemnym pomieszczeniu, jak później okazało się, był to mój senny dom. Pomimo, że nie było tam nic, z czeto mogłaby lecieć muzyka, to słuchałem jakiś naprawdę nieistniejącego kawałek Słonia, w śnie bardzo mi się podobał. Później pojawił się raper we własnej osobie. Trochę razem porozmawialiśmy. Potem słuchałem jego kolejny nieistniejący kawałek który jakoś tak jakby wizualizował mi się, tak że w pewnym momencie znalazłem się w kuchni tego mojego domu. Byli tam matka z ojcem o o czymś gadali, zwróciłem uwagę na otwarte drzwi do drugiego pomieszczenia. W pewnym momencie zauważyłem że już są zamknięte. Ojciec spanikował, że ktoś jest w domu. Wtedy otyły mężczyzna wybiegł z korytarza po mojej prawej stronie i otworzył drzwi i wszedł. Ruszyłem w stronę gdzie pojawił się ten koleś, a tam... Drugi taki sam kroił kurczaka na jakieś kotlety. Zacząłem po nim jechać, poczynając od "s*u*w*s*n*w" a kończą na takich wymyślnych wyzwiskach jak "szwałędający się po nocach, spedalony i zj***ny, dźgany w d**e przez własnego ojca wyrzutek społeczeństwa". W pewnym momencie doskoczyłem do szawki i chwyciłem jakiś naprawę spory nóż i coś co nazwałbym młotko-toporkiem. Przystawiłem kolesiowi do głowy, ale on się nie przejął. Wtedy chciałem go dziabnąć, ale zatrzymałem rękę, bo tak naprawdę nie chciałem go skaleczyć. Przyparł mnie eo drzwi i groził tymi 2 narzędziami oraz trzymanym wcześniej nożem. Od czasy do czasu opuszczał noże, a ja zwiększałem wtedy częstotliwość wyzwisk i zaczynałem kozaczyć
jednak od razu gdy podnosił noże do góry zaczynałem go przepraszać itp. Patrząc z boku musiałoby to komicznie wyglądać
nagle zacząłem go wyzywać od "nocnych pedofilów", naprawdę głośno, normalnie obudziłbym cały dom, ale w śnie oczywiście nikt nie pomógł. Nagle jak gdyby nic się nie działo odwróciłem się i wyszedłem, do pomieszczenia gdzie rozmawiałem z rodzicami. Stał tam mój tata zakryty kołdrą która wyglądała jakby lewitowała, myślałem, że śpi. Nie chciałem go obudzić, bo "głupio by było gdyby nagle ten koleś zniknął" - tak sobie myślałem.
Siedziałem w jakimś ciemnym pomieszczeniu, jak później okazało się, był to mój senny dom. Pomimo, że nie było tam nic, z czeto mogłaby lecieć muzyka, to słuchałem jakiś naprawdę nieistniejącego kawałek Słonia, w śnie bardzo mi się podobał. Później pojawił się raper we własnej osobie. Trochę razem porozmawialiśmy. Potem słuchałem jego kolejny nieistniejący kawałek który jakoś tak jakby wizualizował mi się, tak że w pewnym momencie znalazłem się w kuchni tego mojego domu. Byli tam matka z ojcem o o czymś gadali, zwróciłem uwagę na otwarte drzwi do drugiego pomieszczenia. W pewnym momencie zauważyłem że już są zamknięte. Ojciec spanikował, że ktoś jest w domu. Wtedy otyły mężczyzna wybiegł z korytarza po mojej prawej stronie i otworzył drzwi i wszedł. Ruszyłem w stronę gdzie pojawił się ten koleś, a tam... Drugi taki sam kroił kurczaka na jakieś kotlety. Zacząłem po nim jechać, poczynając od "s*u*w*s*n*w" a kończą na takich wymyślnych wyzwiskach jak "szwałędający się po nocach, spedalony i zj***ny, dźgany w d**e przez własnego ojca wyrzutek społeczeństwa". W pewnym momencie doskoczyłem do szawki i chwyciłem jakiś naprawę spory nóż i coś co nazwałbym młotko-toporkiem. Przystawiłem kolesiowi do głowy, ale on się nie przejął. Wtedy chciałem go dziabnąć, ale zatrzymałem rękę, bo tak naprawdę nie chciałem go skaleczyć. Przyparł mnie eo drzwi i groził tymi 2 narzędziami oraz trzymanym wcześniej nożem. Od czasy do czasu opuszczał noże, a ja zwiększałem wtedy częstotliwość wyzwisk i zaczynałem kozaczyć
jednak od razu gdy podnosił noże do góry zaczynałem go przepraszać itp. Patrząc z boku musiałoby to komicznie wyglądać
nagle zacząłem go wyzywać od "nocnych pedofilów", naprawdę głośno, normalnie obudziłbym cały dom, ale w śnie oczywiście nikt nie pomógł. Nagle jak gdyby nic się nie działo odwróciłem się i wyszedłem, do pomieszczenia gdzie rozmawiałem z rodzicami. Stał tam mój tata zakryty kołdrą która wyglądała jakby lewitowała, myślałem, że śpi. Nie chciałem go obudzić, bo "głupio by było gdyby nagle ten koleś zniknął" - tak sobie myślałem.
Masz sprawę? Pisz na GG: 41393861





