26-06-2013, 16:09
Te 2 ostanie były w cytacie, bo normalnie aż tak nie klnę 
Dzisiaj było w końcu LD
Prawie wszystko w nim było lepsze niż w moich poprzednich. Jedynie czas trwania pozostawia sporo do życzenia. Opisze, ze szczegółami(tyle ile pamiętam, bo pamięć snu, niestety ciągle słaba jest u mnie).
Rozmawiałem z kimś, nagle myślę sobie "to jest sen, fajnie" i kontynuuje rozmowę, minęło jakieś 10-15 sekund i wtedy załapałem, że skoro wiem że to sen to trzeba TR walnąć. Robię TR i banan na pysku
Jak w prawie żadnym LD, lekka radość nie przeszkadzała mi wcale, po prostu czułem, że nie ma szans żebym teraz miał kick'a. Stabilność snu była niesamowita po prostu. Potem wyszedłem z podwórka na pole. Unoszę się w powietrze i... praktycznie zero problemów z lotem, sterowność była niesamowita. Żadnego znoszenia na boki, nic. Kawałek po przeleceniu się zaczęły być dobre widoki. Na początku, zasięg widoku skrócił się do około 200m(dalej było wszystko koloru nieba i były chmury), próbowałem wystrzelić jakąś błyskawice z dłoni, jednak to prawie nie pomogło. Kiedy podleciałem bliżej, zobaczyłem coś naprawdę niesamowitego. Unosiłem się nad wzniesieniem Przedemną w dół schodziła droga, obok płynęła rzeczka. Dookoła rosły drzewa, było to coś brzozo-podobnego. A wszystko spowijała mgła. Same miejsce nie było by takie, gdyby nie kolory. Z jednej strony, były bardzo naturalne, z drugiej jednak, nie spotka się ich w naturze. Byłe takie "pełne". Nawet nie potrafię ich opisać. Do tego wszystkiego było takie typowo wiosenne słońce. Wylądowałem(powoli zacząłem tracić świadomość). Przeszedłem kawałek, zobaczyłem jakieś linie energetyczne, były dosyć grube, część drewnianych słupów była przewrócona. Nagle ktoś do mnie zagadał. Była to koleżanka z podstawówki, i jakiś chłopak w podobnym wieku. Dziwiłem się, jakim cudem znaleźli się tu przedemną, spotkałem ich wcześniej, jeszcze w nieświadomej części. Miałem już dosyć mocno obniżoną świadomość. Wleciałem na jakąś kupkę gałęzi. Był przy niej, jakiś betonowy słupek, a o niego oparte były "posążki". Były to jakby powycinane plastry drzewa. Długie na jakieś 15-20 cm. szerokości myślę że około 5 cm. grubości kilku mm. Były "podzielone" na równe części. A dokładniej w każdej 1/3 długość był wyskrobany rowek. Dolna część odpowiadała nogą. Środkowa korpusowi(nawet chyba miała po bokach małe "rączki") a górna głowie. Na głowie były wyskrobane oczy i usta. Usta była to pozioma, idealnie prosta kreska, a oczy były trochę krótszymi, pionowymi również idealnie prostymi kreskami. Kiedy przyglądałem się tym "posążkom", pomyślałem coś takiego "kiedy opiszę je na forum Incestus na pewno będzie się cieszył bo do niego pasują i będą mu się podobać", nawet nie potrafię powiedzieć o co mi chodziło
Kiedy podniosłem głowę usłyszałem jakieś dziwne dźwięki(było słychać, że wydawane przez ludzi) i zobaczyłem biegnących kawałek dalej, w moją stronę ludzi. Mógłbym powiedzieć, że byli indiano-murzyni, z wyglądu było to bowiem połączenie i jednych i drugich. Na dodatek, pod nogami usłyszałem, że ktoś odpalił ciągnik(LOL), byłem bardzo wystraszony, chciałem uciekać(właściwie "uciekać" to mało powiedziane), ale noga zaplątała mi się w gałąź. Obudziłem się.
Może być trochę ciężko zrozumieć o co chodzi w niektórych momentach, bo przy kompie jestem z doskoku.

Dzisiaj było w końcu LD
Prawie wszystko w nim było lepsze niż w moich poprzednich. Jedynie czas trwania pozostawia sporo do życzenia. Opisze, ze szczegółami(tyle ile pamiętam, bo pamięć snu, niestety ciągle słaba jest u mnie).Rozmawiałem z kimś, nagle myślę sobie "to jest sen, fajnie" i kontynuuje rozmowę, minęło jakieś 10-15 sekund i wtedy załapałem, że skoro wiem że to sen to trzeba TR walnąć. Robię TR i banan na pysku
Jak w prawie żadnym LD, lekka radość nie przeszkadzała mi wcale, po prostu czułem, że nie ma szans żebym teraz miał kick'a. Stabilność snu była niesamowita po prostu. Potem wyszedłem z podwórka na pole. Unoszę się w powietrze i... praktycznie zero problemów z lotem, sterowność była niesamowita. Żadnego znoszenia na boki, nic. Kawałek po przeleceniu się zaczęły być dobre widoki. Na początku, zasięg widoku skrócił się do około 200m(dalej było wszystko koloru nieba i były chmury), próbowałem wystrzelić jakąś błyskawice z dłoni, jednak to prawie nie pomogło. Kiedy podleciałem bliżej, zobaczyłem coś naprawdę niesamowitego. Unosiłem się nad wzniesieniem Przedemną w dół schodziła droga, obok płynęła rzeczka. Dookoła rosły drzewa, było to coś brzozo-podobnego. A wszystko spowijała mgła. Same miejsce nie było by takie, gdyby nie kolory. Z jednej strony, były bardzo naturalne, z drugiej jednak, nie spotka się ich w naturze. Byłe takie "pełne". Nawet nie potrafię ich opisać. Do tego wszystkiego było takie typowo wiosenne słońce. Wylądowałem(powoli zacząłem tracić świadomość). Przeszedłem kawałek, zobaczyłem jakieś linie energetyczne, były dosyć grube, część drewnianych słupów była przewrócona. Nagle ktoś do mnie zagadał. Była to koleżanka z podstawówki, i jakiś chłopak w podobnym wieku. Dziwiłem się, jakim cudem znaleźli się tu przedemną, spotkałem ich wcześniej, jeszcze w nieświadomej części. Miałem już dosyć mocno obniżoną świadomość. Wleciałem na jakąś kupkę gałęzi. Był przy niej, jakiś betonowy słupek, a o niego oparte były "posążki". Były to jakby powycinane plastry drzewa. Długie na jakieś 15-20 cm. szerokości myślę że około 5 cm. grubości kilku mm. Były "podzielone" na równe części. A dokładniej w każdej 1/3 długość był wyskrobany rowek. Dolna część odpowiadała nogą. Środkowa korpusowi(nawet chyba miała po bokach małe "rączki") a górna głowie. Na głowie były wyskrobane oczy i usta. Usta była to pozioma, idealnie prosta kreska, a oczy były trochę krótszymi, pionowymi również idealnie prostymi kreskami. Kiedy przyglądałem się tym "posążkom", pomyślałem coś takiego "kiedy opiszę je na forum Incestus na pewno będzie się cieszył bo do niego pasują i będą mu się podobać", nawet nie potrafię powiedzieć o co mi chodziło
Kiedy podniosłem głowę usłyszałem jakieś dziwne dźwięki(było słychać, że wydawane przez ludzi) i zobaczyłem biegnących kawałek dalej, w moją stronę ludzi. Mógłbym powiedzieć, że byli indiano-murzyni, z wyglądu było to bowiem połączenie i jednych i drugich. Na dodatek, pod nogami usłyszałem, że ktoś odpalił ciągnik(LOL), byłem bardzo wystraszony, chciałem uciekać(właściwie "uciekać" to mało powiedziane), ale noga zaplątała mi się w gałąź. Obudziłem się.Może być trochę ciężko zrozumieć o co chodzi w niektórych momentach, bo przy kompie jestem z doskoku.
Masz sprawę? Pisz na GG: 41393861





