06-07-2012, 15:48
Znowu dziwactwo trudne do opisania.
Świadomość odzyskałem siedząc w ciemnej stalowej kabinie ogromnego jak wieżowiec koła diabelskiego z dwoma ramionami. Nie mogłem się ruszać, jedynie odczuwałem. Maszyna osadzona w jakimś plenerze w nocy. Kołysało mną, coraz szybciej się rozhuśtując, na wdechu i wydechu, tak jak zazwyczaj odczuwam wibracje, w tym przypadku jednak odczuwałem ciarki z naporu grawitacji i siły obrotowej. W końcu nie mogłem powstrzymać krzyku bo maszyna z ogromną prędkością zataczała mną kręgi i wiatr memlał moją twarz
Musiało dojść do tego, że wreszcie mnie katapultowało. Z góry zobaczyłem przyrząd, wyglądał jak dwa połączone żurawie do budowy. Dopiero podczas lotu ujrzałem nadzwyczajnie piękne niebo. Pełno gwiazd, jakby upchane wsyzstkie konstelacje na jednym niebie i ogromny księżyc, niżej tłuste skłębione chmury żarzące się od blasku na fioletowo. Spadając mijałem zawieszone w powietrzu małe i duże pojazdy, przypominające najbardziej dwuosobową huśtawkę z drewnianymi ławeczkami, ale zabudowaną na kształt galeonów, z wiosłami, masztami i armatami, dryfowały w powietrzu ustawione w formację bojową.
Ale potem im bardziej byłem świadomy i skoncentrowany trudno było mi zobaczyć coś zaskakującego. Chyba najlepszy stan do zwiedzania snu to taka 3/4 świadomość
Świadomość odzyskałem siedząc w ciemnej stalowej kabinie ogromnego jak wieżowiec koła diabelskiego z dwoma ramionami. Nie mogłem się ruszać, jedynie odczuwałem. Maszyna osadzona w jakimś plenerze w nocy. Kołysało mną, coraz szybciej się rozhuśtując, na wdechu i wydechu, tak jak zazwyczaj odczuwam wibracje, w tym przypadku jednak odczuwałem ciarki z naporu grawitacji i siły obrotowej. W końcu nie mogłem powstrzymać krzyku bo maszyna z ogromną prędkością zataczała mną kręgi i wiatr memlał moją twarz
Musiało dojść do tego, że wreszcie mnie katapultowało. Z góry zobaczyłem przyrząd, wyglądał jak dwa połączone żurawie do budowy. Dopiero podczas lotu ujrzałem nadzwyczajnie piękne niebo. Pełno gwiazd, jakby upchane wsyzstkie konstelacje na jednym niebie i ogromny księżyc, niżej tłuste skłębione chmury żarzące się od blasku na fioletowo. Spadając mijałem zawieszone w powietrzu małe i duże pojazdy, przypominające najbardziej dwuosobową huśtawkę z drewnianymi ławeczkami, ale zabudowaną na kształt galeonów, z wiosłami, masztami i armatami, dryfowały w powietrzu ustawione w formację bojową.Ale potem im bardziej byłem świadomy i skoncentrowany trudno było mi zobaczyć coś zaskakującego. Chyba najlepszy stan do zwiedzania snu to taka 3/4 świadomość





