23-05-2012, 09:39
Dzisiaj uświadomiłem się pod koniec naprawdę długiego snu (nawet dobrze zapamiętany). Zdążyłem tylko przejechać się na ogromnym kogucie, który był prawie cały żółty. Coś w rodzaju Chocobo z final fantasy, jeśli ktoś wie o co chodzi.
Fajne hipnagogi miałem rano
Leżę, słyszę jak woła mnie ojciec:
- pali się dom! Bierz wodę.
Chwilę potem to samo mówi babka, a potem ciotka. Zrywam się z łóżka, patrzę ojciec siedzi w pokoju i gazetę czyta. Wiedziałem już że to mi się wydawało. Te głosy to była wycieczka rowerowa, która zrobiła sobie postój koło mojego domu i drą się jeden przez drugiego.
Fajne hipnagogi miałem rano

Leżę, słyszę jak woła mnie ojciec:
- pali się dom! Bierz wodę.
Chwilę potem to samo mówi babka, a potem ciotka. Zrywam się z łóżka, patrzę ojciec siedzi w pokoju i gazetę czyta. Wiedziałem już że to mi się wydawało. Te głosy to była wycieczka rowerowa, która zrobiła sobie postój koło mojego domu i drą się jeden przez drugiego.
[H]





