21-05-2012, 19:10
Dzisiaj jeden z niewielu Jungowskich snow archetypowych.
Wyszedlem z domu po klotni z bratem. W fabule mial wtedy z 10 lat, mimo ze w rzeczywistosci jest o 3 lata mlodszy ( mam 25 ) Wyszedlem z domu, podjechal pode mnie samochod. W srodku siedzial postarzony Antonio Banderas, wtedy mialem nieodparte przeczucie ze to Bog we wlasnej osobie
Podczas drogi zaspiewal piosenke rymujac dosc sensownie ( ale nie zapamietalem ) o moim niecnym nastawieniu do brata. Nie dokonczyl puenty zamiast tego gwizdzac w rytm ostatnie slowa. Podwiozl mnie na jakas msze. Odbywala sie na pochylym cmentarzu z goralskim kosciolkiem poznym wieczorem. Kazde miesjce zapelnione bylo rozentuzjazmowanymi wierzacymi, klimat jak we wszystich swietych, uplasowalem sie gdzies w spiewajacym tlumie. Kaplan na szczycie wzniesienia zaczynal crescendo, przerywal, po czym tlum odpowiadal mu nieznana mi piesnia czyniac dziwaczne rytualy : wznosili lewe konczyny gorne w niebo falujac nimi, po czym odwracali sie plecami, kladli na ziemie i z piecza dotykali swojego lewego dolu lokciowego, wstawali i powtarzali.
Wsrod podnioslych spiewow slyszalem nierowny szum, po mojej prawej stronie moj znajomy, w rzeczywistosci zagorzaly katolik, siedzial w czyms na ksztalt mechanicznego czarnego symulatora jazdy samochodem rajdowym w okularach wirtualnych i zapamietale bujal sie w rozne strony. Zapytalem sasiada o co chodzi, ten odpowiedzial ze obserwowany osobnik modli sie specjalnym trybem pod okiem indywidualnego kaplana. Faktycznie obok maszyny dojrzalem mnicha notujacego cos w zeszycie. Gdy swoiste Tedeum dobieglo konca, dach kosciolka za zgromadzonymi rozstapil sie i ukazala sie scena teatralna. Na deski wyszly musicalowo ubrane dziewczyny, ktore wskakiwaly sobie na wzajem na dlonie robiac potrojne salta
Jak zwykle po obudzeniu sie odczekalem zaledwie 15 minut i zadzwonil budzik do pracy
Wyszedlem z domu po klotni z bratem. W fabule mial wtedy z 10 lat, mimo ze w rzeczywistosci jest o 3 lata mlodszy ( mam 25 ) Wyszedlem z domu, podjechal pode mnie samochod. W srodku siedzial postarzony Antonio Banderas, wtedy mialem nieodparte przeczucie ze to Bog we wlasnej osobie
Podczas drogi zaspiewal piosenke rymujac dosc sensownie ( ale nie zapamietalem ) o moim niecnym nastawieniu do brata. Nie dokonczyl puenty zamiast tego gwizdzac w rytm ostatnie slowa. Podwiozl mnie na jakas msze. Odbywala sie na pochylym cmentarzu z goralskim kosciolkiem poznym wieczorem. Kazde miesjce zapelnione bylo rozentuzjazmowanymi wierzacymi, klimat jak we wszystich swietych, uplasowalem sie gdzies w spiewajacym tlumie. Kaplan na szczycie wzniesienia zaczynal crescendo, przerywal, po czym tlum odpowiadal mu nieznana mi piesnia czyniac dziwaczne rytualy : wznosili lewe konczyny gorne w niebo falujac nimi, po czym odwracali sie plecami, kladli na ziemie i z piecza dotykali swojego lewego dolu lokciowego, wstawali i powtarzali. Wsrod podnioslych spiewow slyszalem nierowny szum, po mojej prawej stronie moj znajomy, w rzeczywistosci zagorzaly katolik, siedzial w czyms na ksztalt mechanicznego czarnego symulatora jazdy samochodem rajdowym w okularach wirtualnych i zapamietale bujal sie w rozne strony. Zapytalem sasiada o co chodzi, ten odpowiedzial ze obserwowany osobnik modli sie specjalnym trybem pod okiem indywidualnego kaplana. Faktycznie obok maszyny dojrzalem mnicha notujacego cos w zeszycie. Gdy swoiste Tedeum dobieglo konca, dach kosciolka za zgromadzonymi rozstapil sie i ukazala sie scena teatralna. Na deski wyszly musicalowo ubrane dziewczyny, ktore wskakiwaly sobie na wzajem na dlonie robiac potrojne salta
Jak zwykle po obudzeniu sie odczekalem zaledwie 15 minut i zadzwonil budzik do pracy





