14-05-2012, 17:46
Wcale nie zyjemy w az takich niebezpiecznych czasach
Smierc naturalna jest wysoce prawdopodobna. Trzeba tez pamietac, ze uzywki nie odcinaja nam ilustam lat od maksymalnej dlugosci zycia, tylko przyspieszaja starzenie. Owszem umrze sie w wieku 55 lat, ale wygladajac jak 80 letni starzec, a przynajmniej majac taka wydolnosc i umysl 
Po drugie, zycie, kiedy go sie intensywnie uzywa, nie smakuje caly czas tak samo, po pewnym czasie zostaje sie skazanym na zycie w nudzie mimo codziennych ekscesow.
Poza tym, co sie ma akurat w zyciu liczyc? Stusunek szczescia do nieszczescia przez cale zycie, ilosc intensywnych wspomnien czy uzbierana madrosc zyciowa? Tak wlasnie sie wydaje niektorym ludziom, ale jak sie przyjrzycie tym konceptom, to sa to jedynie funkcje pamieci, czyli podazanie za tymi wartosciami jest niczym innym niz martwienie sie o przyszlosc i walkowaniem przeszlosci. Gdybysmy zyli terazniejszoscia nie mialoby dla nas znaczenia czy siedzimy w knajpie z laskami, czy strzelamy kupsko sami w domu, kazde doswiadczenie jest w terazniejszosci rownorzedne. Kiedy zrozumie sie, ze nie ma czegos takiego jak jakosc zycia, najwazniejsze staje sie wydluzenie jego trwania. To wlasnie naturalnie promuje spoleczenstwo.
Ja bym powiedzial, ze nie filozofia powinna sterowac pedem zycia. Kazdy ma swoje wlasne tempo - luzaki zyja szybko, bo maja poczucie ze cos traca gdy czas mija, ibisze zyja powoli i zdrowo, bo czuja obawe przed smiercia a to wlasciwie to samo
Mysle, ze trzeba to zauwazyc i zyc tak , zeby nie pielegnowac w sobie tego przewleklego strachu.
Smierc naturalna jest wysoce prawdopodobna. Trzeba tez pamietac, ze uzywki nie odcinaja nam ilustam lat od maksymalnej dlugosci zycia, tylko przyspieszaja starzenie. Owszem umrze sie w wieku 55 lat, ale wygladajac jak 80 letni starzec, a przynajmniej majac taka wydolnosc i umysl 
Po drugie, zycie, kiedy go sie intensywnie uzywa, nie smakuje caly czas tak samo, po pewnym czasie zostaje sie skazanym na zycie w nudzie mimo codziennych ekscesow.
Poza tym, co sie ma akurat w zyciu liczyc? Stusunek szczescia do nieszczescia przez cale zycie, ilosc intensywnych wspomnien czy uzbierana madrosc zyciowa? Tak wlasnie sie wydaje niektorym ludziom, ale jak sie przyjrzycie tym konceptom, to sa to jedynie funkcje pamieci, czyli podazanie za tymi wartosciami jest niczym innym niz martwienie sie o przyszlosc i walkowaniem przeszlosci. Gdybysmy zyli terazniejszoscia nie mialoby dla nas znaczenia czy siedzimy w knajpie z laskami, czy strzelamy kupsko sami w domu, kazde doswiadczenie jest w terazniejszosci rownorzedne. Kiedy zrozumie sie, ze nie ma czegos takiego jak jakosc zycia, najwazniejsze staje sie wydluzenie jego trwania. To wlasnie naturalnie promuje spoleczenstwo.
Ja bym powiedzial, ze nie filozofia powinna sterowac pedem zycia. Kazdy ma swoje wlasne tempo - luzaki zyja szybko, bo maja poczucie ze cos traca gdy czas mija, ibisze zyja powoli i zdrowo, bo czuja obawe przed smiercia a to wlasciwie to samo
Mysle, ze trzeba to zauwazyc i zyc tak , zeby nie pielegnowac w sobie tego przewleklego strachu.





