22-03-2012, 13:34
Od dwóch miesięcy nie miałem żadnego świadomego snu. Postanowiłem przed snem liczyć schodki do 100 co drugi myśleć "mam świadome sny". Kiedy zaczynałem z LD to właśnie u mnie skutkowało.
Wieczorem z kilkoma kumplami byłem u kolegi, wypiliśmy po trzy browarki, zapaliliśmy blanta i wlączyliśmy Avatara. Do domu wróciłem strasznie zmęczony, szybko do łóżka, chwilę poleżałem i zacząłem liczenie. Z kazdą sekundą bardziej usypiam, przy 80 prawie byłem na klatce schodowej, mogłem się po niej rozejrzeć. Jeszcze chwila by bym był w LD. Jak zwykle ktoś musiał mi przeszkodzić. (brat w sąsiednim pokoju szedł do łazienki i trzasną drzwiami) Zawsze po takiej sytuacji jestem tak zdenerwowany, że dalsze próby nie mają sensu. Zwała wygrała i poszedłem spać. Coś koło 5 się przebudziłem i znowu zaczynam liczenie. Doliczyłem do 100, nastawiłem się na LD i wystarczy. Będzie to będzie, nie to nie. I po zaśnięciu był.
Krótki LD, ale był. Teraz będzie już łatwiej.
Byłem na Pandorze (Avatar). Noc. Wszędzie ogromne świecące kwiaty. Jakoś dziwnie oddychały. Drzewa i reszta roślinności nie do opisania. Jakieś dziwne odgłosy, szepty, pomruki. Kawałek przeszedłem i znalazłem się na polanie. Pokryta była świecącym na niebiesko mchem. Spojrzałem w niebo. Były na nim dwa księżyce. Jeden ogromny na pół nieba, drugi mały. Ich światło dawało zielonkawą poświatę, co w połączeniu z niebieskim światłem roślin dawało niezły efekt. Postanowiłem wrócić do dżungli, ale się nie udało. Traciłem kontrolę, szedłem jak pijany. Upadłem, ziemia była ciepła i miękka i się obudziłem w identycznej pozycji.
Szkoda, a mogło być tak pięknie.
Wieczorem z kilkoma kumplami byłem u kolegi, wypiliśmy po trzy browarki, zapaliliśmy blanta i wlączyliśmy Avatara. Do domu wróciłem strasznie zmęczony, szybko do łóżka, chwilę poleżałem i zacząłem liczenie. Z kazdą sekundą bardziej usypiam, przy 80 prawie byłem na klatce schodowej, mogłem się po niej rozejrzeć. Jeszcze chwila by bym był w LD. Jak zwykle ktoś musiał mi przeszkodzić. (brat w sąsiednim pokoju szedł do łazienki i trzasną drzwiami) Zawsze po takiej sytuacji jestem tak zdenerwowany, że dalsze próby nie mają sensu. Zwała wygrała i poszedłem spać. Coś koło 5 się przebudziłem i znowu zaczynam liczenie. Doliczyłem do 100, nastawiłem się na LD i wystarczy. Będzie to będzie, nie to nie. I po zaśnięciu był.
Krótki LD, ale był. Teraz będzie już łatwiej.
Byłem na Pandorze (Avatar). Noc. Wszędzie ogromne świecące kwiaty. Jakoś dziwnie oddychały. Drzewa i reszta roślinności nie do opisania. Jakieś dziwne odgłosy, szepty, pomruki. Kawałek przeszedłem i znalazłem się na polanie. Pokryta była świecącym na niebiesko mchem. Spojrzałem w niebo. Były na nim dwa księżyce. Jeden ogromny na pół nieba, drugi mały. Ich światło dawało zielonkawą poświatę, co w połączeniu z niebieskim światłem roślin dawało niezły efekt. Postanowiłem wrócić do dżungli, ale się nie udało. Traciłem kontrolę, szedłem jak pijany. Upadłem, ziemia była ciepła i miękka i się obudziłem w identycznej pozycji.
Szkoda, a mogło być tak pięknie.
[H]





